Mogłabym mieć lepsze oceny, ale w większości to się prawie wgl. nie uczę, a jak na takiego lenia jakim ja jestem uważam, że nie jest źle. Tłumaczyłam dlaczego z religii mam 4, informatyka jest głupia, nie będę się tego uczyć, bo praca w wordzie do niczego mi się nie przyda. Wstawianie jakiś głupich obrazków, tabelek, spisów treści, jak to można zrobić ręcznie, a nie używać tych różnych dziwnych opcji worda. A z polskiego... nie moja wina, że się rozpisałam na kilka stron pisząc rozprawkę, a ona mi 2 postawiła, za aktywność 2 mimo iż się nie zgłaszam na polskim tak jak reszta 23 osób, tylko 2 osoby są aktywne na lekcji. Tak poza tym to w przyszłym roku szkolnym odchodzi mi dużo przedmiotów, więc wolę popracować nad właśnie tymi przedmiotami, bo ocena z 1 klasy będzie wpisana na świadectwie z 3. A oceny z polskiego, historii, religii itp w 1 klasie mam gdzieś.
Cóż.... od lepszych ocen wolę mieć życie, swobodę, przyjemności. ;) Bo i tak ta wiedza mi się nie przyda, jest to zbędne, więc po kiego się tego uczyć? Lepiej ściągnąć. Współczuję rodziców, przewalone z takimi co mają takie ambicie, że masakra. W sumie śmieszą mnie tacy rodzice, chcą aby ich dzieci się dobrze uczyły, za oceny dają jakieś chore szlabany, jakby sami będąc nastolatkami ślęczeli cały czas nad książkami. Po prostu nie spełnili swoich marzeń, ambicji... i chcą aby ich dzieci tego dokonały. Uczymy się dla siebie, a nie dla rodziców, więc nie powinni dawać żadnych szlabanów za oceny, ani zmuszać do nauki.