Cześć wszystkim! Przeczytajcie, proszę....
K
Kelione166 pkt
833 wyświetlenia
Zarejestrowałam się na tej stronie, bo byłam ciekawa. Chciałam zobaczyć, z jakimi problemami borykają się nastolatki i jakie rady dają im inne. Sama chciałam Wam doradzać. Lubię pomagać ludziom. Naprawdę sprawia mi to przyjemność. Ale ostatnio jakoś nie mam siły na cudze problemy. Wiem, że strasznie się już rozpisałam i pewnie 90 % Was nie doczyta tego do końca. Trudno. Nigdy w życiu nikogo nie kochałam. Nigdy się w nikim nie zakochałam. Zakochanych od zawsze miałam za cudaków, którzy udają uczucia jak na filmach. Dla mnie to było śmieszne. Nie wierzyłam w miłość, nie wierzyłam nawet w przyjaźń. Trafiłam do nowej szkoły w 3 gimn. Po raz szósty (to z powodu kolejnej przeprowadzki, nie dlatego, że mnie za coś wyrzucili, jestem typem ambitnej kujonki startującej we wszystkich konkursach i nigdy nie miałam średniej poniżej 5,4). Chodzę do nowej klasy dopiero dwa tygodnie, a już popełniłam chyba wszystkie błędy i gafy, jakie do popełnienia były. Jestem strasznie nieśmiała. Zagadał do mnie tylko jeden chłopak z całej klasy - Sylwester. Jest absolutnie wyjątkowy, nie mogę przestać o nim myśleć. Zaprosił mnie na rockotekę do jednego z klubów. Poszłam, bo głupio mi było odmówić. Było całkiem nieźle, muzyka fajna, trochę rozmawialiśmy, potem on mnie odprowadził z poczucia obowiązku, padał straszny deszcz. Następnego dnia jakoś mało się do mnie odzywał. A przez ostatni tydzień nie odzywał się w ogóle i totalnie mnie unikał. Sprawiło mi to ogromną przykrość, bo jestem osobą bardzo wrażliwą. W końcu spytałam się, o co mu chodzi, a on powiedział mi, że jestem dziwna, że się mnie boi i ignoruje mnie teraz kompletnie. Bardzo mnie to boli i ciągle o tym myślę i nie umiem przestać. To totalna masakra. Nigdy nie dałam zranić się żadnemu chłopakowi, a teraz cierpię z powodu takiej głupoty. Wracam ze szkoły i zaczynam od wypłakiwania się w poduszkę. Jestem niesamowicie nieszczęśliwa i czuję się taka samotna, bo cała moja klasa mnie olewa. Mam już po prostu dość. Ciągle zastanawiam się, czym go uraziłam, a jak próbuję się go spytać to ucieka, a jak piszę do niego kartkę to ją wyrzuca, a jak piszę esa, to nie odpisuje. Męczy mnie to i nic nie umiem poradzić. Już nie umiem pozytywnie myśleć, choć bardzo się staram. Już nie umiem cieszyć się ze wszystkiego. Nienawidzę tej nowej szkoły i siebie, za to, że jestem taka słaba i nie umiem poradzić sobie z taką głupotą. Nienawidzę Sylwestra, a jednocześnie go uwielbiam. Jestem chyba chora psychicznie. Nie będę pytać, co byście zrobili w mojej sytuacji. Chciałam się wyżalić, bo nie mam nikogo. Jeśli macie jakieś mądre pomysły, to napiszcie. Cokolwiek. Ktokolwiek. Choć pewnie nikt nie doszedł do tego momentu. No cóż. To już jest koniec. Pozdrawiam wszystkich i życzę najlepszego!