Ja natomiast nie zgodzę się z moimi poprzednikami.
Nie uważam, by całowanie stanowiło jakąś wielką sztukę w związku, którą potrzeba opanować do perfekcji, gdzie są jakieś żelazne zasady, których należy się trzymać i do których powinno się stosować.
Nie ma takiego czegoś, jak nieumiejętny pocałunek, gdyż każdy wdrażając tą intymną formę fizycznego kontaktu ze swoją sympatią, pragnie wyrazić oraz podkreślić swoje szczere działania, intencje jak i ukazać oddanie idące w parze z miłością.
Każdy ma prawo na indywidualną interpretacje pocałunku i miłości.
Sam kontakt stykających się dwóch obcych części ciała powinno sprawiać przyjemność, wychodząc z założenia, że tym pocałunkiem pragniemy odzwierciedlić swój stan we wnątrz bo pamiętajmy o tym, że kochamy nie ciałem lecz duszą, a fizyczność jest tylko "elementem" który udostępnia nam takie przystawki jak pocałunek, czy seks.
Odnośnie Twojego zakłopotania.
Czy nie uważasz, że Twój problem opiera się na tym, iż na siłę próbowałaś załatać dziurę emocjonalną, tą pustkę, która wypełniała Twoje wnętrze po utracie ukochanego ?
Akt współżycia czy nawet pocałunek nie będzie przyjemny jeżeli siła napędowa będzie tylko w ciele, języku bo to wszystko powinno być inicjatywą serca, a tymczasem uważam, że zawitał u Was jeden z wielu składników miłości nie dlatego, że taki był rozkaz serca, tylko dlatego, że był taki rozkaz mózgu bo tak trzeba, a nie inaczej ... Zbyt pochopnie podjęłaś decyzję o nowym związku, trzeba było wpierw uporządkować swój system i doprowadzić do jakieś harmonii.