A dobra. Napiszę. A więc. moim zyciu odkąd,...
W
Wewnętrzna1.1k pkt
711 wyświetleń
bujałam się w pewnym chłopaku były trzy osoby: on, ja i jego miłość - inna dziewczyna. Ona w jego życiu pojawiła się niewiele wcześniej przede mna. Od tamtej pory byliśmy przyjaciółmi. Tzn ja i ona i ona i on. Ja i ona jakoś nie za bardzo, chociaż to się potem zmieniło. Ale mniejsza. A więc jakby on nie umiał wybrać. Trwało to chyba 2 lata. Kochałam go coraz mocniej, chociaż wiedziałam, że nie mam szans. Pewnego wieczoru, było ognisko i jakoś tak poprzytulaliśmy się, było parę romantycznych słówek. No wszystko zmierzało ku dobremu. No i wyjechałam z rodziną na tydzień nad morze. W tym czasie on wyjechał na 2 tygodnie na obóz. Nie widzieliśmy się ponad miesiąc. No a na tym obozie on znalazł sobie dziewczynę. No smutno mi było, normalka. Teraz, ponad pół roku po tym zdarzeniu on jest już drugi raz z dziewczyną, o której wspomniałam na początku. No ja już go nie kocham, ale mój problem polega na tym, że nie umiem się zakochać. Bo jak sobie pomyśle, że jest super koleś, do którego mogę zarywać i u którego mogę mieć szanse, to rozwala mnie, że mam się starać o niego ponad 2 lata i bez gwarancji na to, że on mnie też pokocha. I właśnie przez tą przyjaźń która coraz bardziej rosła z tamtym chłopakiem, przestałam się starać. Nie chce mi się zakochać, bo nie chcę znowu marnować kilku lat na to. Ale czasami wariuje, bo nie ma go już przy mnie. Sama go opuściłam, bo nie chciałam się wtrącać w ich życie. A ja cierpię, bo nie mam teraz osoby, do której mogę pójść, wyżalić się ani przytulić. No źle mi z tym, że nikogo nie mam. A to wszystko przez to, że do końca wierzyłam, że z nim będę. ;/