Dzisiaj uciekł mi pies. Od kiedy zrobiło się...
S
SweetMadzia6913.4k pkt
3.6k wyświetleń
ciepło, suki mają chyba cieczki, że go tak ciągnie, jak w zimę nie przepadał za wychodzeniem na dwór, tak teraz chodził i piszczał, że chce na dwór, jak go się wypuściło robił dziury w siatce, żeby tylko wyjść na ulice, zazwyczaj po jakimś czasie, gdy się skapnęłam, że go nie ma, szłam go szukać i zazwyczaj znajdowałam, bo latał po ulicach pobocznych, blisko mojej ulicy, a ostatnio to sam wracał i stał pod furtką i czekał, aż go się wpuści, jak już się zmęczył bieganiem. Dzisiaj pierwszy raz wyszedł na ulicę ok. 9-10, jak po 10 jechałam z mamą i wujkiem na cmentarz to go zobaczyliśmy, akurat wtedy to nawet nie wiedziałam, że uciekł, myślałam że jest w domu. Złapaliśmy go i odwieźliśmy do domu, później leżał i spał, gdyby nie to, że przyszła sąsiadka i on razem z nią wyszedł na podwórko i musiał wtedy wyjść na ulice, to było ok. 12, niedługo po tym ogarnęłam, że go nie ma, no to poszłam go szukać tak jak zawsze tymi ulicami gdzie on mógłby przebywać, nie było go nigdzie, więc wróciłam do domu, zostawiłam uchyloną furtkę, bo czasem wlatywał do domu jak była otwarta furtka, poszłam z mamą do kościoła ze święconką, wróciłam i myślałam, że wrócił, a go nadal nie było, więc znowu poszłam go szukać, bez skutków, później pojechałam na zakupy z rodzicami, jak wróciłam to go nadal nie było, popytaliśmy sąsiadów czy go widzieli, jedna powiedziała, że widziała podobnego pieska do niego gdzieś tam trochę dalej po drugiej stronie ulicy, ale to nie możliwe, żeby on tak daleko poleciał, bo żeby tam się znalazł to musiałaby przelecieć przez trasę, gdzie z jednej strony są dwa pasy i z drugiej też, czyli razem cztery, ta ulica jest bardzo ruchliwa, więc prędzej wpadłby pod samochód niż przeleciał na drugą stronę ulicy, ale ok. pojechałam z rodzicami go tam szukać, nie znaleźliśmy go, więc mój tata powiedział, że nie będziemy jeździć i go szukać, bo i tak nie znajdziemy. On jest taki dość nie ufny co do obcych ludzi, więc raczej nie dałby się złapać komuś obcemu, bo nawet jak przy mnie chce go pogłaskać ktoś kogo on widzi pierwszy raz na oczy to piszczy i się chowa za kogoś z rodziny. Na jedzenie też się nie daje zwabić obcym, bo kiedyś to wypróbowaliśmy. Nigdy nie było go aż tyle w domu, zawsze jak zwiał to na kilka godzin, a dzisiaj od 12 do teraz go nie ma. Nie wiem może gdzieś za daleko pobiegł, zgubił się i teraz nie może trafić, albo wszedł komuś na podwórko, bo on tak potrafił, jak była brama otwarta u kogoś, czy nawet jakaś mała szpara w bramie, pod bramą, on jest taki mały, chudy, więc zmieści się w każdą dziurę. I w taki sposób może ktoś go zwabił. Sąsiada pies jak poszedł to dopiero po 3 dniach się znalazł, ktoś go im przyniósł, a oni już zdążyli kupić następnego. Ale ja mojego psa miałam zbyt dużo czasu, żeby już go wymienić na następnego, przeżyłabym to jakby ktoś go wziął do siebie, ale nie to jakby go samochód potrącił. Jak kiedyś miałam takiego głupiego kundla, który non stop mi uciekał, ale wracała sam, aż pewnego dnia wyszedł i nie wrócił, nawet go mi nie było szkoda, ale tego tak, bo po 1 to rasowy pies, po 2 był bardzo mądry, rozumiał słowem co się do niego mówiło, nie wiem czy następnego psa bym tak samo nauczyła, po 3 moi rodzica wydali na niego hajs, po 4 tyle się nim opiekowałam, jak miał jakąś tam grypę co weternarz myślał, że z tego nie wyjdzie, codziennie chodziłam z nim i weterynarz wstrzykiwał mu zastrzyk, bo w żaden inny sposób nie chciał przyjmować antybiotyku.
Jutro planuje napisać i rozwiesić ogłoszenia, ale nie wiem czy to coś może zadziałać, jeśli nie mam jego zdjęcia, znaczy mamy, ale nie mam toneru w drukarce, więc go nie wydrukuję, a jutro święto, więc nigdzie go nie wywołam, ani nic. Jeżeli napiszę kiedy zginął, około której godziny, jak wyglądał, miał charakterystyczną zieloną obrożę na szyi to to coś pomoże? I czy to prawda jak się nie chodzi z psem na spacery, a on poleci gdzieś daleko, gdzie jeszcze nie było to może się zgubić i nie trafić do domu?
Jutro planuje napisać i rozwiesić ogłoszenia, ale nie wiem czy to coś może zadziałać, jeśli nie mam jego zdjęcia, znaczy mamy, ale nie mam toneru w drukarce, więc go nie wydrukuję, a jutro święto, więc nigdzie go nie wywołam, ani nic. Jeżeli napiszę kiedy zginął, około której godziny, jak wyglądał, miał charakterystyczną zieloną obrożę na szyi to to coś pomoże? I czy to prawda jak się nie chodzi z psem na spacery, a on poleci gdzieś daleko, gdzie jeszcze nie było to może się zgubić i nie trafić do domu?