Co mam zrobić z moim 'Księciem' ?
D
Darusssia0 pkt
601 wyświetleń
Nie wiedziałam gdzie zamieścić to pytanie. Brakuje kategorii przyjaźń. Miłość to tylko jeden krok od przyjaźni więc może tutaj.
Chodzi o to, że mam takiego kolegę- właściwie wszystko zmierzało ku przyjaźni. Znamy się już trochę, dość długo. Na początku było super, z dnia na dzień coraz lepiej, coraz odważniej, bardziej swobodnie, bratnie dusze, zero kłótni, długie rozmowy. Później zaczęło się powoli psuć, z mojej winy zresztą. Sztuczne problemy, szukanie zaczepki, sprawdzanie go, czasem przyznaje- olewałam go,bo jeszcze wtedy nie zależało mi jakoś bardzo na kontakcie z nim. A teraz? Dawid jest jakby nieobecny, smutny, obcy. A ja go potrzebuję, zależy mi na jego osobie- przyjaciela. Właśnie teraz, gdy ja zmieniłam nastawienie. Poświęciłam się tylko i wyłącznie dla niego. Role się odwróciły. Ja się uspokoiłam, jestem cierpliwa, nie szukam powodów do kłótni, próbuję być normalna, a on przez ten cholerny tydzień tak się zmienił. Zachowuje się tak, jakbym była 59 rzeczą w kolejce do 'zrobienia', jakby nasza rozmowa była w tym momencie ostatnią rzeczą- najmniej ważną. Ja nie chcę być najmniej ważna, ignorowana. W moim wyobrażeniu, jest tak 'na odczepnego'. Co mogłabym mu powiedzieć, żeby było jak dawniej- a to już mu mówiłam, problem w tym, że on myśli- jest pewien, że nic się nie zmieniło, zatem nie widzi żadnego problemu.
Chodzi o to, że mam takiego kolegę- właściwie wszystko zmierzało ku przyjaźni. Znamy się już trochę, dość długo. Na początku było super, z dnia na dzień coraz lepiej, coraz odważniej, bardziej swobodnie, bratnie dusze, zero kłótni, długie rozmowy. Później zaczęło się powoli psuć, z mojej winy zresztą. Sztuczne problemy, szukanie zaczepki, sprawdzanie go, czasem przyznaje- olewałam go,bo jeszcze wtedy nie zależało mi jakoś bardzo na kontakcie z nim. A teraz? Dawid jest jakby nieobecny, smutny, obcy. A ja go potrzebuję, zależy mi na jego osobie- przyjaciela. Właśnie teraz, gdy ja zmieniłam nastawienie. Poświęciłam się tylko i wyłącznie dla niego. Role się odwróciły. Ja się uspokoiłam, jestem cierpliwa, nie szukam powodów do kłótni, próbuję być normalna, a on przez ten cholerny tydzień tak się zmienił. Zachowuje się tak, jakbym była 59 rzeczą w kolejce do 'zrobienia', jakby nasza rozmowa była w tym momencie ostatnią rzeczą- najmniej ważną. Ja nie chcę być najmniej ważna, ignorowana. W moim wyobrażeniu, jest tak 'na odczepnego'. Co mogłabym mu powiedzieć, żeby było jak dawniej- a to już mu mówiłam, problem w tym, że on myśli- jest pewien, że nic się nie zmieniło, zatem nie widzi żadnego problemu.