Co o tym sądzicie ?
S
Shet212 pkt
1.5k wyświetleń
: > to tylko 1/50 tego co już napisałem.
Dzień, jak co dzień. Shet leżąca na dębowym łóżku zdobionym różnymi znakami oraz wielkim napisem "Samael" w łacinie.W ręku trzyma księgę , oprawioną zwierzęcą skóra z złotymi wypustkami w rogach. Apokalipsa św. Jana , ciągnąc swoimi kocimi oczami po tekście linijkę ,po linijce. Jej czarna tunika idealnie kontrastująca się z jaskrawo-czerwonymi pasemkami na jej czarnych włosach, które opadają jej na twarz. Odwrócony czarny krzyż z pozłacanymi literami wiszący między jej piersiami , które niczym kule okazywały swe okrągłości. Doszła do końca książki. Pozostałe strony, aż czekały by je dokończyć. Wstając z łóżka spojrzała przez okno na poddaszu otwarte do połowy. Wiatr wywołał u niej dreszcze. Świat otaczający jej dom był szary. Pozostałości po polach ukazywały ziemię i resztki łodyg zbóż. Weszła do łazienki. Wszystko było by normalne, gdyby nie kolorystyka. Czerń i czerwień okrywająca ściany oraz obraz kota , o pysku lwa , uszach rysia oraz ogon przypominający ogon skorpiona. Spojrzała w lustro, uderzyła. trzask. Spore kawałki szkła wbijając się okaleczyły jej rękę. Drobinki szkła wypływające wraz z czarną krwią do umywalki. Świat zaczyna wirować, obraz powoli zanika. Ciemność. Pada na ziemie z łoskotem , krew płynąca po białych fugach , powoli wypływa na kafelki tworząc czarną kałużę, w której leży bezwładnie dłoń.
Budzi się , spogląda na dziwne miejsce otaczające ją.Istne pustkowie , kości dziwnych stworzeń , które na pewno nie występują w realnym świecie. Kły zwierząt nie mają długości ludzkiego palca. Czy to sen?Piekło? Gdzie jestem? - powiedziała kobieta.
Lekkie przerażenie , dreszczyk przepływający przez całe ciało. Zimny wiatr przerzucający usypane czerwonym piaskiem wydmy wzbudza lęk i uczucie oziębienia. Księżyc emanujący krwisto-czerwonym kolorem na złocisto-pomarańczowym niebie, co chwila wychodzącym zza chmur. Tuż za nią znajduje się wielka brama. Tuż na skraju przepaści, która ciągnie się w nicość tak długo ,aż ciemność wchłonie wszystko co jest wokół. Szkielety na obu skrzydłach bramy wskazują, wręcz proszą o wejście do środka. W oczodołach czaszek widać zanikające czerwone światło, choć wciąż palące się.
Amarth Shetani bez namysłu podchodzi i uderza parę razy wielką kołatką zrobioną z kości. Odchodzi powoli sądząc , że nikt nie otworzy. Słychać skrzyp, trzask , łańcuchy. Można stwierdzić , że dawno ich nikt nie otwierał. Mechanizm powoli otwiera drzwi. Przy wejściu stoją dwa posągi z dziwnego kamienia. Wskazując halabardami drogę. Na twarzach widnieje szyderczy uśmiech. Ich wzrok , przeżerający, budzące zgrozę i gęsią skórkę. Mgła znajduje się za granicą bramy. Jakaś niewidzialna ścianą ją blokuje. Shet niczym płynąca w białych oparach przez korytarz, który wy zdobiony jest wieloma obrazami i kryształami wdrążonymi głęboko w ścianę. Na malowidłach widnieją upadłe anioły, słudzy Samaela oraz on sam i swoją żoną- Lilith. Duże ilości wampirów , duchów i wilkołaków. Shetani w pewnym momencie zatrzymała się na chwilę. Jeden z wiszących obrazów przykuł jej uwagę. Była na nim samą , lecz w dziwnych białych szatach. Parę lat starsza , a u boku przytulający ją Samael. Na tle widać wielki złoty tron. Uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy oznaczał tylko jedno. Satysfakcję i fakt , że stanie się coś ciekawego. Dochodzi do kolejnej bramy. Strażnicy strzegący bramy to 2 centaury, które widząc ją uśmiechają się szyderczo.
Kolacja przyszła mój bracie - odezwał się jeden z nich.
Syk wydobywający się z ust kobiety , niczym kot. Centaury puściły ją wolno widząc zbliżająca się zakapturzoną postać.
Chodź ze mną - powiedział nieznajomy wybawca.
Odwrócił się i szedł przed siebie. Miał an głowie kaptur i długi płaszcz zrobiony ze skóry jakiegoś zwierzęcia.
Idealnie przylegający do ciała.W jego męskim głosie słychać pewność siebie, zdolność do przywództwa.Prowadzi ją przez kolejne korytarze ,w których roi się od dziwnych obrazów , na których widnieją demony walczące z demonami. Czy ja jestem w piekle ? Miejscu , którym rządzi Samael? Chcę go poznać - powiedziała kobieta.jednocześnie się zatrzymując. Postać przystanęła i odwróciła się. - Pan Samael wielbi ludzi, którzy w niego wierzą. Nie rządzi tu , ale jest uważany za autorytet w naszym raju. Zapewnia im miejsce zamieszkania , nigdy nie będą niewolnikami. Wszelkie słowa o niewolnictwie i brudzie są niesłuszne. Wszystko po to by wierzyć w Boga.- wytłumaczył nieznajomy. Spod kaptura mignęły czerwone pełne zła oczy , przy których dreszcze są błahostką. Bez zbędnych słów szedł dalej.
Dzień, jak co dzień. Shet leżąca na dębowym łóżku zdobionym różnymi znakami oraz wielkim napisem "Samael" w łacinie.W ręku trzyma księgę , oprawioną zwierzęcą skóra z złotymi wypustkami w rogach. Apokalipsa św. Jana , ciągnąc swoimi kocimi oczami po tekście linijkę ,po linijce. Jej czarna tunika idealnie kontrastująca się z jaskrawo-czerwonymi pasemkami na jej czarnych włosach, które opadają jej na twarz. Odwrócony czarny krzyż z pozłacanymi literami wiszący między jej piersiami , które niczym kule okazywały swe okrągłości. Doszła do końca książki. Pozostałe strony, aż czekały by je dokończyć. Wstając z łóżka spojrzała przez okno na poddaszu otwarte do połowy. Wiatr wywołał u niej dreszcze. Świat otaczający jej dom był szary. Pozostałości po polach ukazywały ziemię i resztki łodyg zbóż. Weszła do łazienki. Wszystko było by normalne, gdyby nie kolorystyka. Czerń i czerwień okrywająca ściany oraz obraz kota , o pysku lwa , uszach rysia oraz ogon przypominający ogon skorpiona. Spojrzała w lustro, uderzyła. trzask. Spore kawałki szkła wbijając się okaleczyły jej rękę. Drobinki szkła wypływające wraz z czarną krwią do umywalki. Świat zaczyna wirować, obraz powoli zanika. Ciemność. Pada na ziemie z łoskotem , krew płynąca po białych fugach , powoli wypływa na kafelki tworząc czarną kałużę, w której leży bezwładnie dłoń.
Budzi się , spogląda na dziwne miejsce otaczające ją.Istne pustkowie , kości dziwnych stworzeń , które na pewno nie występują w realnym świecie. Kły zwierząt nie mają długości ludzkiego palca. Czy to sen?Piekło? Gdzie jestem? - powiedziała kobieta.
Lekkie przerażenie , dreszczyk przepływający przez całe ciało. Zimny wiatr przerzucający usypane czerwonym piaskiem wydmy wzbudza lęk i uczucie oziębienia. Księżyc emanujący krwisto-czerwonym kolorem na złocisto-pomarańczowym niebie, co chwila wychodzącym zza chmur. Tuż za nią znajduje się wielka brama. Tuż na skraju przepaści, która ciągnie się w nicość tak długo ,aż ciemność wchłonie wszystko co jest wokół. Szkielety na obu skrzydłach bramy wskazują, wręcz proszą o wejście do środka. W oczodołach czaszek widać zanikające czerwone światło, choć wciąż palące się.
Amarth Shetani bez namysłu podchodzi i uderza parę razy wielką kołatką zrobioną z kości. Odchodzi powoli sądząc , że nikt nie otworzy. Słychać skrzyp, trzask , łańcuchy. Można stwierdzić , że dawno ich nikt nie otwierał. Mechanizm powoli otwiera drzwi. Przy wejściu stoją dwa posągi z dziwnego kamienia. Wskazując halabardami drogę. Na twarzach widnieje szyderczy uśmiech. Ich wzrok , przeżerający, budzące zgrozę i gęsią skórkę. Mgła znajduje się za granicą bramy. Jakaś niewidzialna ścianą ją blokuje. Shet niczym płynąca w białych oparach przez korytarz, który wy zdobiony jest wieloma obrazami i kryształami wdrążonymi głęboko w ścianę. Na malowidłach widnieją upadłe anioły, słudzy Samaela oraz on sam i swoją żoną- Lilith. Duże ilości wampirów , duchów i wilkołaków. Shetani w pewnym momencie zatrzymała się na chwilę. Jeden z wiszących obrazów przykuł jej uwagę. Była na nim samą , lecz w dziwnych białych szatach. Parę lat starsza , a u boku przytulający ją Samael. Na tle widać wielki złoty tron. Uśmiech, jaki pojawił się na jej twarzy oznaczał tylko jedno. Satysfakcję i fakt , że stanie się coś ciekawego. Dochodzi do kolejnej bramy. Strażnicy strzegący bramy to 2 centaury, które widząc ją uśmiechają się szyderczo.
Kolacja przyszła mój bracie - odezwał się jeden z nich.
Syk wydobywający się z ust kobiety , niczym kot. Centaury puściły ją wolno widząc zbliżająca się zakapturzoną postać.
Chodź ze mną - powiedział nieznajomy wybawca.
Odwrócił się i szedł przed siebie. Miał an głowie kaptur i długi płaszcz zrobiony ze skóry jakiegoś zwierzęcia.
Idealnie przylegający do ciała.W jego męskim głosie słychać pewność siebie, zdolność do przywództwa.Prowadzi ją przez kolejne korytarze ,w których roi się od dziwnych obrazów , na których widnieją demony walczące z demonami. Czy ja jestem w piekle ? Miejscu , którym rządzi Samael? Chcę go poznać - powiedziała kobieta.jednocześnie się zatrzymując. Postać przystanęła i odwróciła się. - Pan Samael wielbi ludzi, którzy w niego wierzą. Nie rządzi tu , ale jest uważany za autorytet w naszym raju. Zapewnia im miejsce zamieszkania , nigdy nie będą niewolnikami. Wszelkie słowa o niewolnictwie i brudzie są niesłuszne. Wszystko po to by wierzyć w Boga.- wytłumaczył nieznajomy. Spod kaptura mignęły czerwone pełne zła oczy , przy których dreszcze są błahostką. Bez zbędnych słów szedł dalej.