CO MAM ZROBIĆ???
K
klaudyna9684 pkt
812 wyświetleń
Z każdym dniem jest coraz gorzej. Coraz więcej wspomnień. A zaczęło się to tak :
Poznaliśmy się na weselu. (Mamy po 16 lat. On był kuzynem pana młodego, a ja siostrzenicą panny młodej.) Ta noc przetańczona tylko z NIM. Wspólny spacer, szukanie na niebie tej jedynej gwiazdy, tej tylko dla NAS. ♥ Bardzo żałowałam, że ten czas tak szybko minął, ale obiecał, że wróci. ( No właśnie, była wielka przeszkoda między nami, aż 400 km. Ale kochaliśmy się, wiedziałam, że wytrzymamy tą odległość, a przynajmniej miałam nadzieję.) W końcu nadszedł ten dzień 1 sierpień... przyjechał... spotkaliśmy się. Tak bardzo się cieszyłam, wykorzystywaliśmy ten czas jak najlepiej. Pamiętam nasze wieczorne spacerki i ten piękny księżyc który nam towarzyszył. Heh nasze wspólne wypady na piwo xD. Był tak romantyczny - MÓJ ideał. Nadszedł 9 sierpnia, dzień w którym miał wrócić do domu. Obiecał, że nie podda się i, że 1 listopada przyjedzie. Jak rozstawaliśmy się popłynęły nam łzy, obiecaliśmy sobie, że na zawsze już tylko MY. Z każdym dniem było coraz trudniej, bardzo tęskniliśmy za sobą. Codziennie gadaliśmy na Skype - to nam pomagało. Czułam tą siłę, czułam, że wytrzymam. Mówił mi to samo - uwierzyłam. 3 września jeszcze zapewniał, że mnie Kocha, a wieczorem... ze mną zerwał... ;((( . Napisał, że zrozumiał, że nie ma sensu mieć tak daleko ukochaną osobę, jeśli nie można się z nią spotkać ani przytulić. Załamał mi się cały świat, przecież obiecał. Mi też było bardzo ciężko, ale kochałam go bardzo i wiedziałam, że muszę wytrzymać. Minął już miesiąc, jest coraz gorzej, nie mogę pogodzić się z tym. Tak bardzo za nim tęsknie i bardzo mocno chciałabym żeby do mnie wrócił. Wiem, że dzieliło nas za dużo km, na początku sama nie chciałam próbować, mieliśmy tylko przyjaźnić się. Ale jak przyjechał zapewniał mnie, że wytrzymamy. Że jestem tylko tą Jedyną i nie zrezygnuje ze mnie.
Poznaliśmy się na weselu. (Mamy po 16 lat. On był kuzynem pana młodego, a ja siostrzenicą panny młodej.) Ta noc przetańczona tylko z NIM. Wspólny spacer, szukanie na niebie tej jedynej gwiazdy, tej tylko dla NAS. ♥ Bardzo żałowałam, że ten czas tak szybko minął, ale obiecał, że wróci. ( No właśnie, była wielka przeszkoda między nami, aż 400 km. Ale kochaliśmy się, wiedziałam, że wytrzymamy tą odległość, a przynajmniej miałam nadzieję.) W końcu nadszedł ten dzień 1 sierpień... przyjechał... spotkaliśmy się. Tak bardzo się cieszyłam, wykorzystywaliśmy ten czas jak najlepiej. Pamiętam nasze wieczorne spacerki i ten piękny księżyc który nam towarzyszył. Heh nasze wspólne wypady na piwo xD. Był tak romantyczny - MÓJ ideał. Nadszedł 9 sierpnia, dzień w którym miał wrócić do domu. Obiecał, że nie podda się i, że 1 listopada przyjedzie. Jak rozstawaliśmy się popłynęły nam łzy, obiecaliśmy sobie, że na zawsze już tylko MY. Z każdym dniem było coraz trudniej, bardzo tęskniliśmy za sobą. Codziennie gadaliśmy na Skype - to nam pomagało. Czułam tą siłę, czułam, że wytrzymam. Mówił mi to samo - uwierzyłam. 3 września jeszcze zapewniał, że mnie Kocha, a wieczorem... ze mną zerwał... ;((( . Napisał, że zrozumiał, że nie ma sensu mieć tak daleko ukochaną osobę, jeśli nie można się z nią spotkać ani przytulić. Załamał mi się cały świat, przecież obiecał. Mi też było bardzo ciężko, ale kochałam go bardzo i wiedziałam, że muszę wytrzymać. Minął już miesiąc, jest coraz gorzej, nie mogę pogodzić się z tym. Tak bardzo za nim tęsknie i bardzo mocno chciałabym żeby do mnie wrócił. Wiem, że dzieliło nas za dużo km, na początku sama nie chciałam próbować, mieliśmy tylko przyjaźnić się. Ale jak przyjechał zapewniał mnie, że wytrzymamy. Że jestem tylko tą Jedyną i nie zrezygnuje ze mnie.