Przejdź do treści głównej

Gdyby wybuchł wulkan w waszym mieście albo...

N
Naami3.9k pkt
809 wyświetleń
przeszłoby tornado (lub inna katastroficzna rzecz), walczylibyście o życie czy pozwolilibyście sobie umrzeć? Mówię tu o naprawdę katastroficznych sytuacjach, co bardzo trudno przetrwać.

13 odpowiedzi

Najlepsza odpowiedź
Pewnie bym próbowała uciekać. Instynkt. I pewnie próbowałabym uratować swoich bliskich. W miarę możliwości oczywiście. Ale jeśli wiedziałabym, że nie mam szans, to chyba bym się poddała. Trudno mi teraz powiedzieć. Mogę się domyślać, co bym zrobiła, ale jeśli do tego by doszło, to nie wiem, jak bym się zachowała.
Pozdrawiam ;)
5
M

mysiaa39

14 lat temu

Ludzie, ja tu podałam przykłady. Wszystko może się zdarzyć, chociażby katastrofa lotnicza.
24
N

Naami

14 lat temu

@DEXTERmściciel : Nie była to ogólna dygresyjna refleksja, lecz odniesienie do użytkowników poniżej.
Urzędując na stronie prawie dwa lata, miałem czas by spostrzec najczęstsze powody Waszych zmartwień (bardzo charakterystyczne dla okresu adolescencji), ponadto w mojej okolicy mieni się od liczby potencjalnych, jak i tych spełnionych samobójców.
Przeważnie słysząc "dołek" z ust młodocianych ludzi słyszę, rzuciła mnie moja "miłość" którą nad życie kochałem, czy kochałam i czy naprawdę w momencie znalezienia się w sytuacji w której zagrożone byłoby życie, ten argument okazałby się kluczowym argumentem, który przesądziłby o Waszym losie?

Dzieciaki mają tak mało poświęcanej uwagi w domu, że za wszelką cenę próbują scentralizować czyjąś uwagę na ich osobie i problemach jakie mają - to takie pośrednie wołanie o pomoc, a młodzież by takową uwagę zwrócić jest wstanie posunąć się nawet do autoagresji za którą ciągnie się długi szereg przeciwwskazań zdrowotnych jak i moralnych.
Nie chodzi mi o nic więcej, aniżeli o niedostrzeganie wartości ludzkiego bytu.
Czy naprawdę owe społeczeństwo rozwija się w dobrym kierunku?
13
K

kozi12

14 lat temu

Jesteście młodocianymi ludźmi, reagującymi dość nie przemyślanie i impulsywnie, ze względu na Wasz emocjonalny rozwój.
Najprawdopodobniej nie zaznaliście prawdziwego zmartwienia, a kreujecie i wyolbrzymiacie swoje problemy do kuriozalnych formatów; zalecam wolontariat w hospicjum, wtedy w Waszych umysłach zrodzą się dogłębne przemyślenia oparte o niepowtarzalną wartość życia.
Myślę, że miłość szczególnie młodzieńcza, która charakteryzuję się przelotnym i niestabilnym uczuciem jest błahym powodem do rozmyślania nad swoim bytem..
Wiecie na czym polega największy Wasz problem?
Na tym, iż nie potraficie się cieszyć z "małych" rzeczy ... Czy ktokolwiek z Was kiedyś cieszył się z tego, że ma dwie ręce, dwie nogi ? Uświadomcie sobie, że są osoby, które oddałyby wszystko co mają najcenniejszego, za to by być tacy jak Wy.
6
K

kozi12

14 lat temu

hmmm, to się u mnie w mojej miejscowości nie wydarzy. ;) a szkoda, może w tv bym była.;] pewnie, że bym walczyłaaa.;D
6
E

ewa13963

14 lat temu

no pewnie że bym walczyła o życie !
4
M

Meegie

14 lat temu

DEXTERmściciel: "kiedys tak nie bylo, ale od kiedy zycie traktowac zaczyna mnie okrutnie, zaczynam doceniac zycie"
Uwidocznienie prawdy, że człowiek zaczyna dostrzegać wartość życia, wówczas, kiedy znajduję się na jego skraju.
0
K

kozi12

14 lat temu

Instynktownie próbowałbym się utrzymać przy życiu, lecz w pierwszej kolejności wybawiłbym osoby, które nie mogłyby uratować się same (szczególnie małe pociechy ), a dopiero zaś zadbałbym o swoje zdrowie, czy życie.
Świadomość faktu, iż na moich oczach mnóstwo niezawinionych osób w tym małe dzieci utraciło życie, doprowadziłoby mą osobę do obłędu psychicznego i w końcowym rezultacie do zakończenie swej męki.
Natomiast nie wiem jak by sobie poradziło z faktem mojej śmierci dziecko 5 letnie, które jest moim napędem do dalszego działania.
0
K

kozi12

14 lat temu

Ratować TAK, walczyć NIE - czasem po prostu miarą wielkości człowieka jest to że wie kiedy odpuścić (podobnie uczynił Karol Wojtyła vel Jan Paweł II).
-1
D

Docandi

14 lat temu

@DEXTERmściciel
Ty naprawdę nie wiesz o co mi chodzi, czy tylko udajesz takiego mało ogarniętego?
Zadałam pytanie dotyczące katastroficznych wypadków, zdarzeń w których walka o życie jest bardzo trudna. Podałam kilka przykładów. Rozumiesz?
-6
N

Naami

14 lat temu

zależy w jakim sensie. jeśli miałabym się poświęcić żeby uratować np. kogoś z rodziny to tak.
-7
D

deal

14 lat temu

Zdecydowanie walczyłabym o życie.
-21
K

kradzionemaarzenia

14 lat temu

to zależało by od mojego stanu duchowego i podejścia do życia czy bym bardzo cierpiał czy nie. Obecnie nie mam doła i gdyby mnie np cos przygniotło to bym sie ratował. Ale zazwyczaj ludzie w takich ciężkich sytuacjach już nie wieżą w siebie ból ich ogranicza i po prostu chcą umrzeć...
-30
K

kolczasty456

14 lat temu