Co sądzicie o tym fragmencie mojej książki?
P
Paragoneł20 pkt
739 wyświetleń
Wewnątrz kuchni było jasno. Oślepiony przez światło zza okna Edward nie mógł zobaczyć ciotki. Zmróżył oczy po czym dostrzegł smukłą sylwetkę przy kuchence, ciotka była niska i szczupła, miała czarne jak kruk włosy splątane w kok, który miał sprawiać wrażenie, że Ana jest wyższa niż naprawde jest, miała też piękne brązowe oczy, które świetnie wyglądały w połączeniu z włosami.
- Obiad gotowy Edwardzie - wskazała mu ręką stół w sali biesiadnej - usiądź zaraz przyniosę ci jedzenie.
Ruszył w strone stołu, gdy już zasiadł za stołem (po lewej tuż przy końcu, gdyż na jedym końcu ma miejsce gospodarz na drugim gospodyni a po prawicy gospodarza jego pierworodny i dopiero po lewej Edward, jego bratanek), rozejrzał się dookoła. Sala biesiadna była największym pomieszczeniem w domostwie, odbywały tu się wszelkiego rodzaju uczty. Kiedy on się tu tak rozglądał i rozmyślał do sali wszedł jego kuzyn, Kriss, który usiadł na przeciwko Edwarda.
- Jak się masz Edwardzie? - zapytał uprzejmie Kriss.
- Nie narzekam, a co u ciebie?
- A również dobrze - po tych słowach pochylił się w jego stronę.
Nie miał z tym problemu, Edward nie musiał się bardzo pochylać nad dużym stołem by usłyszeć szept kuzyna. Kriss był wyższy od Edwarda i także szerszy w barkach, miał włosy koloru jasnego blondu i błękitne oczy. - Widziałeś tą nową rodzinę? - zapytał szeptem.
- Nie - odpowiedział Edward bawiąc się przy tym sztućcami - A co?
- Nic - wyprostował się w krześle - Wybierasz się dzisiaj do nich na ucztę?
- Nie - odpowiedział nadal bawiąc się sztućcami.
- Jak to nie? Nie mów mi tylko, że idziesz do tej swojej groty?
- Właśnie, że tam idę - odłożył sztućce i popatrzył kuzynowi prosto w oczy - nie zamierzam tracić czasu na zabawy z jakąś "damą", która boi się, że ubrudzi sobie rączki. Kiedy mogę trenować.
- Przecież nawet jej nie znasz... - zaczął Kriss.
- Ale znam większość dziewczyn - wciął się w słowo - Dlaczego ta miała by być inna?
- A dlaczego miała by być taka sama?
- Bo wszystkie takie są!
- Cisza! - krzyknął Mario. Edward i Kriss spojrzeli na siebie a potem w stronę drzwi. Wszedł Mario a tuż za nim Ana. Kuzyni wstali. Gdy gospodyni nakryła do stołu mógł usiąść Mario potem Ana, Kriss i na końcu Edward. Wszyscy zaczęli jeść dopiero gdy Mario wziął do ust pierwszą łyżkę zupy. W Faris panowała właśnie taka tradycja. Gospodarz robi wszystko pierwszy. Pierwszy zasiada do stołu, pierwszy spożywa posiłek, pierwszy wstaje od stołu. Oczywiście nie było takiej zasady na wielkich ucztach. Przecież nie można było siedzieć tak długo aż gospodarz wstanie od stołu, bo bywało tak, że w ogóle nie wstawał.
- Edwardzie - zaczął Mario - wybierasz się dzisiaj z nami na ucztę do Castarów?
- Niestety - odpowiedział - mam pare spraw do załatwienia.
- Oczywiście, że masz, bo jakby inaczej - syknął Kriss.
- Krisstofie! Cóż to za maniery! - oburzyła się Ana.
- Jakbyś chciał wiedzieć - zaczął Edward -muszę iść do pana Stefana i odebrać mój nowy miecz. Ale żeby mu zapłacić muszę pójść do banku. Potem muszę go wyostrzyć i następnie muszę iść...
- Dobrze już wystarczy - przerwał mu wuj Mario - nie chcemy twojego planu dnia. Jeśli nie chcesz iść to nie.
Dokończyli kolację w ciszy. Gdy Mario wstał od stołu odrazu po nim wstał Edward, zaniósł swoje brudne naczynia i sztućce do kuchni i pobiegł do miasta.
Ps. Proszę o nie kopiowanie.
- Obiad gotowy Edwardzie - wskazała mu ręką stół w sali biesiadnej - usiądź zaraz przyniosę ci jedzenie.
Ruszył w strone stołu, gdy już zasiadł za stołem (po lewej tuż przy końcu, gdyż na jedym końcu ma miejsce gospodarz na drugim gospodyni a po prawicy gospodarza jego pierworodny i dopiero po lewej Edward, jego bratanek), rozejrzał się dookoła. Sala biesiadna była największym pomieszczeniem w domostwie, odbywały tu się wszelkiego rodzaju uczty. Kiedy on się tu tak rozglądał i rozmyślał do sali wszedł jego kuzyn, Kriss, który usiadł na przeciwko Edwarda.
- Jak się masz Edwardzie? - zapytał uprzejmie Kriss.
- Nie narzekam, a co u ciebie?
- A również dobrze - po tych słowach pochylił się w jego stronę.
Nie miał z tym problemu, Edward nie musiał się bardzo pochylać nad dużym stołem by usłyszeć szept kuzyna. Kriss był wyższy od Edwarda i także szerszy w barkach, miał włosy koloru jasnego blondu i błękitne oczy. - Widziałeś tą nową rodzinę? - zapytał szeptem.
- Nie - odpowiedział Edward bawiąc się przy tym sztućcami - A co?
- Nic - wyprostował się w krześle - Wybierasz się dzisiaj do nich na ucztę?
- Nie - odpowiedział nadal bawiąc się sztućcami.
- Jak to nie? Nie mów mi tylko, że idziesz do tej swojej groty?
- Właśnie, że tam idę - odłożył sztućce i popatrzył kuzynowi prosto w oczy - nie zamierzam tracić czasu na zabawy z jakąś "damą", która boi się, że ubrudzi sobie rączki. Kiedy mogę trenować.
- Przecież nawet jej nie znasz... - zaczął Kriss.
- Ale znam większość dziewczyn - wciął się w słowo - Dlaczego ta miała by być inna?
- A dlaczego miała by być taka sama?
- Bo wszystkie takie są!
- Cisza! - krzyknął Mario. Edward i Kriss spojrzeli na siebie a potem w stronę drzwi. Wszedł Mario a tuż za nim Ana. Kuzyni wstali. Gdy gospodyni nakryła do stołu mógł usiąść Mario potem Ana, Kriss i na końcu Edward. Wszyscy zaczęli jeść dopiero gdy Mario wziął do ust pierwszą łyżkę zupy. W Faris panowała właśnie taka tradycja. Gospodarz robi wszystko pierwszy. Pierwszy zasiada do stołu, pierwszy spożywa posiłek, pierwszy wstaje od stołu. Oczywiście nie było takiej zasady na wielkich ucztach. Przecież nie można było siedzieć tak długo aż gospodarz wstanie od stołu, bo bywało tak, że w ogóle nie wstawał.
- Edwardzie - zaczął Mario - wybierasz się dzisiaj z nami na ucztę do Castarów?
- Niestety - odpowiedział - mam pare spraw do załatwienia.
- Oczywiście, że masz, bo jakby inaczej - syknął Kriss.
- Krisstofie! Cóż to za maniery! - oburzyła się Ana.
- Jakbyś chciał wiedzieć - zaczął Edward -muszę iść do pana Stefana i odebrać mój nowy miecz. Ale żeby mu zapłacić muszę pójść do banku. Potem muszę go wyostrzyć i następnie muszę iść...
- Dobrze już wystarczy - przerwał mu wuj Mario - nie chcemy twojego planu dnia. Jeśli nie chcesz iść to nie.
Dokończyli kolację w ciszy. Gdy Mario wstał od stołu odrazu po nim wstał Edward, zaniósł swoje brudne naczynia i sztućce do kuchni i pobiegł do miasta.
Ps. Proszę o nie kopiowanie.