Hej.
Niestety. W ten sposób to nie działa. Na karcie, razem z doładowaniem, będzie zakodowana godzina doładowania. Będzie to jedynie dowód na to, że doładowałaś kartę PO KONTROLI. Chyba sama się domyślasz, że gdyby to działało w ten sposób, nikt by nie miał ważnego biletu, każdy doładowywał by później, może akurat się uda pojechać na gapę. Tak przy okazji, nie to żebym się czepiał, ale nie dostałaś mandatu tylko "bilet opłaty dodatkowej wraz z należnością za przejazd". Zgodnie z prawem przewozowym, roszczenia wynikające z wezwania do zapłaty za jazdę bez ważnego biletu przedawniają się po okresie jednego roku, licząc od terminu, w którym gapowicz powinien zapłacić bilet opłaty dodatkowej. Jeżeli zatem przewoźnik do tego czasu nie podejmie odpowiednich kroków, będziesz miała możliwość powołać się na zarzut przedawnienia, a tym samym uchylić się od obowiązku płacenia. Jednak przedawnienie nie oznacza, że zobowiązanie wygasło. Dłużnik nadal jest obowiązany do zaspokojenia roszczeń wierzyciela. Różnica jest taka, że w przypadku gdy tego nie uczynisz wierzyciel nie będzie miał możliwości sądowego przymuszenia Ciebie, czyli musiałabyś sama, z własnej woli zapłacić. UWAGA!!!! Gdyby doszło do sytuacji postępowania sądowego po upływie terminu przedawnienia, dłużnik sam musi się na dany zarzut powołać, gdyż sąd nie uwzględni go z urzędu, tzn. sama musisz złożyć sprzeciw, w którym wykazujesz, że dane zobowiązanie uległo przedawnieniu, a sąd dopiero wtedy (po sprawdzeniu) przychyla się do Twojego wniosku. Jeżeli jednak przewoźnik wystąpił do sądu z pozwem przed upływem rocznego terminu, to przedawnienie nie będzie miało miejsca. W takim przypadku dojdzie do przerwania biegu przedawnienia. Zatem podniesienie takiego zarzutu nie będzie skuteczne nawet wtedy, gdy samo orzeczenie sądu nastąpi po upływie roku. Bieg przedawnienia zostanie przerwany również wtedy, gdy dłużnik uzna roszczenie wierzyciela, np. składając podanie o rozłożenie zapłaty na raty. Aha, jeszcze jedna uwaga. W polskim prawie przedawnienie następuje dopiero od 1 dnia roku następującego po roku w którym zobowiązanie ulega przedawnieniu, nieważne czy było to 1 stycznia, czy 31 grudnia. Wiem, brzmi to dziwnie i zupełnie bezsensu, wyjaśnię Ci to na Twoim przykładzie. Co prawda nie wiem kiedy była ta kontrola, ale zakładam, że pewnie niedawno. Przeważnie na zapłacenie kary masz 7 dni, więc po upływie tygodnia od wystawienia zaczyna liczyć się okres potrzebny do przedawnienia. Przyjmując, że było to 23 maja 2012 roku, termin zapłaty przypada na 30 maja 2012 roku i od tego momentu liczy się rok. Z tego wynika, że 30 maja 2013 roku nastąpiło by przedawnienie, jednak tak jak wcześniej wspomniałem, FAKTYCZNE przedawnienie następuje od 1 dnia roku następnego, czyli w Twoim przypadku będzie to 01 stycznia 2014 roku. Nie ma tu znaczenia, czy dostałaś "mandat" w styczniu czy w grudniu i tak musisz czekać do końca roku. Oczywiście chyba nie muszę pisać, że jeśli sprawa trafi do sądu przed terminem przedawnienia, Twoje zobowiązanie będzie kilka razy większe od początkowego. Dojdą odsetki, koszty postępowania, oraz inne wykazane przez wierzyciela, a zaakceptowane przez sąd. Pewnie, że czasem zdarza się, że przewoźnik ma taki bałagan w papierach, albo tylu dłużników, że Twój mandat może się gdzieś zapodziać, ale raczej nie liczyłbym na to. O wiele większe prawdopodobieństwo będzie, że przypomną sobie o Tobie na czas.
Pozdro.