Niestety ale nasza ludzka natura sprawia, że bywamy nieobiektywni...na co dzień... i nie ważne czy jesteśmy nauczycielami, urzędnikami państwowymi, kierowcami tira czy panią do towarzystwa... np. dwie dziewczyny ubiorą się w taką samą sukienkę i staną obok...normalne że powiemy iż lepiej wygląda na tej, którą bardziej lubimy...nawet jeśli to nie prawda... inny przykład...mamy telefon w erze - rozgłaszamy wszem i wobec, że to najlepsza sieć...jeździmy tigrą - opel to dla nas najlepsza marka...
Tak samo w szkole... nauczyciele z raguly faworyzują uczniów którzy są grzeczni, dobrze się uczą i stanowią dla nich źrodło satysfakcji... Skupiają się na nich i w nich inwestują swój czas...nic dziwnego skoro reszta nie chce się uczyc...a przy okazji oceny poszczegolnych uczniow wplywają na ocene pracy zawodowej nauczycieli...wiec wiadomym jest, że będą oni przymykać oko na wybryki tych dobrzych uczniów zeby nie posuć jemu, a tym samym sobie statystyk... Wiadomym jest też fakt, że jaką sobie opinię wyrobisz na początku nauki....taką bedziesz miał dnia ostatniego...bo tak naprawde w szkole jedzie sie na opinii..
Nauczyeiele z pasją to rzadkość...nie ma już nauczycieli z powałania...są tacy którzy chcą mieć wolne wakacje...no i własnie to ci sfrustrowani, zmęczeni życiem osobnicy...przygnębieni, nie mogący dogadać sie z uczniami...lub gnębiący w nadziei odreagowania prywatnych stresów i braku zaspokojenia potrzeb samorealizacji...
Wiadomym jest, że trudno zachować obiektywność...a pierwsze wrażenia i doświadczenia determinują sposób postrzegania danej osoby..dlatego warto się wysilić na tyle, żeby zapracować soebie na szacunek nauczyciela...bo to daje nam wiekszy procent szans na pobłażliwe traktowanie i przymykanie oczu w razie naszych wpadek...
MOJE DOŚWIADCZENIA:
1. gdy zaczynalam nauke w licemum (w tym samym ktore skonczyl moj brat) wszyscy nauczyciele juz znali moje nazwisko..i pytali czy ja jestem siostrą tego co skończył w tamtym roku... ale do rzeczy..przykładem braku obiektywności (na moją korzyść) była nauczycielka od matematyki, ktora uczyla takze mojego brata, a poniewaz on byl z matmy świetny, pani uznala ze ja tez jestem...nie sprawdzala mojej wiedzy przy tablicy zbyt czesto...nie brala do odpowiedzi..udawala ze nie widzi jak ściągam na sprawdzianach..
2. w gimnazjum uczyłam się swietnie, a co za tym idzie 5 od gory do dolu... no a że na każdego przychodzi pora i na mnie przyszla...pewnego dnia nauczycielka od historii wziela do odpowiedzi mnie i mojego kolege, ktory nawiasem mowiac nie uczycl sie zbyt dobrze... ale tego dnia on byl przygotowany...ja nie... On odpowiedzial na 3 z 5 zadanych mu pytan...ja na 1...on dostał 2 a ja 4...