Czuję się jak tylko cień... niedoceniany i ignorowany
K
kogoz3miasta17 pkt
796 wyświetleń
Otóż jestem w 2 gimnazjum, więc klasa dobrze się zna. Czuje się mianowicie jak cień - dobrze się uczę, jestem uprzejmy,
ale i tak nikt nie docenia mojej wartości. To wszystko przez prymusa/przewodniczącego. Odrobinę jest lepszy ode mnie, ale
jak niektórzy mają problem z nauką, to tylko lgną do niego - wszyscy mnie olewają, nawet gdy proponuję im pomoc, to myślą, że jestem
głupszy od tego kujona, a to wszystko, że jest z nauczycielami prawie na "ty", podlizuje się im w cztery litery, jest przewodniczącym
klasy, bierze udział we wszelkich impresach szkolnych, jako "pseudo-technik" i zostaje na samych kółkach dla chętnych aż 3 godziny
dziennie, a do tego jest tak obrzydliwie uprzejmy, że na jego widok aż chce mi się... (wiadomo co), a gdy potrzeba zrobić, go czego potrzeba kogoś mądrego (mnie na przykład), to pada tylko i wyłącznie JEGO imię.
W dodatku jedziemy w połowie czerwca na wycieczkę na mazury - do pięcioosobowych domków, a jest nas
chłopaków w klasie... 6 i nie zgadniecie na kogo wypadło - na mnie. A w tej 5-osobowej paczce będą: w/w lizus - nudziarz
straszny, mój kuzyn - aż sam nie wierzę, że nie wstawił się za mną, burak - pedał, homo, z którym miałem lekką burdę w 1 klasie, wyzywa
innych, jedzie od niego na kilometr i pochodzi z patologicznej rodziny i jeszcze dwóch innych przeciętnych gości. Aż sam nie wierzę, że mnie nikt nie chciał.
Zapewne będę musiał być w domku z jakimiś z innej - obcej klasy. Co mi doradzacie - jak poradzić sobie na wycieczce? Jak wybić
się w klasie, aby w końcu mnie też uważali za mądrego i pomocnego? Jakieś inne rady? Czasami jestem załamany.
ale i tak nikt nie docenia mojej wartości. To wszystko przez prymusa/przewodniczącego. Odrobinę jest lepszy ode mnie, ale
jak niektórzy mają problem z nauką, to tylko lgną do niego - wszyscy mnie olewają, nawet gdy proponuję im pomoc, to myślą, że jestem
głupszy od tego kujona, a to wszystko, że jest z nauczycielami prawie na "ty", podlizuje się im w cztery litery, jest przewodniczącym
klasy, bierze udział we wszelkich impresach szkolnych, jako "pseudo-technik" i zostaje na samych kółkach dla chętnych aż 3 godziny
dziennie, a do tego jest tak obrzydliwie uprzejmy, że na jego widok aż chce mi się... (wiadomo co), a gdy potrzeba zrobić, go czego potrzeba kogoś mądrego (mnie na przykład), to pada tylko i wyłącznie JEGO imię.
W dodatku jedziemy w połowie czerwca na wycieczkę na mazury - do pięcioosobowych domków, a jest nas
chłopaków w klasie... 6 i nie zgadniecie na kogo wypadło - na mnie. A w tej 5-osobowej paczce będą: w/w lizus - nudziarz
straszny, mój kuzyn - aż sam nie wierzę, że nie wstawił się za mną, burak - pedał, homo, z którym miałem lekką burdę w 1 klasie, wyzywa
innych, jedzie od niego na kilometr i pochodzi z patologicznej rodziny i jeszcze dwóch innych przeciętnych gości. Aż sam nie wierzę, że mnie nikt nie chciał.
Zapewne będę musiał być w domku z jakimiś z innej - obcej klasy. Co mi doradzacie - jak poradzić sobie na wycieczce? Jak wybić
się w klasie, aby w końcu mnie też uważali za mądrego i pomocnego? Jakieś inne rady? Czasami jestem załamany.