Cześć. Próbuję zapomnieć ale nie wychodzi....
M
master2322209 pkt
1.3k wyświetleń
Chcę zapomnieć o dziewczynie która pomimo tego że bardzo mnie zraniła wciąż jest w moim sercu. Szukając pomocy w internecie natknąłem się na artykuł w którym napisali żeby opisać wszystko co się czuje w danym momencie o danej osobie. Więc napisałem ale tak naprawdę nic to nie dało żadnej ulgi czy czegokolwiek. Więc jeśli pozwolicie to tu to wkleję. Nie szukam zrozumienia tylko pomocy. Przepraszam jeśli o wyszło jakoś nieskładnie ale mój ciągły mętlik tą sprawą nie daje mi się jakoś pozbierać.
Kiedy jestem sam i już cienie ma wracam ciągle myślami do chwil kiedy byliśmy razem, kiedy było mi tak dobrze. Nasze wspólne spotkania na która czekałem z utęsknieniem. Wstając każdego dnia wiedziałem że jest on dla mnie i przyniesie mi szczęście w twoich ramionach. Choć krótko się znaliśmy i s początku nie było kolorowo, to później sobie uświadomiłem że ty i tylko ty sprawiasz że wszystko co złe i smutne odpływa gdzieś daleko i ginie pośród drzew. Teraz kiedy cię nie ma co dzień w samotności próbuję wrócić myślami i z całych sił chcąc przypomnieć sobie ciebie i siebie razem, razem na zielonej ławce która sprawia że myśląc o tym momencie łzy spływają mi po policzkach. Próbuję przypomnieć sobie twoją twarz, oczy, nos, usta, włosy, i znów poczuć choć na chwilę twój zapach który tak mnie przeszył niczym pocisk. To ty nadawałaś mi rytm bicia mojego serca. Teraz gdy już cię nie ma próbuje jakoś zaślepić tą pustkę. Tą ogromną dziurę która sięga aż do najgłębszej części mojego na wpół martwego serca, ranionego już wielokrotnie przez ciebie. Wiele razy już próbowałem ci wybaczyć licząc że może nam się udać, jednak ty za każdym razem kiedy czułem że może się uda wbijałaś mi sztylet w serce raniąc je. Wielu uznało by mnie za głupca zaślepionego miłością do drugiej osoby dającego się perfidnie ranić. Może tak jest ale kiedy pierwszy raz cię przytuliłem stałaś się częścią mnie mojego serca, umysłu całego ciała. Stałaś się niczym powietrze którego brak sprawia że się duszę. Chcę z każdym oddechem czuć twoją bliskość, chcę tobą oddychać, przytulić i spędzać chwile niosące ukojenie niczym woda dla spragnionego wędrowcy. To przy tobie jedynej czułem się szczęśliwy i spokojny niczym dziecko w matczynych ramionach czujące ciepło i bicie serca swojej matki przytulającej je do piersi. Twoje ciepło ogrzewało mnie niczym pustynne słońce w najzimniejsze dni owej zimy. Teraz gdy cię widzę gdy przechodzisz koło mnie mam ochotę złapać cię za rękę i porwać gdzieś gdzie nikt by nam nie przeszkodził i powiedział to co teraz piszę. Choć wiem że bycie razem już nie jest nam pisane, ale wierzę że czasem o mnie myślisz, bo ja o tobie cały czas. Wspólne chwile spędzone razem są moim paliwem dającym mi siłę aby móc wstać, jednak sama myśl już nie daje mi siły żeby iść ,iść przed siebie. „Nie samym chlebem żyje człowiek” tak jak ja nie samymi wspomnieniami o tobie żyję.
Już za kilkanaście dni matura i to na niej będę myślał o tobie. Wybrałem nawet temat związany z tym co czuję. „samotność z wyboru lub podyktowana losem…” tak to to co teraz czuję. Czuję się samotny zagubiony, błądzący myślami po pustyni szukając „cienia” zwanego radością i ukojeniem.
Czuję jak ta tęsknota i uczucia tkwiące we mnie prą do góry niczym lawa mająca wystrzelić z wulkanu, niszcząc wszystko po drodze. Każde piętro mojego życia, które pod jej naporem zapada się i pozostaje tylko puste, smutne, szare rumowisko.
Kiedy jestem sam i już cienie ma wracam ciągle myślami do chwil kiedy byliśmy razem, kiedy było mi tak dobrze. Nasze wspólne spotkania na która czekałem z utęsknieniem. Wstając każdego dnia wiedziałem że jest on dla mnie i przyniesie mi szczęście w twoich ramionach. Choć krótko się znaliśmy i s początku nie było kolorowo, to później sobie uświadomiłem że ty i tylko ty sprawiasz że wszystko co złe i smutne odpływa gdzieś daleko i ginie pośród drzew. Teraz kiedy cię nie ma co dzień w samotności próbuję wrócić myślami i z całych sił chcąc przypomnieć sobie ciebie i siebie razem, razem na zielonej ławce która sprawia że myśląc o tym momencie łzy spływają mi po policzkach. Próbuję przypomnieć sobie twoją twarz, oczy, nos, usta, włosy, i znów poczuć choć na chwilę twój zapach który tak mnie przeszył niczym pocisk. To ty nadawałaś mi rytm bicia mojego serca. Teraz gdy już cię nie ma próbuje jakoś zaślepić tą pustkę. Tą ogromną dziurę która sięga aż do najgłębszej części mojego na wpół martwego serca, ranionego już wielokrotnie przez ciebie. Wiele razy już próbowałem ci wybaczyć licząc że może nam się udać, jednak ty za każdym razem kiedy czułem że może się uda wbijałaś mi sztylet w serce raniąc je. Wielu uznało by mnie za głupca zaślepionego miłością do drugiej osoby dającego się perfidnie ranić. Może tak jest ale kiedy pierwszy raz cię przytuliłem stałaś się częścią mnie mojego serca, umysłu całego ciała. Stałaś się niczym powietrze którego brak sprawia że się duszę. Chcę z każdym oddechem czuć twoją bliskość, chcę tobą oddychać, przytulić i spędzać chwile niosące ukojenie niczym woda dla spragnionego wędrowcy. To przy tobie jedynej czułem się szczęśliwy i spokojny niczym dziecko w matczynych ramionach czujące ciepło i bicie serca swojej matki przytulającej je do piersi. Twoje ciepło ogrzewało mnie niczym pustynne słońce w najzimniejsze dni owej zimy. Teraz gdy cię widzę gdy przechodzisz koło mnie mam ochotę złapać cię za rękę i porwać gdzieś gdzie nikt by nam nie przeszkodził i powiedział to co teraz piszę. Choć wiem że bycie razem już nie jest nam pisane, ale wierzę że czasem o mnie myślisz, bo ja o tobie cały czas. Wspólne chwile spędzone razem są moim paliwem dającym mi siłę aby móc wstać, jednak sama myśl już nie daje mi siły żeby iść ,iść przed siebie. „Nie samym chlebem żyje człowiek” tak jak ja nie samymi wspomnieniami o tobie żyję.
Już za kilkanaście dni matura i to na niej będę myślał o tobie. Wybrałem nawet temat związany z tym co czuję. „samotność z wyboru lub podyktowana losem…” tak to to co teraz czuję. Czuję się samotny zagubiony, błądzący myślami po pustyni szukając „cienia” zwanego radością i ukojeniem.
Czuję jak ta tęsknota i uczucia tkwiące we mnie prą do góry niczym lawa mająca wystrzelić z wulkanu, niszcząc wszystko po drodze. Każde piętro mojego życia, które pod jej naporem zapada się i pozostaje tylko puste, smutne, szare rumowisko.