Szara Rzeczywistość... Synonim słowa świat. To codzienne poranne wstawanie, szkoła/ praca, obowiązki. Swoje problemy, swoje życie. Nudne wykonywanie tych samych czynności.
Każdy zajmuje się sobą, udaje,że jest szczęśliwy żeby nie pokazywać słabości innym. Wiele osób jest samotnych. Mimo że mają znajomych, przyjaciół, żony, mężów jednak oni nie potrafią ich zrozumieć. Każdy zajmuje się sobą. Ludzie dążą do kariery, sławy - do osiągnięcia celu gubiąc przy tym inne wartości jakimi są rodzina,przyjaciele itd. Stają się jak maszyny. Wykonują tą samą czynność nie zwracając na nic uwagi. Najważniejsze staje się tylko osiągnięcie celu. Indywidualiści. Świat staje się szary przez brak uczuć,obojętność na krzywdy innych. Szara rzeczywistość to niestety codzienność. To zatracanie naprawdę ważnych wartości i uczuć dla czegoś mniej ważnego. To zmiana ludzi,którzy stają się coraz bardziej puści. Puści wewnętrznie. To smutek,żal, cierpienie,samotność.
Wiersz Stanisława Barańczaka pt. "NN próbuje przypomnieć sobie słowa modlitwy" doskonale nadaje się Twojego pytania.
Fragment mojego opowiadania,które miało związek z tym wierszem i szarą rzeczywistością.
"Często się zastanawiam...jakie właściwie to życie ma sens, czy w ogóle ma...Codziennie budzę się z myślą,żeby przeżyć,wytrzymać jeszcze jeden świt...jeszcze jeden dzień,jeszcze jedną noc...Męczy mnie to. Męczy mnie życie. Codziennie to samo. Praca-dom , dom-praca. Szara codzienność. Niby wszystko w porządku a jednak nie potrafię cieszyć się życiem. Boję się,że w każdej chwili ktoś po mnie przyjdzie nie wiem kto. Ktoś kto zechce mnie zabić,skrzywdzić. Może,gdybym umarła byłoby łatwiej,ale to nie jest dobry sposób."
".My ludzie mamy swoje problemy,mamy pracę,dom,rodzinę...Nie ma czasu na Boga...Każdy jest zmęczony życiem,codziennymi obowiązkami. Szara codznienność. Taki jest dzisiejszy świat."
Wiersz :
Ojcze nasz, któryś jest niemy,
który nie odpowiesz na żadne wołanie,
a tylko rykiem syren co rano dajesz znać,
że świat ciągle jeszcze istnieje,
przemów:
ta dziewczyna jadąca tramwajem do pracy
w tandetnym płaszczu z trzema pierścionkami na palcach,
z resztą snu w zapuchniętych oczach,
musi usłyszeć Twój głos,
musi usłyszeć Twój głos, by się zbudzić
w ten jeszcze jeden świt.
Ojcze nasz, ktory nic nie wiesz,
ktory nie patrzysz nawet na tę ziemię,
a tylko codzienną gazetą obwieszczasz, że świat, że nasz świat,
trwa uporządkowany: spójrz,
ten mężczyzna siedzący za stołem, schylony
nad kotletem mielonym, setką wódki, płachtą
popołudniówki tłustą od sosu i druku,
musi wiedzieć, że ty także wiesz,
musi wiedzieć, że wiesz, aby przeżyć
ten jeszcze jeden dzień.
Ojcze nasz, którego nie ma,
Którego imienia nikt nawet nie wzywa
prócz dydaktycznych broszur piszących Cię z małej litery,
bo świat radzi sobie bez Ciebie,
bądź:
ten człowiek, który kładzie się spać i przelicza
wszystkie te dzisiejsze
kłamstwa, lęki, zdrady,
wszystkie hańby konieczne i usprawiedliwione
musi wierzyć, żeś jednak jest,
musi wierzyć, żeś jest, aby przespać
tę jeszcze jedną noc.