Tak zupełnie przypadkiem miałam okazję...

rozmawiać z psychologiem, pierwsza rozmowa była taka luźna, dzisiaj spotkałam się z nią tak normalnie za pieniądze. Dużo ona mówiła o mnie na podstawie mojego wyglądu, ja to słuchałam i to się sprawdzało. M.in powiedziała że mam ładne ale bardzo smutne oczy, że po oczach wszystko widać, co siedzi w człowieku, że mam lekką depresję, że to widać po mojej postawie i że takich ludzi inni nie szanują i że najprawdopodobniej ja siebie także, bo na to pozwalam. Że podporządkowuje się danej grupie społecznej, ktora mnie zamyka na reszte ludzi, świata, ogranicza, przez co ja nie mogę się rozwijać, a że to ja powinnam być najważniejsza, ja powinnam być w centrum uwagi, ja powinnam być priorytetem dla siebie samej, nie inni. No i faktycznie tak jest. Może nie inni a mój chłopak jest dla mnie priorytetem, podstosowuje się mu, robię wszystko żeby to mu było dobrze, a on czerpie tylko korzyści z tego, ze ma mnie owiniętą wokół palca ale nic nie daje od siebie. Ta psycholog jeszcze nie wie, że ja mam takiego chłopaka, bo w większości to ona gada do mnie, ja tylko słucham i przytakuję, i łzy do oczu mi się cisną, że aż tyle można wywnioskować o mnie, o moim życiu po mojej postawie. Jeszcze powiedziała, że ona czuję, że gdzieś głęboko w sobie jestem inteligentną i mądrą osobą, ale tego nie pokazuję. Komplementowała, że mam oczy, twarz ładne i odnoszę wrażenie, ze w delikatny sposób mi zakomunikowała, że jestem ładna, ale pusta dlatego niektórzy mnie nie szanują. Powiedziała mi co mam zrobić, jeśli chodzi o mnie samą, jak pracować nad sobą, jak się rozwijać, że ile dobra dam innym tyle i mi od nich zostanie zwrócone, i że to motywuje, napędza do działania. Ale ona właśnie nie wie o tym jaki jest mój chłopak i że będąc z nim ja nie mam możliwości zmienić siebie, bo on mnie tak jakby uzależnił od siebie i ja teraz już zdaję sobie sprawę z tego, ale nie umiem tego przerwać, bo podoba on mi się z wyglądu i ogólnie czuję, że go kocham, przez krótki czas byłam z takim dość inteligentnym facetem, na każdym kroku przepuszczał mnie w drzwiach, otwierał drzwi od auta, odsuwał krzesło żebym usiadła, był bardzo delikatny, wszystko robił z wyczuciem. Ja nie oczekuję aż takiego traktowania ze strony faceta, bo to są takie drobne rzeczy, które nie mają większego znaczenia w życiu codziennym, nie wpływają na relacje międzyludzkie. Nie wytrzymałam z nim i wróciłam do tego poprzedniego, bo czuję, że go kocham i innego nie jestem w stanie pokochać. Psycholog wypisała mi na kartce rzeczy, które mam zrobić do przyszłego piątku (bo będziemy się spotykać raz w tygodniu), ale ja nie dam rady tego wykonać jak taka relacja mnie łączy z chłopakiem. Powinnam jej o tym powiedzieć? Mówiła mi już dzisiaj, że jeśli mam w swoim otoczeniu ludzi, którzy mnie zamykają w swoim kręgu jak w klatce to powinnam stopniowo ograniczać, zrywać z nimi kontakt no i żeby pod żadnym pozorem nie przywiązywać się do ludzi ani rzeczy, bo jak oni odejdą to boli, świat się wali tej osobie. W moim przypadku już za późno, już się przywiązałam do chłopaka, bo ja nie umiem nie przywiązywać się do ludzi, do rzeczy, zwierząt człowiek się przywiązuję a co dopiero do ludzi. Ciężko mi z tym. Powiedziała, że jak sama sobie nie poradzę to będę musiała iść do lekarza po antydepresanty, że ona przez 3 lata miała depresje, miała wypadek, w którym prawie straciłaby życie, to jej uświadomiło, że musi pomysleć o sobie, a nie tylko o innych, bo życie ma tylko jedno, jak każdy zresztą. Miałam 3 razy tabletki zmieniane, jedne były za słabe, drugie ją otumaniały, chodziła senna, a trzecie za mocne, po których była za bardzo pobudzona w końcu jakoś jej się to ustatkowało i już żadnych leków nie bierze no i ma męża, który ją wspiera więc już nie ma takich depresyjnych stanów. No a mnie nie ma kto wspierać bo ja się nie żale ze swoich problemów przyjaciołom.

Odpowiedź

ODPOWIEDZI (14)

chwilę temu

TeaGreen 2017-07-08 01:00:51

Zacznijmy od tego, że psycholog z niej żaden, skoro jakiekolwiek informacje wnioskuje na podstawie wyglądu osoby z którą rozmawia. Owszem, gesty mówią bardzo wiele, ale należy je przede wszystkim łączyć z odpowiednimi cechami ujawniającymi się w toku ROZMOWY, a które nie są zbył łatwo wyłapywalne dla "zwykłego" człowieczka. To, co Ci powiedziała mogłaby równie dobrze rzucić dziewczynka z gimnazjum widząca Cię pierwszy raz w życiu na oczy. Najśmieszniejszy jest ten kawałek o depresji. Wszyscy wmawiajmy sobie zaburzenia psychiczne, doklejmy do tego zaburzenia osobowości i w kontaktach z innymi. Będzie fajnie.
"w większości to ona gada do mnie, ja tylko słucham i przytakuję" - tak nie powinna wyglądać rozmowa. Rzuca Ci tylko i wyłącznie truizmy i suche, nic nie warte teksty, które powiedzieć może każdy po obejrzeniu chociażby kilku filmów-gniotów pseudo psychologicznej maści. Powinna wyciągać z Ciebie informacje tak, byś nawet nie spostrzegła się ile jej zdążyłaś naopowiadać o sobie w ciągu kilkudziesięciu minut. Ta gadka, którą tu przytoczyłaś, nie jest nawet budowaniem zaufania i poczucia zrozumienia. To zwykły tani coachingowy kotlet żywcem z buzzfeeda połączony w dodatku z łzawą historyjką, w teorii mającą ją do Ciebie zbliżyć, ale tylko na podstawie pochopnej oceny sytuacji. Każdy może do tego dopasować jakiś element swojego życia.
Zastanowiłabym się też czego właściwie chcesz na podstawie "był bardzo delikatny, wszystko robił z wyczuciem" i "to są takie drobne rzeczy, które nie mają większego znaczenia w życiu codziennym, nie wpływają na relacje międzyludzkie". Wręcz przeciwnie, małe rzeczy są najważniejsze i głównie na ich podstawie oceniamy całe życie. Owszem, zachowanie zmienia się w związku z czasem, ale stwierdzenie "on już taki nie jest, a ja jestem uzależniona" nie jest żadnym wołaniem o pomoc czy próbą uwolnienia się, a robieniem z siebie ofiary całej sytuacji i odcinaniem się od rozwiązań. Skoro zmieniłaś chłopa, to miałaś do tego siłę, więc teraz tego nie spiernicz i staraj się umacniać, tyle. Próba podejścia do trudnego zadania może okazać się zbawienna w tej sprawie.
"pod żadnym pozorem nie przywiązywać się do ludzi ani rzeczy" - kolejna żałość wyczytana z pani domu czy innego życia na gorąco. Człowiek jest zwierzęciem, istotą społeczną - potrzebuje swojego kąta, garści gratów i kilku innych, zaufanych członków "stada". Oszukiwanie natury, potrzeb wewnętrznych, to jak plucie sobie na rękę i stwierdzanie że pada. Prawidłowym podejściem jest AKCEPTACJA PRZEMIJALNOŚCI wydarzeń, znajomości, sytuacji, a nie ich unikanie i zamykanie się w jeszcze większej klatce niż robi to cokolwiek/ktokolwiek w Twoim otoczeniu.
"Powiedziała, że jak sama sobie nie poradzę to będę musiała iść do lekarza po antydepresanty" no, to już podziękujemy tej głupiej pani. RAZ, ona jest po to żeby skłonić Cię do otwarcia, wygadania się, potrzeby wzięcia sprawy w swoje ręce bo to pierwszy punkt 'radzenia sobie'; DWA, tego typu medykamenty przepisuje psychiatra i tylko kolejny wzięty z czterech liter przepisze Ci je na wejściu bez wstępnej terapii.
Sikam na takich "psychologów".

PS Pies czy kot nie zastanawia się nad celem swojej egzystencji, 'przyszłością' po śmierci czy nawet nad znaczeniem swoich relacji z innymi. Posługuje się jedynie instynktami, być może płytkimi uczuciami [piszę być może, bo trafił mi się mądry i naprawdę wrażliwy, kochający psinek, choć nie raz usłyszeć można, że zwierzęta nie mają duszy]. Tego typu przemyślenia, obawa przed nie nadchodzącą bezpośrednio śmiercią, rozbudowane przemyślenia przyczynowo-skutkowe są domeną istot rozumnych, czujących i myślących na znacznie wyższym poziomie. To nie bycie słabym, gorszym, głupszym, a po prostu człowieczeństwo i dar inteligencji, ewentualnie wysoko rozwinięta empatia. Nie ma w tym szczególnego znaczenia, czy otarł się o śmierć, przeżył coś wstrząsającego - to może być czynnik zapalny do przemyśleń, ale nie jest konieczny.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa TeaGreen 2017-07-08 13:57:46

Też się zdziwiłam jak mi powiedziała, że mam depresje, dobra mam problemy w życiu, mam gorsze dni, ale to jak każdy. Mam jakieś złe przeświadczenia, doświadczenia życiowe. To nie jest tak, że ona nic o mnie nie wie, wie bardzo ważną rzecz, o bardzo ważnym wydarzeniu w moim życiu po którym się trochę podłamałam i zaczynam się trochę ogarniać po tym, ale znowuż od najbliższej mi osoby poza rodziną czyt. chłopak nie mam wsparcia, tylko takie swoje koło, w którym on mnie zamyka, żebym była tylko dla niego, przez co ja nie mam możliwości zajęcia się sobą, swoim rozwojem, swoją psychiką. Jak ktoś potrzebuje jakiekolwiek pomocy czy to z rodziny czy coś to ja muszę być na każde ich zawołanie, mam rzucić wszystkie swoje obowiązki, bo mam być na już, bo inaczej jest gadanie, że jestem złą córką/wnuczką itd. Tłumaczyła mi taki proces wpływania innych ludzi na daną osobę. Jak dane grupy społeczne typu rodzina, znajomi mogą "zamknąć" kogoś w swoim kręgu, to sprawia że ta osoba zamyka się na innych i tylko trzymała się "swoich" ludzi. A to powinno być tak, że ja dla siebie powinnam być najważniejsza, na pierwszym miejscu ja, moje zainteresowania, praca, szkoła, mój rozwój intelektualny, a później rodzina, znajomi, chłopak, że jak się pomaga innym to się dostaje takiego kopniaka w tyłek do działania, ma się motywacje, jest się szczęśliwym, ja pomogę komuś, ten ktoś mi się odwdzięczy tym samym, że to bardzo zaściśla relacje z rodziną, przyjaciółmi, chłopakiem itd, ale to nie zmienia faktu, że nadal jest się odrębną jednostką i samemu decyduję się o swoim życiu. A z tym nie przywiązywaniem się do ludzi chodziło jej pewnie o to, że jak w trakcie życia poznaje się znajomych, chłopaka itd to żeby nie oddawać całej siebie temu komuś, nie mówić o wszystkim, żeby pewne rzeczy zachować tylko dla siebie, bo nie wiadomo ile jeszcze dany znajomy tym znajomym będzie, ile jeszcze chłopak będzie tym chłopakiem. Żeby nie uzależniać swojego życia od innej osoby, umieć bez tej osoby żyć, jak związek się rozpadnie, jak jakaś znajomosć się wykruszy, żeby wtedy podnieść głowę, uśmiechnąć się i iść dalej bez tej osoby, żeby być szczęśliwym samym ze sobą, bo życie ma się tylko jedno i żyje się dla siebie, nie dla innych. Elementy psychologii są związane z moim przyszłym zawodem, o którym ona wie i jeśli to co ona mi tłumaczy nie zastosuje do swojego życia to na pewno przyda mi się to w zawodzie. I to nie jest do końca tak, że ona nic o mnie nie wie, a wszystko tylko czyta z moich oczu. O najważniejszej rzeczy wie, o mechaniźmie wpływania innych na daną osobę mówiła mi dlatego, bo sama żyła w takiej matni, tylko dla innych, nie dla siebie, chodziła zamyślona, myślami zupełnie gdzie indziej i dlatego miała ten wypadek, po którym zrozumiała że musi zacząć żyć dla siebie, bo nigdy nie wiadomo kiedy się zejdzie z tego świata, życie ucieka, lata lecą, nigdy już nie będzie się tak młodym jak teraz (akurat w moim przypadku). Mówiła mi to wszystko, bo sama podobnie żyła. Pytała się też jak z moją pamięcią, koncentracją, czy już mam problemy z pamięcią, koncetracją czy jeszcze nie, to powiedziałam jej, że mam, no bo faktycznie zapominam, jak coś czytam to muszę na głos, czasami 3 razy pod rząd, bo nie mogę się skoncetrować na tekście czytanym, bo mam myśli zawalone chłopakiem i innymi problemami, a nie tym co aktualnie robię. No to powiedziała, że już nie jest najlepiej ze mną i nie wiadomo czy sobie poradzę sama bez leków i lekarza. Mówiła mi też abym sobie poczytała o technikach samo konfirmacji, wyskoczyło mi info o bierzmowaniu, jak dopisałam "psychologia" to wyszło chyba to o czym ona mówiła, wyskoczyły mi hasła "efekt potwierdzenia, błąd konfirmacji, strategia konfirmacyjna", czytałam trochę o tym, ale przez te moje problemy z koncentracją nie bardzo mogę to pojąc, ale wydaję mi się, że to jest ocenianie kogoś, kogoś życia na podstawie czyjeś postawy ciała, na zasadzie postawienia hipotezy, że im bardziej człowiek się stara, aby ukryć to jak mu się powodzi bądź nie powodzi to tym bardziej widać po człowieku jak jest naprawdę.
Też mi tłumaczyła, że małe czyny najbardziej cieszą, że np w autobusie ustąpienie miejsca starszej pani sprawi, że będziemy szczęśliwi do końca dnia i dostaniemy motywacji do życia bo komuś pomogliśmy.
A co do tego chłopaka, to ja jestem z takim, który nie bardzo się stara, chce żebym była tylko dla niego, zrywałam z nim, wracałam do niego, w między czasie byłam z tym inteligetniejszym, co mnie tak traktował nad wyraz dobrze, ale z nim zerwałam i enty raz wróciłam do tego poprzedniego. Jak mam go dość już tak psychicznie to z nim zrywam, jak się trochę odregeneruję to do niego wracam, bo zaczynam mieć nadzieje, że może się zmieni w końcu za moja pomocą, albo sam zrozumie swoje zachowanie i się zmieni.
Czytałam o tej "lekkiej depresji" i to się nazywa dystymia, łagodniejsza wersja depresji choć bywa cięższa w rozpoznaniu i zwalczeniu, że ludzie nawet nie wiedzą, że coś takiego jest i że coś takiego mają. Czytałam objawy tej choroby i od pewnego czasu zauważyłam niektóre z nich u siebie.
Pewnie jeszcze coś chciałam napisać, ale zapomniałam przez natłok myśli. Choć i tak się rozpisałam a i jeszcze co do odpłatności, w wakacje ma luźniejszy czas, bo ludzie wyjeżdżają. Siedziała ze mną 3 godziny czy nawet 3,5 godziny, a wzięła tak jak za godzinę terapii, więc to nie jest tak, że zależy jej na hajsie, widać po niej, że uwielbiam pomagać ludziom zwłaszcza, że sama miała depresje, przez którą 3 lata swojego życia zmarnowała.

Odpowiedz na ten komentarz

adzc 2017-07-07 21:27:47

+22
TeaGreen
-16

I czego od nas oczekujesz?
Po takiej postawie psychologa poszedłbym pewnie do kogoś innego chociaż nie wiem jak przebiegło pierwsze spotkanie. Mówienie o kimś na podstawie oczu i podstawy, rzeczy ogólnych, które można każdemu wcisnąć jest tylko i wyłącznie wyłudzaniem pieniędzy, ale to tylko moja opinia. Prawdopodobnie każdemu tak mówi, ale skoro Ci to pomaga to w porządku.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa adzc 2017-07-07 21:46:19

Chodzi mi o to, że nie powiedziałam jej o tym jakiego mam chłopaka, że jestem od niego zależna, że przez to nic nie mogę w sobie zmienić i wykonać to co mi zaleciła, a nie powiedziałam jen, bo po pierwsze nie zapytała, a po drugie nie lubię tak się otwierać przed kompletnie obcymi mi ludźmi. Ona o mnie się dowiedziała od takiej mojej znajomej więc najprawdopodobniej ta moja znajoma coś więcej powiedziała jej o mnie.
Tzn nie wiem czy mi to pomaga, bo ona mi tylko tłumaczyła jak otoczenie może wywierać wpływ na innych, co powinno być dla mnie priorytetem itd. Jeśli jest psychologiem to na studiach na pewno uczyła się o mowie ciała itd, już nie pierwsza osoba powiedziała mi, że po oczach widać, że jestem zmęczona życiem, że nie mam siły żyć itd. Na pierwszej rozmowie trochę jej powiedziałam o sobie, ale nie zagłębiałam się w szczegóły, ja nie lubię za bardzo opowiadać ludziom o swoich problemach, tylko o tych przyjemnych rzeczach mówię, powiedziała że jestem taka zablokowana w sobie, pewnie przez to, że niezbyt ochoczo mówię o sobie.

Odpowiedz na ten komentarz

adzc 2017-07-08 15:37:04

No masz problem ze sobą a przede wszystkim z chłopakiem, z którym raczej nie powinnaś być, ale to zobaczysz za kilka lat.
Zweryfikowałaś to że miała wypadek? Psycholog jest takim człowiekiem, że wie jak bardzo można kimś manipulować szczególnie osobą słabą, która sobie ze sobą nie radzi. Właśnie pierwszym krokiem jest to że chce Ci pokazać jak bardzo jesteście podobne. Dobry psycholog będzie przede wszystkim słuchał i zadawał odpowiednie pytania, a nie na pierwszej wizycie opowiadał o swoim życiu, mówieniu wielkich słów. Uwierz mi, że prawie wszyscy, którzy idą na takie wizyty są zamknięci w sobie i reszta tych rzeczy, która naopowiadała - to tak jak z wróżkami, mówią coś co pasuje do wszystkich.
Sama spróbuj się zastanowić co jest u Ciebie problemem, przyczyną i zwalcz to. Obecnie trzymasz rękę w ogniu, gdzie normalna osoba by ją zabrała, Ty szukasz nie wiadomo czego.
A jeszcze to tych diagnoz z internetu - przejrzysz sobie inne "choroby" i sama zobaczysz jak wiele ich masz. I poczytaj sobie różne raporty jak wiele w psychologii i psychiatrii w ostatnich latach dodano tych pseudo chorób. Dziwne, że ludzie 30 lat temu nie mieli depresji czy dysleksji.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa adzc 2017-07-08 16:31:52

Ten wypadek (który mi opisała jak przebiegł) miała z 10 lat temu, jak nie więcej, babka w tej chwili jest po 50-tce, ma pewnie z 53 lata, albo trochę więcej. Już w takim mocno dorosłym wieku studiowała w Polsce, wcześniej 25 lat zyła w USA, musiała wrócić do Polski, bo ojciec dostał udaru, wyladował na wózku, wszystko ona musiala przy nim robić, bo matka się do niczego nie nadawała, bo całe życie wszystko było na głowie ojca. Po tym wszystkim miała depresje, zaczęła studia w Polsce, żeby tu prace podjąć, chodziła na te wykłady, ale nic do niej nie docierało, w ogóle nie pochłaniała wiedzy, bo miała zajętą głowę ojcem i innymi swoimi problemami, poza uczelnią udzielała korepetycji dzieciom, młodzieży i biznesmenom z angielskiego. Nie wiem jakie studia kończyła, ald po nich ma uprawnienia do bycia nauczycielem j.angielskiego i psychologiem, jest jednym i drugim. Nie mam pewności co do wiarygodności tego wypadku, ale mówiła mi że przez to ma problemy z kręgosłupem, nie może przez to uprawiać sportu, który pomaga w pozbyciu się doła, pokazywała mi jak na prawej ręce ma blizny po szwach, mięśnie sobie poprzecinała w tym wypadku czy jakoś tak. Mi się wydaję, że ona mi tyle o sobie powiedziała, żebym i ja się odtworzyła przed nią, żebym jej zaufała czy coś, albo po to żeby mi pokazać, że nie tylko mi się w życiu nie układa, że są ludzie, którzy gorzej dostali po tyłku od życia, a mimo to ogarnęli się i są szczęśliwi. A ojcu tak pomogła załatwiając rehabilitacje, że od kilku lat jeździ autem i normalnie żyje tak jak żył przed udarem. Na pierwszym roku studiów miałam elementy psychologii, niestety oblałam egzamin i mam w wakacje poprawke. Mimo tego co ona mi powiedziała ja nadal nie uważam żebym była chora, a moim głównym problemem w życiu jest chłopak, któremu staram się pomóc, bo on jest jakimś kompletnym idiotą, dałoby się coś z niego wykrzesać.
Nie ma co porównywać tego co było kilkadziesiat lat temu, wtedy to kobiety miały znikome znaczenie dla społeczeństwa, miały życ tylko dla męża i dzieci, nie dla siebie, każda tak musiała życ, a ta co się sprzeciwiała temu systemowi była najgorsza na świecie, więc o jakiej depresji mowa? Baby nie były oświecone że mają prawo żyć tak jak one chcą a nie ich chłopy, tak było pewnie więcej niż 30 lat temu ale nie ważne. No i fakt jest taki, że ludzie są teraz mnuej odporni psychicznie, słabi, no i ja wiem, że do takich ludzi należe, z wieloma rzeczami nie daję dobir psychicznie rady.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa gaabryskaaa 2017-07-08 16:40:54

Miało być napisane tak, że mój chłopak nie jest kompletnym idiotą, dlatego jest mi go szkoda. Zostawić go i mu nie pomóc.

Odpowiedz na ten komentarz

adzc gaabryskaaa 2017-07-08 17:17:25

Taak ludzie byli słabsi psychicznie, a mężczyźni nie chorują - czepiam się ale nie ważne. Istotne jest to że sama nie widzisz w sobie choroby tylko ktoś inny Ci ją wmawia. Dziwna ta psycholog jakby sama prowadziła terapię na sobie, ale co ja się tam znam. To Twoje życie, decyzje, tylko od Ciebie zależy jak je sobie przeżyjesz.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa adzc 2017-07-08 17:38:32

Ludzie są słabsi psychicznie teraz niż kiedyś byli. Kiedyś to nie było czasu na sentymenty, użalanie się nad swoim życiem, bo trzeba było na wszystko pracować i nie marudzić, że są takie a nie inne czasy, a teraz tak na dobrą sprawę z rzeczy materialnych ludzie mogą mieć wszystko, ale to nie zastąpi obecności drugiego człowieka przy sobie. Mężczyźni chorują jeśli chodzi o psychike, ale mam wrażenie że są mocniejsi psychicznie więc lepiej sobie radzą niż kobiety, chyba rzadziej niż kobiety wybierają się do psychologów, bo nie wiem, może to jakaś ujma na honorze dla nich, według tej psycholog dużo mężczyzn, gdy sobie nie radzą z życiem psychicznie to uciekają w sport, bo to dodaje im takiej siły psychicznej.
Podobno nikt chory, ktoś z zaburzeniami psychiki nie przyzna innym racji, kto mówi że ta osoba jest chora. Znam osobę, która na prawdę ma chorobę psychiczną, rozdwojenie jaźni, swoje manie, schizy, wszyscy lekarze, psychiatrzy i psycholodzy, u których był mówią, że ma mocno chorą psychikę, a on tym ludziom co mówią mu, że jest chory mówi, ze to oni są chorzy, nie on, on jest zdrowy, to wszyscy dokoła potrzebują opieki psychiatry, a najlepiej to leczenia w zakładzie psychiatrycznym, a tak naprawdę to on tego potrzebuje, ale on ma inne zdanie.
Jak mi w życiu pomoże ta psycholog to dobrze, a jak nie to może przynajmniej dzięki spotkaniom z nią zalicze egzamin z psychologii.

Odpowiedz na ten komentarz

ItsMyLife33 2017-07-07 22:32:33

Według mnie to po prostu po przestudiowaniu ksiazki wpierala ci psychologie odwrocona :) Czyli wciskala ci kit , a ze jestes podatna na to co slyszysz i widzisz to i bylas podatna na nia :)

Tak na prawde tez bym stracil zycie w wypadku , ale jakos depresji nie mialem tylko przyjalem to z zimna krwia.
Tylko slabi ludzie nie potrafia sie pogodzic z tym , ze kazy kiedys umrze i opowiadaja historyjki jak ta twoja psycholog.

Jestes po prostu podatna na wplyw innych.

Polecam przemyslec kilka razy to co ktos powie. :) Po moich oczach tez by pewnie wywnioskowala taka psycholog , ze jestem zamkniety i mialaby racje , bo nie ma co sie zalic swiatu i tak ona ma to gdzies poza pieniedzmi i wydobyciem od ciebie paru slow :) Nie daj sie szarpac za jezyk , a ten niby zwiazek radzilbym zerwac , bo ludzi nie kocha sie za wyglad tylko za caloksztalt.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa ItsMyLife33 2017-07-07 22:46:18

Ona nie miala depresji przez ten wypadek tylko zupełnie z innego powodu, w trakcie tej depresji miala ten wypadek i dopiero wtedy zorientowała się, że coś jest nie tak. Każdy kiedyś umrze więc nie sądzę, że po psychologii bałaby się śmierci.
Przecież ja nie napisałam że kocham chłopaka tylko za wygląd.

Odpowiedz na ten komentarz

ItsMyLife33 gaabryskaaa 2017-07-08 22:00:53

Po twoim opisie wynika , ze kochasz go tylko za wyglad przynajmniej tak to odebralem moze zle sprecyzowalas.

Tu cytuje "Ale ona właśnie nie wie o tym jaki jest mój chłopak i że będąc z nim ja nie mam możliwości zmienić siebie, bo on mnie tak jakby uzależnił od siebie i ja teraz już zdaję sobie sprawę z tego, ale nie umiem tego przerwać, bo podoba on mi się z wyglądu i ogólnie czuję, że go kocham, przez krótki czas byłam z takim dość inteligentnym facetem, na każdym kroku przepuszczał mnie w drzwiach, otwierał drzwi od auta, odsuwał krzesło żebym usiadła, był bardzo delikatny, wszystko robił z wyczuciem. Ja nie oczekuję aż takiego traktowania ze strony faceta, bo to są takie drobne rzeczy, które nie mają większego znaczenia w życiu codziennym, nie wpływają na relacje międzyludzkie. Nie wytrzymałam z nim i wróciłam do tego poprzedniego, bo czuję, że go kocham i innego nie jestem w stanie pokochać"

Psycholog czy nie kazdy sie boi umrzec :)

Dalej zaprzeczasz sobie , wiec nie pomoge ci ni ja , ani tez nikt inny. Musisz sama rozwiazac swoje problemy , bo wplyw innych cie zabije.

Cytuje: "W moim przypadku już za późno, już się przywiązałam do chłopaka, bo ja nie umiem nie przywiązywać się do ludzi, do rzeczy, zwierząt człowiek się przywiązuję a co dopiero do ludzi. Ciężko mi z tym. Powiedziała, że jak sama sobie nie poradzę to będę musiała iść do lekarza po antydepresanty, że ona przez 3 lata miała depresje, miała wypadek, w którym prawie straciłaby życie, to jej uświadomiło, że musi pomysleć o sobie, a nie tylko o innych, bo życie ma tylko jedno, jak każdy zresztą. Miałam 3 razy tabletki zmieniane, jedne były za słabe, drugie ją otumaniały, chodziła senna, a trzecie za mocne, po których była za bardzo pobudzona w końcu jakoś jej się to ustatkowało i już żadnych leków nie bierze no i ma męża, który ją wspiera więc już nie ma takich depresyjnych stanów."

Po tym widac , ze albo nie sprecyzowalas albo ona jest Psychologiem od siedmiu bolesci na anty depresantach i powinni ja oddalic od wykonywania zawodu , bo plecie bzdury , a ty je powtarzasz , wiec klamstwo powtorzone 100 razy staje sie prawda. Tyle w temacie.

Wcisnela ci kit , a ty w dodatku sie gubisz w zeznaniach i wyszlo , ze kochasz go za wyglad , bo uprzejmosc u faceta ci przeszkadza.

Odpowiedz na ten komentarz

gaabryskaaa ItsMyLife33 2017-07-09 22:00:47

Kocham go głównie za wygląd, ale za niektóry cechy charakteru także, nie potrafię kochać go za wszystko przez jego zachowanie.
Nie, nie każdy boi się śmierci. Śmierć jest nieunikniona u każdego więc nie ma czego się bać, każdy kiedyś umrze, więc im szybciej pogodzi się z motywem śmierci obecnym w życiu każdego tym lepiej dla niego, a jeśli nie potrafi tego zrozumieć to takiej osobie mogę polecić wizytę u psychologa.
Jeśli tak każdy miałby sam sobie radzić ze swoimi problemami to psycholodzy nie mieliby co robić, a jednak mają, dużo osób chodzi do psychologów po wsparcie psychiczne. Nie każdy ma psychikę ze stali, że sobie ze wszystkim radzi psychicznie. A ten co się boi śmierci tym bardziej tej psychiki mocnej nie ma.
Póki co nie zamierzam iść do lekarza po antydepresanty, radzę sobie lekami uspokajającymi.
Jeśli dla ciebie bzdurą, kłamstwem, kitem jest mówienie, że żyje się dla siebie, nie dla innych, że to siebie powinno się traktować jako numer jeden, a nie innych no to sorry, ale wole słuchać takich "kłamstw" niż żyć całe życie dla innych, nie dla siebie i nic nie mieć z tego życia, być na "uwięzi" innych, spełniać wszystkie oczekiwania innych, zatracać siebie, własne ja dla innych. Nie, dzięki za takie życie.
Ja się mogę gubić w pisaniu przez mętlik w głowie, ale przynajmniej nie robię błędów w pisowni i pisze tak, że każdy mnie może zrozumieć, ja ciebie niestety nie w każdym momencie rozumiem.
Nie przeszkadza mi uprzejmość u faceta, przeszkadza mi gdy tej uprzejmości jest za dużo, wszystko wtedy staje się takie sztuczne, ja nie umiem być sobą przy takiej osobie. Uprzejmość u faceta ok, ale nie do przesady, bo to przestaje być wtedy fajne tylko wkurzające się staje.

Odpowiedz na ten komentarz

ItsMyLife33 gaabryskaaa 2017-07-14 00:27:02

Zyc dla siebie i jaki w tym cel? Niby studiujesz i mialas elementy Psychologii , ale jak widac zle je interpretujesz.
Zeby zyc dla siebie trzeba tez pojac druga osobe.
Widzisz , a jednak jestes slepa. Slyszysz , ale nadal jestes glucha. Jezeli to pojmiesz wtedy bedziemy mogli porozmawiac.
Bledy? Coz kazdy je popelnia , a nie uczy sie tylko ten co nic nie robi. Wiec widzisz nie jestem doskonaly , a jak widzisz blad to zwroc uwage. Pisze bez Polskich liter , bo nie mam Polskiej klawiatury ale , wazne ze sie reszta zgadza.

Odpowiedz na ten komentarz
Zaloguj się by móc dodać komentarz.