Co zrobilibyście na moim miejscu?
A
Arya4.4k pkt
859 wyświetleń
Razem z koleżanką śpiewamy na zakończeniu roku maturzystów. Ona jako pierwsza została w to zaangażowana, a mnie, że tak napiszę "doczepiono". Ogólnie całość organizuje cała nasza klasa.
Za dwa tygodnie występ, a ona ma to wszystko gdzieś.
Wybór strojów: mówię jej, byśmy pomyślały nad tym, bo nawet sama polonistka mówiła byśmy to zrobiły. Proponuję jej, wg mnie nawet spoko pomysł, ona go krytykuje, a sama nie ma żadnego. Nie chce jej się o tym myśleć, a teraz jest odpowiedni czas, bo jak czegoś będzie brakować, to można się dokładniej rozejrzeć, a dzień przed występem już nie będzie czasu...
Próby: mówię jej, byśmy się spotkały i poćwiczyły śpiew, może też przy okazji jakieś małe elementy w choreografii wprowadzić, żeby fajnie to jakoś wypadło. Ona, że po co, przecież starczy na próbach klasowych.... Tam natomiast wszystko robione jest na szybko i nie ma czasu, byśmy śpiewały kilka razy...
Przesłuchanie: mówię jej, byśmy poszły do nauczycielki z muzyki, ona nas oceni, da jakieś wskazówki, wprowadzi może coś innowacyjnego, podpowie... Ona natomiast jest przeświadczona, że wszystko jest okej, że jak polonistka ocenia, że jest dobrze, to znaczy, że jest dobrze.... Ta... Tyle, że polonistka ta nie zna się na muzyce, sama mówiła (oceniała, bo to ona sprawuje główną pieczę nad wszystkim).
Już mam dosyć tej sytuacji. Wcześniej proponowałam, by były dwa utwory, ona że lepiej jeden. Jak jeden - polonistka mówiła, by był perfekcyjnie zrobiony. Utwory oczywiście ja musiałam szukać, bo królewnie się nie chciało. Mam ochotę rzucić tą robotę w kąt, z drugiej strony za bardzo mi zależy... Rozmowa z nauczycielką nie wiem, czy wchodzi w grę, bo co jeśli królewna uzna, że na nią kablowałam? W sumie to chyba jest kablowanie...
Nie wiem już, co robić, czy cokolwiek robić.... Po prostu nie potrafię przełknąć tego, że można się w coś zaangażować, by później totalnie to olewać...
Gadałam z nią, ale do niej nic z tych rzeczy nie dociera.
Co byście zrobili na moim miejscu?
Za dwa tygodnie występ, a ona ma to wszystko gdzieś.
Wybór strojów: mówię jej, byśmy pomyślały nad tym, bo nawet sama polonistka mówiła byśmy to zrobiły. Proponuję jej, wg mnie nawet spoko pomysł, ona go krytykuje, a sama nie ma żadnego. Nie chce jej się o tym myśleć, a teraz jest odpowiedni czas, bo jak czegoś będzie brakować, to można się dokładniej rozejrzeć, a dzień przed występem już nie będzie czasu...
Próby: mówię jej, byśmy się spotkały i poćwiczyły śpiew, może też przy okazji jakieś małe elementy w choreografii wprowadzić, żeby fajnie to jakoś wypadło. Ona, że po co, przecież starczy na próbach klasowych.... Tam natomiast wszystko robione jest na szybko i nie ma czasu, byśmy śpiewały kilka razy...
Przesłuchanie: mówię jej, byśmy poszły do nauczycielki z muzyki, ona nas oceni, da jakieś wskazówki, wprowadzi może coś innowacyjnego, podpowie... Ona natomiast jest przeświadczona, że wszystko jest okej, że jak polonistka ocenia, że jest dobrze, to znaczy, że jest dobrze.... Ta... Tyle, że polonistka ta nie zna się na muzyce, sama mówiła (oceniała, bo to ona sprawuje główną pieczę nad wszystkim).
Już mam dosyć tej sytuacji. Wcześniej proponowałam, by były dwa utwory, ona że lepiej jeden. Jak jeden - polonistka mówiła, by był perfekcyjnie zrobiony. Utwory oczywiście ja musiałam szukać, bo królewnie się nie chciało. Mam ochotę rzucić tą robotę w kąt, z drugiej strony za bardzo mi zależy... Rozmowa z nauczycielką nie wiem, czy wchodzi w grę, bo co jeśli królewna uzna, że na nią kablowałam? W sumie to chyba jest kablowanie...
Nie wiem już, co robić, czy cokolwiek robić.... Po prostu nie potrafię przełknąć tego, że można się w coś zaangażować, by później totalnie to olewać...
Gadałam z nią, ale do niej nic z tych rzeczy nie dociera.
Co byście zrobili na moim miejscu?