Babka od chemii się na mnie uprała, cały czas...
S
SweetMadzia6913.4k pkt
687 wyświetleń
się z nią kłócę, przez co mnie pyta na lekcjach, sprawdza czy mam prace domowe. Jakby nie było innych osób, które mają gorsze oceny od moich, albo mają ich mało, albo wcale. Ja i tak ma już dużo ocen, bo mam 4- z pracy w grupach, 2- z odpowiedzi ustnej, 1 za brak pracy domowej, 3- za pracę domową, 4 z klasówki, i dwie 1 mi wczoraj wystawiła 1 z odpowiedzi ustnej, a drugą za brak pracy domowej. Na chemii siedzę w pierwszej ławce i może dlatego cały czas mnie pytała, nie odpowiedziałam na żadne z 3 pytań, czyli trzy - = 1. Nie wiem czy u was w szkołach też wylicza się te średnie ważone, ale z librusa wychodzi mi średnia 2,36, a chcę mieć 3. A 3 może mi wstawić dopiero od 2,75 i wyżej. Wczoraj się na mnie wydarła dlaczego nie odrabiam prac domowych i dlaczego się nie nauczyłam na wczorajszą lekcję, ja powiedziała, że zapomniałam, a ona, że jak można zapomnieć o tak ważnym przedmiocie jakim jest chemia. Ja jej powiedziałam, że nie mam zamiaru uczyć się chemii, bo nie jest to przedmiot, który będę zdawać na maturze, ani nie jestem na profilu chemiczno jakimś, więc w drugiej klasie ta chemia odpada, a skoro odpada i już jej nie będzie to znaczy, że nie jest ważny przedmiotem na profilu humanistycznym. Dobra mniejsza z tym. Spróbuję poprawić się na tą 3. Wkurza mnie system oceniania w tej szkole, zrobię jeden błąd na klasówce/kartkówce to już mam 4, albo 4+ (zależy, nie każdy nauczyciel stawia + i - do ocen), wczoraj na kartkówce z biologii zrobiłam dwa błędy i mi wystawiła 3+ to samo miałam na geografii, a siedziałam do 12 w nocy i się uczyłam! Ci nauczyciele nie doceniają starań uczniów. A moja koleżanka, która się wgl. nie uczy, bo olewa sobie naukę, ale normalnie chodzi do szkoły, nie wagaruje, a ma z każdego przedmiotu średnią wyżej niż 3, tylko z geografii ma 2 z czymś. Bo na każdej lekcji ściąga, z notatek, które sobie za każdym razem robię na kartkach, uczę się ze wszystkiego na kartce na pamięć, piszę to na kartkówce/klasówce, a ona spisze to z kartki i dostaje 4, a ja 3, mimo tego, że nauczyciel nie ma jak podejrzewać mnie o ściąganie od niej, bo zazwyczaj ja siedzę na drugim końcu sali niż ona. Wkurza mnie to! Albo jak 2 jest od 45%, czemu tak? W gimbazie za tyle to była już 3. Przecież maturę się zdaję od 32% (bodajże, albo coś koło tego), to mogliby zrobić od 30% tą dwójkę, tak jak było w gimnazjum. A nauczycieli mówią, że specjalnie jest taka punktacja procentowa, żeby nas przygotować do matury. To jest chore!