Feministka – to brzmi dumnie!

Terapia feministyczna!



Tak, istnieje coś takiego. Jest praktykowana przez psychologów i psychoterapeutów na całym świecie. Jej celem jest odnalezienie w sobie Siły, która nie ma nic wspólnego z agresją, pogardą czy wulgarnością. Dedykowana jest zarówno dla kobiet jak i mężczyzn (w każdym wieku). Pozwala uświadomić sobie własną wartość, pozbyć się uprzedzeń i nietolerancji, osiągnąć wewnętrzną moc. Świetnie sprawdza się w przypadku mężczyzn maltretujących żony lub dzieci. W czasie terapii feministycznej kobiety powinny zrozumieć, że o ich wartości nie decyduje pozostawanie (lub też nie) w związku, ich samoocena musi uwolnić się od opinii mężczyzn. Sporym nadużyciem byłoby jednak stwierdzenie, że kobiety uczą się nienawidzić mężczyzn.



Idea tolerancji i równości.



Istnieje rzecz jasna pseudo-feminizm, który reprezentowany jest przez sfrustrowane i zgorzkniałe kobiety, myślące stereotypowo i nie mające pojęcia o genezie i historii tego ruchu. Bo w gruncie rzeczy feministki walczą o równość i tolerancję, sprawiedliwość społeczną i szacunek dla każdego człowieka. Najbardziej koncentrują się oczywiście na kobietach i ich sprawach, ale wypowiadają się też w kwestiach dotyczących homoseksualistów czy transseksualistów. Feministki walczą o wolność kobiet, a nie ich wywyższanie i stawianie ponad mężczyznami. Feministki nie rozstrzygają, która z płci jest lepsza (bo żadna nie jest!), dążą do wzajemnego zrozumienia, szacunku, możliwości i wolności podejmowania wyborów, nawet nietypowych.



Krzywdzące stereotypy.



Wielu ludzi wyobraża sobie feministki jako krzykliwe, wulgarne i agresywne stworzenia, które z kobiecością nie mają nic wspólnego. Owe feministki są więc cyniczne, zimne, złe (dla zasady), niewrażliwe i przepełnione nienawiścią. Pseudo-feministki może rzeczywiście. Jednak prawdziwe feministki chcą od takich właśnie schematów uciekać. Nie chcą nikogo szufladkować ani przyczepiać etykietek. Walczą o prawo każdego człowieka do bycia takim, jakim się chce być. Bzdurą jest więc, że feministki nie chcą mieć mężów, dzieci ani rodzin, że chodzi im tylko o seks i pieniądze, bo przecież rwą się do robienia kariery. Odbiera im się empatyczność, ciepło i łagodność, błędnie utożsamiając cechującą je asertywność z agresywnością.



Bulwersujące opinie…



Mężczyźni często obawiają się silnych kobiet, nie chcą być zdominowani, uciekają przed uległością. I dlatego wielu nie lubi feministek, nie wiedząc dokładnie, kim są. Feministki słyną z walki o prawo do aborcji, co skreśla je w środowiskach pro-life i kościelnych. Wmawia się im, że propagują swobodne zabijanie. I popierają in-vitro, które przecież jest sztuczną, nienaturalną i zbrodniczą metodą zapłodnienia. Tymczasem i tym razem chodzi głównie o wolność kobiety i możliwość decydowania, dokonywania różnych wyborów, choćby i tych złych, ale własnych.

Feministki nie są wcale złe. Wystarczy spojrzeć na nie jak na zwykłe kobiety, którymi zresztą są, które głośno mówią o swoich potrzebach i prawach. Nie robią nikomu nic złego, a przy tym przyczyniają się do szczerzenia szlachetnych ideałów. Nie wspominając już o akcjach pomocy dla kobiet molestowanych, maltretowanych czy po trudnych przejściach. Chwała im za to.