Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Szczegóły znajdziesz w Polityce prywatności

Od czego by tu zacząć, potrzebuje pomocy......

Moje życie wsumie nie można tego nazwać życiem. Zacznę od życia towarzyskiego, wygląda to tak, że połowa miasta mnie nie lubi. Z paroma osobami to rozumiem, ale reszta? Plotki plotkami nie znam tych osób i tak się zaczeło, chejty, wyzwiska z powodu moich kompleksów. A teraz wyzywają po prostu nigdy mnie nie znali a z plotek już tak się zachowują. W szkole sa dwie klasy 8, tak jestem w 8kl wsm kończe ją już 4 lata temu zmieniałam szkołe... Z drugiej klasy prawie mnie nie lubią. Moja klasa? Powiedzmy, że jest okej, znaczy pewne osoby mnie nie lubia ale to kłótnie normalne. Mam aktualnie 3 przyjaciółki co z tego, że je mam jak one nawet połowy mojego zycia nie znają nigdy nikomu nie ufam bardziej niz 70% bo się nie raz zawiodłam, wsm zawsze tak jest. Kończe podstawówkę zmiana szkoły wacham sie nad sql 15km od domu i rano pociąg a szkołą z internatem 50km dalej DALEKO OD DOMU. Do miasta napewno nie idę. Moi rodzice, wygląda to tak, mieli rozwód, mieszkam z mamą, z tatą się widuje, ale on ma swoje zycie i swoją rodzine dla niego praca najważniejsza... On nie wie co się dzieje. Mama często podnosi na mnie ręke, jej nowy mąż też, jako karę bo się ponoć nie ucze co jest generalnie nie prawdą bo ja na swoje siły próbuje ale nie jest to łatwe. Średnio co tydzień, dwa mam zabierany telefon kupiony za swoje pieniądze, oddaje mi po tydogniu zależy. Mam tak zjebaną psychikę, że nie da się tego opisać, zaczęło sie gdzieś 5kl nie pamiętam. Na co dzień pryskam szczęściem w szkole, wokół znajomych, wracam do domu i płacz... Nie raz mówię matce i jej mężowi, że następnym razem zadzwonie na policje, na co matka mnie wyśmiewa bo wie, że tego nie zrobie bo jestem przyzwyczajona do luksósów (pieniędzy nam nie brakuje). Przeraża mnie myśl o domu dziecka... boję się cholernie dlatego właśnie nie mam tej odwagi. Kiedyś się cięłam ale matka się darła i robiła swoje, że co ludzie pomyślą (jest mega znana, ma dobra pracę). Przestałam to robić chociaż bardzo pomagało. Paliłam, aby zapomnieć, pomagało, ale wydało się i znów to samo, wtedy ojciec z morda się dołączył. Nie mam możliwości, takiej która by mi pomogła. A i tak myślałam nie raz o samobójstwie ale strach tego bólu mnie przerasta... Wszystkiego się boję, nie wiem co to znaczy szczęście w rodzinie i życiu. Czasami jest naprawdę dobrze, ale rzadko… Może gdybym miała komu się wygadać było by lżej ale nigdy do nikogo nie czułam takiej sympatii aby aż tak zaufać. Mam lekkie problemy z agresją, raz wybuchłam w szkole na chłopaka, który mnie skrzywdził (nie chodzi o miłość), zaczęłam go pchać z jednego końca korytarza na drugi, nie chce więcej o tym mówić. Planuje zapisać się na boks aby wyładować agresje, co do zajęć dodatkowych mogę na wszystko, jak mówię z pieniędzmi dobrze u nas. Mam młodszego brata (3kl, 10lat) co do niego powoli się zaczyna z rodzicami, ale generalnie jest dobrze, nawet jest przeciwko mnie, ale nie interesuje mnie to, chce się wyprowadzić i zerwać kontakty, zacząć żyć normalnie albo się zabić. Co do przyszłej szkoły wciąż się waham, jednak pociąg zabiera też sporo czasu aby dopasować, nawalić sobie zajęć dodatkowych i git. Szkoła z internatem, totalnie oddalenie, ale jednak podporządkowanie, i jednak boję się tego, pokój z czwórką osób, gdzie ja będę płakać? Pomóżcie mi

Odpowiedź

ODPOWIEDZI (1)

chwilę temu

wiola717 9 dni temu

Witaj, tych problemów trochę się nagromadziło i myślę że powinnaś udać się do szkolnego psychologa on bardziej wie co w takiej sytuacji zrobić. Kolejna kwestia jest taka że pieniądze i dogodne życie nie zastąpią szczęścia i miłości bliskich. Skąd wiesz że zamieszkując w internacie będziesz płakać ? Może współlokatorzy okażą się fajnymi ludźmi. Pora porozmawiać z Tatą i powiedzieć mu co się tak naprawdę dzieje, myślę że nie przejdzie obojętnie wobec Twoich problemów i znajdzie jakieś wyjście z sytuacji. A Ty głowa do góry nie każdy jest fałszywy i ma złe zamiary, a co do smutku może warto to przelać na kartę i pisać jakiś pamiętnik. Naprawdę dobra rada porozmawiaj albo z psychologiem bądź z tatą, nikt nie powinien doświadczać przemocy.

Odpowiedz na ten komentarz
Podoba Ci się to pytanie?

Szukasz porady? Napisz!

Nie trzeba się logować!