Zaloguj się✗ Zamknij
Mam zamiar studiować pedagogikę. Wybrałam ten...
kierunek, ponieważ wydaje mi się on nie za trudny, nie za ciężki, jeśli chodzi o sam kierunek w kontekście studiowania i nauki, ale nie mam pewności czy praca przedszkolanki jest taka łatwa, prosta i przyjemna. Piszę o pracy przedszkolanki, bo specjalizacje jaką będę wybierać to: pedagogika wczesnoszkolna i przedszkolna. Praca w żłobku odpada, bo nie chcę się bawić w przebieranie ludzkich dzieci, bo to przyjemne nie jest. Niby wydaję się, że małe dzieci, mały problem, ale patrząc na to jak się teraz wychowuje dzieci, że nie można rodzicowi na nie krzyknąć, a podnieść ręke to tym bardziej, to wiem, że na 100% trafi mi się jakiś dzieciak, który jest niegrzeczny i nie słucha się nauczycielki, a ja nie cierpliwości do dzieci i ogólnie łatwo jest mnie zdenerwować. No i też jest taka sprawa, że nie mam podejścia do dzieci i nie pajam miłością do tych stworków. Gdy dziecko jest wychowane, grzeczne, słucha się dorosłych, a już tym bardziej rodziców czy nauczycielki w przedszkolu/szkole to nic nie mam do takiego dziecka. Wiem, że na studiach są praktyki z dziećmi itd, ale czy oprócz wyłożenia teorii jak postępować z dziećmi, jak do nich mówić będą uczyć i w praktyce, jak postępować z jakimiś skrajnymi dziećmi, które na wszystko mówią "nie"? To pierwsza kwestia. Druga kwestia, o którą chciałam zapytać to zarobki. Czytałam w internecie info z 2017 roku, zacytuję: "Miesięczne wynagrodzenie całkowite na tym stanowisku wynosi 2 355 PLN brutto. Co drugi nauczyciel wychowania przedszkolnego otrzymuje pensję od 2 000 PLN do 2 840 PLN. 25% najgorzej wynagradzanych nauczycieli wychowania przedszkolnego zarabia poniżej 2 000 PLN brutto. Na zarobki powyżej 2 840 PLN brutto może liczyć grupa 25% najlepiej opłacanych nauczycieli wychowania przedszkolnego." Czyli, że od czego te zarobki zależą? Od tego jakim jest się nauczycielem? Od tego czy pracuje się w państwowym czy prywatnym przedszkolu, od doświadczenia czy od czego?
Trochę ciężko jest mi uwierzyć w tak niskie zarobki (2 tys zł brutto), gdy żeby być przedszkolanką trzeba mieć wykształcenie wyższe. To możliwe, żeby osoba po studiach zarabiała najniższą krajową, według tego co napisali w internecie netto to wynosi 1459 zł, ciężko byłoby za to wyżyć.
ODPOWIEDZI (4)
chwilę temu
CodeineLord 2017-02-05 12:07:08
pedagogika wcale nie jest taka łatwa, przedmiotów jest sporo jak to na każdych studiach. może resocjalizacja byłaby dla ciebie lepszym pomysłem? też jest psychologia, socjologia i rzeczy w tym stylu. z tym że po tym też kokosów się nie zarabia. pod tym względem wygrywają niestety zawody, do których trzeba długo i ciężko się przygotowywać, ale to logiczne.
Odpowiedz na ten komentarzKate97 CodeineLord 2017-02-06 10:58:04
Nie chciałabym resocjalizować ludzi. O psychologii pisałam niżej, a socjologia, nie wiem za bardzo co mogłabym robić po tej socjologii, poza tym wydaje mi się kiepskim kierunkiem.
Odpowiedz na ten komentarzBlackspirit 2017-02-05 01:17:36
Skoro nie lubisz dzieci, to nie idź na pedagogikę - tylko będziesz się męczyła, dzieciaki z tobą i równie dobrze możesz szybko stracić każdą robotę. Niegrzeczny dzieciak trafi się zawsze.
Osoby na uniwersytetach nie zarabiają dużo więcej, a ty pytasz, czy przedszkolanka może tylko tyle? Może. To zależy od placówki, miasta, doświadczenia, stanowiska. Zawsze na pensję ma wpływ milion czynników.
Kate97 Blackspirit 2017-02-05 10:59:08
Wiem, że to głupie, iść na pedagogikę, gdy nie ma się powołania do pracy z dziećmi. Ale to, że ich nie lubię myślę, że jest najmniejszym problemem, bo pewnie po jakimś czasie pracy z nimi przywykłabym, przyzwyczaiła się, gorsze jest to, że nie mam podejścia do dzieci, nie wiem jak z nimi postępować, nie lubię takiego bezsensownego gadania do nich o niczym i takich oczywistych dla mnie rzeczy, typu: "słoneczko jest żółte" albo "kotek robi miau, miau", albo uczyć liczenia do 10 itd, ale wiem, że takie dziecko trzeba wszystkiego nauczyć, bo ono samo z siebie nic nie wie. Np moja mama nie przepada za obcymi dziećmi, tylko swoje lubi, wszystkie inne to dla niej bachory, ale umie się nimi zajmować, jak trzeba to gada o takich pierdołach jak wspomniałam wyżej, i dzieci ją lubią, a mnie chyba nie, bo ja jestem "zimna" dla dzieci, nie lubię do nich seplenić, czy mówić do nich miło, uśmiechać się itd. I właśnie chodzi mi o to czy na studiach uczą podejścia do dziecka.
Właściwie to sama nie wiem co chciałabym robić w przyszłości, aby na tym dobrze zarobić i to lubić przede wszystkim. Przeglądałam wszystkie kierunki, żeby coś sobie upodobać i boję się, że na jakimś ambitniejszym kierunku sobie nie poradzę lub ten kierunek nie będzie mnie interesował, albo że nie znajdę po nim pracy, w której się odnajdę, a na pedagogice słyszałam, że jest trochę psychologii czyli coś co mnie interesuje, ale bezpośrednio na psychologie nie chcę iść, bo już teraz psychologów jest od groma, a co dopiero za 5 lat. A studia chcę skończyć, bo bez nich, ani żadnego fachu w ręku nie ma fajniej pracy, choć z tego co widać to po niektórych studiach w zawodach gdzie wymagane jest wykształcenie wyższe ma się gorszą pensje niż pracownik restauracji z fast foodami, który żadnego wykształcenia nie musi mieć.
Czyli w większych miastach jest szansa na większą pensje przedszkolanki niż 2 tys brutto?
Jeszcze wspomnę o tych dobrze płatnych (a z całą pewnością lepiej płatnych prac niż przedszkolanki) zawodów, to w sumie spoko jest praca w banku jako kasjer czy doradca, ale to się wiążę z liczeniem, matematyką i nie wiem czy ogarnęłabym ten cały system, jak widzę, że w moim banku jest jedna, jedyna kobieta, która to wszystko ogarnia, wszystkie inne kasjerki jak czegoś nie wiedzą (a często się to zdarza) to pytają ją co mają zrobić z tym czy z tamtym, a jak jej nie ma w pracy to dzwonią do głównej centrali banku i proszą o rade. Nikt nie powiedział, że ja po bankowości czy rachunkowości też nayrafiłabym na taką osobę w pracy, która wszystko będzie wiedzieć i każdemu pomagać.