Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Szczegóły znajdziesz w Polityce prywatności

Mam problem. Podejrzewam, że mam depresję....

Kiedy byłam mała ciągle się uśmiechałam, a teraz zazwyczaj mam ponurą minę. Chociaż myślę, że na minę wpłynęła moja szkolna mina. Po prostu mój mózg nie daje już sobie rady. Wcześniej miałam coś w rodzaju rozdwojenia osobowości. W szkole i wśród większości nieznajomych osób, których nie poznałam w internecie, tylko w świecie - jak to niektórzy mówią - ,,realnym", byłam bardzo nieśmiała i miałam taką minę dość ,,bez wyrazu"; nieoddającą uczuć; można by powiedzieć, że nawet taką trochę smutną. W domu natomiast uwielbiałam skakać, chodzić po pokoju lub po korytarzu, wrzeszczeć, śmiać się i bawić się w różne świetne zabawy ruchowe. Byłam bardzo energiczna, radosna, wprost emanowałam szczęściem. Chociaż muszę wam wyznać, że miałam kiedyś przerwę od tego. Kiedy poszłam do przedszkola, zrobiłam się nieśmiała[wcześniej nie byłam nawet przy ludziach, których do tej pory nie znałam]; ale była to nieśmiałość dość normalna. W drugim półroczu wszystko się zmieniło. Na początku drugiego półroczu byłam po raz pierwszy raz w życiu przeziębiona i nie chodziłam do przedszkola. Potem poszłam, ale wtedy rozpoczęły się moje pierwsze w życiu prawdziwe problemy. Pierwszą lekcją na jaką trafiłam był angielski[którego w pierwszym półroczu nie mieliśmy]. Na dodatek odbywał on się już w drugim budynku przedszkolnym[do którego się przenieśliśmy w drugim półroczu]. Nowy przedmiot oznacza też oczywiście nową nauczycielkę. Nie pamiętam już z pewnościach wszystkich uczuć jakich wtedy doznałam, ale pamiętam na sto procent, że nie były to przyjemne uczucia. Usiadłam na dywanie i tak tam siedziałam bez ruchu przez większą część angielskiego, a może nawet i do końca. Od tego właśnie zaczął się mój pierwszy trudny okres w życiu. Inni myśleli, że jestem psychiczna. Ja sama też zaczęłam mieć problemy ze sobą. Twierdziłam, że jestem brzydka, a kiedy ktoś mi mówił, że wcale tak nie jest to zaczynałam płakać, wrzeszczeć, że tak naprawdę jestem brzydka; i bić się po głowie i po brzuchu. Tak dokładnie to kiedyś, chyba jeszcze przed tymi wszystkimi wydarzeniami - miałam guza na głowie i aż musiałam pojechać z nim do szpitala. Później na wakacjach po pierwszej klasie weszłam w fazę czystości i zaczęłam myć ubrania i ręczniki, które znalazłam na podłodze albo nawet na łóżku. Na wakacjach przed czwartą klasą doszło do tego, że kiedy ktoś mnie dotknął, musiałam od razu umyć mydłem miejsce dotknięcia. Moi rodzice zabierali mnie do licznych psychologów, a nawet do psychiatry, ale oni nie uznawali mnie za psychiczną, bo u ani jednego z nich nie pokazałam prawdziwej siebie[przez nieśmiałość]. Na wakacjach przed piątą klasą zaczęłam powoli wychodzić z fazy czystości. Teraz już żyję bez niej. Wtedy w domu zawsze mówiłam co myślę, a teraz nie. Ja myślę, że po prostu ta szkolna ja, nieumiejąca wyrazić własnego zdania wygrywa i, że powoli tracę tą radosną, energiczną i ciągle szczęśliwą osobę. Wtedy kiedy moja faza czystości przechodziła swój szczyt wrzeszczałam, żeby moi rodzice mnie zabili i nie miałam z tym najmniejszych problemów, bo byłam w domu bardzo śmiała. Teraz też mam myśli samobójcze, ale jestem zbyt nieśmiała nawet na to, żeby pogadać o tym z mamą albo z przyjaciółką. Na dodatek szósta jest dla mnie rokiem zmian. Największą tragedią jaka mnie spotkała w tym roku szkolnym - nie licząc depresji - jest bez wątpienia rozpoczęcie jąkania się, jakie naszło mnie gdzieś chyba w listopadzie. Jąkanie się sprawiło, że nie mogę się już bawić klockami LEGO tak jak kiedyś, co jest powodem mojej depresji. Chcę pogadać o mojej chorobie z mamą, ale nie daję rady w rozmowie z nią nazwać problemu wprost. Obmyślam sobie tą naszą rozmowę, ale nie daję rady potem powiedzieć jej o tym wszystkim, co sobie planuję. Tak jest za każdym razem. Mam rocznikowo 12 lat. Jak jej o tym powiedzieć? Co powinnam zrobić? Czy potrzebuję pomocy psychiatry?

Odpowiedź

ODPOWIEDZI (1)

chwilę temu

Animefreak 1 miesiąc temu

Strasznie mi przykro, że tak się czujesz. Poproś mamie o wizytę u nowego i koniecznie poleconego przez kogoś zaufanego psychologa. To bardzo ważne, aby osoba była odpowiednia. Powiedz jej, że nie możesz jej powiedzieć o co chodzi i bardzo potrzebujesz pomocy. Nawet jeśli psycholog nie będzie podejrzewał depresji mimo myśli samobójczych, to może to być lęk społeczny, a nawet jeśli nie, to możesz chodzić do psychologa, bo po prostu masz problemy, z którymi nie jesteś w stanie sama sobie poradzić. Właściwa osoba napewno Ci pomoże. Życzę, abyś stała się tą samą osobą, którą byłaś na początku swojego życia ~

Odpowiedz na ten komentarz
12 punktów ekstra dla autora najlepszej odpowiedzi
Podoba Ci się to pytanie?

Szukasz porady? Napisz!

Nie trzeba się logować!