Chyba mam już lekką paranoję, ale czy on mnie...
K
karenina1113.8k pkt
655 wyświetleń
przypadkiem nie olał?
Zaprosiłam go na koncert z moimi znajomymi. Powiedział, że się zastanowi i tak się zastanawiał przez tydzień, a dzisiaj stwierdził, że jego znajomi robią domówkę i on woli iść na to. Kiedy usłyszał, że z koncertu nici, bo zabrakło biletów, nie wpadł na pomysł, by zaprosić mnie na swoją imprezę. :( Może dlatego, że byłam z tamtą ekipą na domkach i raczej się nie polubiłam ze wszystkimi (na 7 osób polubiłam się z 4).
Dodatkowo w dniu planowanej imprezy przyjeżdżam do Gdańska (czyli tam, gdzie on mieszka) pokonawszy 200km (3,5 h drogi) z wielką i ciężką walizką wypełnioną po brzegi słoikami z domowym jedzeniem (jak rasowy student przeprowadzający się do akademika). Na stacji w Gda będę najpóźniej o 16tej, może nawet przyjadę w południe, ale on nawet nie zapytał czy po mnie wyjechać. Ma wymówkę- wieczorną imprezę, więc cały dzień będzie taki zajęty, że nie znajdzie dla mnie nawet chwili! :(
Podczas gdy mógłby mnie odebrać z dworca samochodem, będę musiała taszczyć tę walizę i pewnie jeszcze ze 4 reklamówki najpierw 3 krotnie po schodach, potem telepać się tramwajem i iść kilometr do mojego akademika, a w dodatku się z nim nie spotkam, a nie widzieliśmy się już od 10 dni (kiedy jestem w Gda widujemy się codziennie). Mam prawo w takiej sytuacji sądzić, że zachował się jak burak? Może ja zachowuję się jak księżniczka twierdząc, że facet powinien z grzeczności po mnie wyjechać? Przesadzam? Zachowuję się jak rozpieszczona księżniczka?
Zaprosiłam go na koncert z moimi znajomymi. Powiedział, że się zastanowi i tak się zastanawiał przez tydzień, a dzisiaj stwierdził, że jego znajomi robią domówkę i on woli iść na to. Kiedy usłyszał, że z koncertu nici, bo zabrakło biletów, nie wpadł na pomysł, by zaprosić mnie na swoją imprezę. :( Może dlatego, że byłam z tamtą ekipą na domkach i raczej się nie polubiłam ze wszystkimi (na 7 osób polubiłam się z 4).
Dodatkowo w dniu planowanej imprezy przyjeżdżam do Gdańska (czyli tam, gdzie on mieszka) pokonawszy 200km (3,5 h drogi) z wielką i ciężką walizką wypełnioną po brzegi słoikami z domowym jedzeniem (jak rasowy student przeprowadzający się do akademika). Na stacji w Gda będę najpóźniej o 16tej, może nawet przyjadę w południe, ale on nawet nie zapytał czy po mnie wyjechać. Ma wymówkę- wieczorną imprezę, więc cały dzień będzie taki zajęty, że nie znajdzie dla mnie nawet chwili! :(
Podczas gdy mógłby mnie odebrać z dworca samochodem, będę musiała taszczyć tę walizę i pewnie jeszcze ze 4 reklamówki najpierw 3 krotnie po schodach, potem telepać się tramwajem i iść kilometr do mojego akademika, a w dodatku się z nim nie spotkam, a nie widzieliśmy się już od 10 dni (kiedy jestem w Gda widujemy się codziennie). Mam prawo w takiej sytuacji sądzić, że zachował się jak burak? Może ja zachowuję się jak księżniczka twierdząc, że facet powinien z grzeczności po mnie wyjechać? Przesadzam? Zachowuję się jak rozpieszczona księżniczka?