Co prawda nigdy nie sądziłam, że będę potrzebowała w t(...)
R
Raissa15 pkt
585 wyświetleń
j kwestii wsparcia/pomocy... ale los bywa cholernie złośliwy. Nvm.
Z chłopakiem spędziłam niespełna pół roku. Mieszkamy ok 20 km od siebie. Na początku bajka- wiadomo, zakochany, cały czas dzwonił, wspierał no po prostu ideał. Jednak z czasem zaczęło się psuć. Nie mogłam się go doprosić o chociażby jeden telefon, nie wspominając już o sms'ie. Miał kase na koncie jednak wiecznie było mu jej szkoda. Oczywiście pomijam fakt, że kiedy dzwoniłam na swój koszt to jakoś nie narzekał. Okłamał mnie, wmawiając, że pomaga swojemu ojcu i dlatego nie mógł rozmawiać- wyszedł z przyjacielem chociaż prosiłam go o wsparcie bo akurat wtedy byłam w trudnej sytuacji. Ogólnie po prostu mnie olewał a gdy odebrał telefon przy znajomych zachowywał się wobec mnie tragicznie. Przepraszał tylko raz. Jak sam twierdził, więcej "nie ma sensu" bo i tak nie słucham. Co było oczywiście nie prawdą.
Dziś stwierdziłam, że mam tego dość. Oznajmiłam na spokojnie, że to koniec. Zdenerwował się, nawet bardzo- ciągle potwarzał, że nie chce tego słuchać. Uważa, że jest idiotą bo mi zaufał a na moje słowa, że sam doprowadził do zerwania bulwersuje się jeszcze bardziej. A mnie naszły wątpliwości. Pytanie, powinnam go po prostu przeprosić i udać, że nic się nie stało (chociaż i tak podejrzewam, że na to za późno...)? Czy dać sobie spokój?
Na prawdę, nie wiem co robić...
Z chłopakiem spędziłam niespełna pół roku. Mieszkamy ok 20 km od siebie. Na początku bajka- wiadomo, zakochany, cały czas dzwonił, wspierał no po prostu ideał. Jednak z czasem zaczęło się psuć. Nie mogłam się go doprosić o chociażby jeden telefon, nie wspominając już o sms'ie. Miał kase na koncie jednak wiecznie było mu jej szkoda. Oczywiście pomijam fakt, że kiedy dzwoniłam na swój koszt to jakoś nie narzekał. Okłamał mnie, wmawiając, że pomaga swojemu ojcu i dlatego nie mógł rozmawiać- wyszedł z przyjacielem chociaż prosiłam go o wsparcie bo akurat wtedy byłam w trudnej sytuacji. Ogólnie po prostu mnie olewał a gdy odebrał telefon przy znajomych zachowywał się wobec mnie tragicznie. Przepraszał tylko raz. Jak sam twierdził, więcej "nie ma sensu" bo i tak nie słucham. Co było oczywiście nie prawdą.
Dziś stwierdziłam, że mam tego dość. Oznajmiłam na spokojnie, że to koniec. Zdenerwował się, nawet bardzo- ciągle potwarzał, że nie chce tego słuchać. Uważa, że jest idiotą bo mi zaufał a na moje słowa, że sam doprowadził do zerwania bulwersuje się jeszcze bardziej. A mnie naszły wątpliwości. Pytanie, powinnam go po prostu przeprosić i udać, że nic się nie stało (chociaż i tak podejrzewam, że na to za późno...)? Czy dać sobie spokój?
Na prawdę, nie wiem co robić...