Z której, przepraszam cię bardzo, strony? Jeśli książka ma być krytyką, czegokolwiek, to musi reprezentować jakiś poziom. Tam, po pierwsze, niczego się nie krytykuje tylko zachwyca się rzeczami nieistniejącymi, po drugie nie ma poziomu, który mógłby tego brukowca wynieść ponad uliczny gnój, żeby zostało zauważone przez popleczników przedstawionej w książce tezy (w tym miejscu patrz punkt I: tam nie ma nawet żadnej tezy).