czy dobrze zrobiłam?
C
Cappy1244 pkt
747 wyświetleń
To był czwartek, a jej nigdy w czwartek nie ma w szkole. W każdym razie tego dnia przyszła. Była piąta lekcja. Zwiałam z historii. Nie wiedziałam, że będą mnie szukać. Nie wiedziałam nawet, że oni wiedzą. Zwiałam, ale do domu nie poszłam. Czekałam jedną lekcję na przyjaciółkę, która miała się urwać ze mną z ostatniej. Nagle do toalety weszła pani O (tak ją nazwijmy). Powiedziała mi, że wszędzie mnie szukają. Byłam w szoku. Zapytałam, dlaczego, a ona na to, że musimy porozmawiać. Od razu wiedziałam, o co chodzi. Bałam się. Ale poszłam z nią, jak gdyby nigdy nic. Weszłyśmy do gabinetu pani pedagog, a ta opuściła salkę. Zostałam sama z panią O.
Zapytałam, czy coś zrobiłam. Ona na to, że nie zrobiłam nic złego, tylko chce mi pomóc. Zaczęłyśmy rozmawiać. Powiedziała, że dostała taką informację, że robię sobie krzywdę. Zaprzeczyłam. Kazała mi pokazać ręce. Nie mogłam tego zrobić. Nie cięłam się już ponad tydzień, ale ślady miałam. Siedziałyśmy tam przez 3 godziny. Rozmawiałyśmy długo. Właściwie rozmową tego nazwać nie można, bo ja nic nie powiedziałam przez całe 3 godziny. Na koniec ona zaproponowała, że jak nie chcę powiedzieć, dlaczego, to ona będzie zgadywać. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że i tak nie zgadnie. Pytała i pytała, a ja wciąż zaprzeczałam. Na koniec zapytała, czy ktoś mnie molestuje. Spojrzałam na nią, a po chwili odpowiedziałam, że nie. Pewnie zastanawia was, dlaczego od razu nie zaprzeczałam. Otóż miałam w życiu taki epizod, o którym nikomu nie powiedziałam i w jednym momencie to wszystko staneło mi przed oczami...
Następnego dnia miałam z nią zastępstwo. Nie spojrzałam jej w oczy ani razu. Kazała mi zostać po lekcji. Powiedziała, że ma do mnie sprawę. Nikogo to nie dziwiło, bo jest opiekunką samorządu, więc nikt nie pytał mnie, o co chodziło. Powiedziała, że zdecydowały z panią pedagog dać mi spokój, ale powiedziała też, że jak tylko będę miała jakiś problem, to mam do niej przyjść albo dzwonić, nawet o północy.
Zapytałam, czy coś zrobiłam. Ona na to, że nie zrobiłam nic złego, tylko chce mi pomóc. Zaczęłyśmy rozmawiać. Powiedziała, że dostała taką informację, że robię sobie krzywdę. Zaprzeczyłam. Kazała mi pokazać ręce. Nie mogłam tego zrobić. Nie cięłam się już ponad tydzień, ale ślady miałam. Siedziałyśmy tam przez 3 godziny. Rozmawiałyśmy długo. Właściwie rozmową tego nazwać nie można, bo ja nic nie powiedziałam przez całe 3 godziny. Na koniec ona zaproponowała, że jak nie chcę powiedzieć, dlaczego, to ona będzie zgadywać. Zgodziłam się, bo wiedziałam, że i tak nie zgadnie. Pytała i pytała, a ja wciąż zaprzeczałam. Na koniec zapytała, czy ktoś mnie molestuje. Spojrzałam na nią, a po chwili odpowiedziałam, że nie. Pewnie zastanawia was, dlaczego od razu nie zaprzeczałam. Otóż miałam w życiu taki epizod, o którym nikomu nie powiedziałam i w jednym momencie to wszystko staneło mi przed oczami...
Następnego dnia miałam z nią zastępstwo. Nie spojrzałam jej w oczy ani razu. Kazała mi zostać po lekcji. Powiedziała, że ma do mnie sprawę. Nikogo to nie dziwiło, bo jest opiekunką samorządu, więc nikt nie pytał mnie, o co chodziło. Powiedziała, że zdecydowały z panią pedagog dać mi spokój, ale powiedziała też, że jak tylko będę miała jakiś problem, to mam do niej przyjść albo dzwonić, nawet o północy.