Tak. Choć raczej nie pyta nikt tak z buta o numer. Raz jeden facet spytał, ale odmówiłam, ale za to z jakimś komplementem zagadywana jestem niesamowicie często. Czasami ktoś pyta, czy nie mam chłopaka. Wówczas odpowiadam, że mam, więc o numer wiadomo, że już nikt nie pyta. Aczkolwiek wynika to zagadywanie mnie z szalenie ciekawego fenomenu. :D Otóż najczęściej (tak 80%) zagadują mnie Azjaci (mieszkam w dużej europejskiej metropolii, więc sporo tu imigrantów czy turystów z całego świata) i zastanawiało mnie to, bo żadnym moim koleżankom się to nie zdarza ze strony właśne Żółtych, którzy przecież w etykiecie mają, by do obcych w miejscach publicznych nie rozmawiać, aż kiedyś jeden miły pan z Korei wytłumaczył mi (zaraz po tym jak i jemu dałam kosza :P), że jestem idealnym odzwierciedleniem azjatyckiego (głównie koreańskiego) kanonu urody. Wyłożył wszystkie dokładne cechy, idealne wg nich proporcje twarzy i ciała kończąc puentą, że własnie ja mam to wszystko na raz, co jest w naturze żadkie (a trzeba wiedzieć, że oni w tej kwestii nie myślą obiektywnie, jak my, tzn. że mogą być ładne i dziewczyny i z takimi oczami i z takimi, tylko twardo tymi swoimi zasadami). Dodał też, że sprawiam wrażenie sympatycznej przez swój słodki styl i częste uśmiechanie się, więc jestem często zagadywana. :P Aczkolwiek nie spotykam się z chamskimi podrywami w stylu ''Hej, niezła z ciebie laska!'', gwizdaniem czy broń boże łapaniem za tyłek, bo nie jestem w typie takich imprezujących typków co to chcieliby tylko zaliczyć jak najwięcej dziewczyn. Nie jestem opalona, rysy twarzy mam dziewczęce, sylwetkę mam w prawdzie dość wysportowaną, ale nie mam biustu w rozmiarze DD niestety albo stety :P itd.) więc tacy mnie ignorują. Zamiast tego najczęściej słyszę: ''Przepraszam, że przeszkadzam, ale jak pięknie pani wygląda.:)''.
A co do sytuacji - strasznie żenująca była tydzień temu w sobotę, kiedy to w pracy (chodzę do liceum, ale w weekendy sobie dorabiam pomagając w biurze) tego razu był też dwudziestoparoletni facet, którego wcześniej nie miałam okazji poznać, bo nie przychodził na dodatkowe godziny w weekendy.Widziałam, że zerkał i się domyśliłam, że mu się spodobałam. W końcu gdy w kuchni robiłam kawę coby zanieść zakopanym w papierach moim wszystkim szefom, przylazł i chciał jakoś zagadać, ale totalnie nie miał pomysłu jak, więc wydukał: ''Um, nie wiesz może... Gdzie tu są szklanki?''. Na co ja podnoszę wzrok, a że koleś był naprawdę przystojny i trochę mnie zaskoczył, jakoś nie mogłam sobie przez pierwsze kilka parę sekund przypomieć, o co on właśnie zapytał i zaczęłam serię jakichś ''eee'', na co koleżanka otwiera szafkę i mówi ''O tutaj są.'' Już sięgnęła, żeby mu dać, ale koleś w ogóle tego nie zarejestrował (tak przytomny był jak i ja). Ja w końcu: ''Wybacz, nie zrozumiałam, co powiedziałeś. Czego sobie życzysz?'' na co koleś ponawia pytanie, a koleżanka stoi z tą szklanką, w końcu zrezygnowała i wsadziła ją ponownie do tej szafki, a ja się dopiero ''obudziłam'' i mogłam gadać. XDDD Koleżanka miała kupę śmiechu (no bo kto nie wie, gdzie są kubki w jego biurze. :PP Po prostu chciał coś powiedzieć, a strzelił koszmaną gafę :P), stwierdziła, że jej się przez te parę sekund obustronnego ''eee yyy uuum'' i gapienia na siebie nawzajem śpiewało w głowie ''Caaan you feeeel the love toniiight!'' ja spaliłam buraka, facet spalił buraka... ;P
Acz nie dałabym oczywiście tego numeru żadnemu, bo mam już swojego ukochanego chłopaka. :) Jednak gdy ktoś jest miły, również odpowiadam w miły sposób.