Hej. Nie potrafię zrozumieć byłego chłopaka....
S
Sylwia1993130 pkt
742 wyświetlenia
Dlatego chciałabym poczytać opinii osób postronnych.:) Może wy mi pomożecie zrozumieć jego zachowanie. :)
Więc zacznę od początku. Ja mam 22 lata, a on 25. Poznaliśmy się na początku roku 2014, i po miesiącu spotykania, w dzień w dzień, doszliśmy do wniosku że będziemy razem. Przez pierwsze pół roku było wspaniale, on się starał, ja również, widywaliśmy się codziennie, przyjeżdżałam do niego na każdy weekend. Potem u niego wynikła taka sytuacja, że musiał się wyprowadzić z domu rodzinnego, gdyż jego babcia zmarła, a mieszkanie miało zostać sprzedane. Więc pomyślałam, by się wprowadził do mnie, ja natomiast mieszkam z rodzicami, i po długich przekonywaniach się zgodził. Przez pierwsze 3 miesiące nawet dobrze nam się mieszkało, wspólne wycieczki, wyjścia, oglądanie filmów co wieczór. W pewnym momencie on zdecydował, że zrezygnuje z pracy, by zrobić kurs na spawacza, by lepiej zarabiać, i w sumie od tam tego momentu już nic się tak nie układało, on stale w domu, ja stale w domu, jeszcze moja mama z którą się często kłócę, a potem swoją złość zaczełam wyładowywać na nim. I tak minęły 3 miesiące ostanie, w kłótniach, w robieniu sobie po złości, miałam wrażenie że już mu nie zależy, więc w końcu dałam mu ultimatum by się określił co do swoich uczuć, bo jeżeli nic nie czuje to nie ma sensu( chciałam go poruszyć, a nie rozstawać się z nim). On następnego dnia powiedział, że mam rację, że jego uczucie wygasło, że to już od dawna się w nim działo, że już nie chcę ze mną być, bo był tylko z przyzwyczajenia ze mną, z przywiązania a to za mało. Mieszkał ze mną jeszcze przez 2 tygodnie, i robił mi wodę z mózgu, bo to co mówił podczas zerwania nie było adekwatne do jego zachowania. Więc zaczełam się starać o niego, prosić by dał nam jeszcze szansę, że to przez to że mieszkaliśmy z moimi rodzicami się kłóciliśmy itp. A on powiedział, że nie, że on wie że nawet gdyby dał nam szansę i było by tak jak kiedyś to nic by to nie zmieniło, bo on nie chce ze mną być. Gdy się wyprowadził, to jeszcze przez 5 dni się starałam z nim rozmawiać itp, ale w końcu zrezygnowałam, i przestałam pisać, odzywać się. Minęło dwa dni, i przyjechał, z pytaniem czy moja propozycja jest dalej aktualna, bo przez te kłótnie wydawało mu się tylko ze mu nie zależy, ale jednak zależy i chcę spróbować. Po dłuższej rozmowie powiedziałam że dobrze dajmy sobie tą szansę, prosząc go o to by, nie było tak że jak się raz pokłócimy to znowu będzie ta sama gadka i zerwanie, i że jak wyjedzie za granicę to również by nie było tak, że wróci i powie że jednak to nie ma sensu, powiedział że tak nie będzie. No i przez kolejne 8 dni było fajnie, starałam się, ale miałam wrażenie że tylko ja się staram, aż w końcu się pokłóciliśmy i on znowu, że mu zależy ale on nie może ze mną być, bo to jednak nie jest to, i że przez pierwszą dziewczynę z którą był, już mu tak pozostało, że mnie przeprasza, że mógł nie przyjeżdżać i nie pytać czy damy sobie szansę, bo tylko wprowadził nie potrzebne zamieszanie (może i to był tylko impuls, bo zaczął tęsknić, i doszedł do wniosku że to pochopna decyzja była z jego strony) itp. Poczułam się oszukana, bo po co przyjechał po 3 tygodniach jak nie byliśmy razem. Wtedy nie mógł tego stwierdzić nie będąc ze mną, że to nie jest to?, przecież już wtedy mówił, że wie czego chcę i że jego uczucie wygasło. W ogóle wydaję mi się, że on sam nie wie czego chcę, ale mi się tak tylko wydaję.. Co o tym sądzicie? mi ogólnie na nim zależy, wiem że to ja bardziej doprowadziłam do rozpadu związku, bo on się starał gdy mieszkaliśmy razem, to ja miałam ciągłe pretensje do niego.. Myślicie, że już nie wróci? Czy znowu podjął pochopnie decyzję przez to że się pokłóciliśmy?.. chociaż teraz powiedział, że to nie chodzi o tą kłótnię, ale wtedy gdy zerwał mówiąc że uczucie wygasło, też mówił że to nie chodzi o kłótnie.. więc? nie potrafię go zrozumieć.. ;(
Więc zacznę od początku. Ja mam 22 lata, a on 25. Poznaliśmy się na początku roku 2014, i po miesiącu spotykania, w dzień w dzień, doszliśmy do wniosku że będziemy razem. Przez pierwsze pół roku było wspaniale, on się starał, ja również, widywaliśmy się codziennie, przyjeżdżałam do niego na każdy weekend. Potem u niego wynikła taka sytuacja, że musiał się wyprowadzić z domu rodzinnego, gdyż jego babcia zmarła, a mieszkanie miało zostać sprzedane. Więc pomyślałam, by się wprowadził do mnie, ja natomiast mieszkam z rodzicami, i po długich przekonywaniach się zgodził. Przez pierwsze 3 miesiące nawet dobrze nam się mieszkało, wspólne wycieczki, wyjścia, oglądanie filmów co wieczór. W pewnym momencie on zdecydował, że zrezygnuje z pracy, by zrobić kurs na spawacza, by lepiej zarabiać, i w sumie od tam tego momentu już nic się tak nie układało, on stale w domu, ja stale w domu, jeszcze moja mama z którą się często kłócę, a potem swoją złość zaczełam wyładowywać na nim. I tak minęły 3 miesiące ostanie, w kłótniach, w robieniu sobie po złości, miałam wrażenie że już mu nie zależy, więc w końcu dałam mu ultimatum by się określił co do swoich uczuć, bo jeżeli nic nie czuje to nie ma sensu( chciałam go poruszyć, a nie rozstawać się z nim). On następnego dnia powiedział, że mam rację, że jego uczucie wygasło, że to już od dawna się w nim działo, że już nie chcę ze mną być, bo był tylko z przyzwyczajenia ze mną, z przywiązania a to za mało. Mieszkał ze mną jeszcze przez 2 tygodnie, i robił mi wodę z mózgu, bo to co mówił podczas zerwania nie było adekwatne do jego zachowania. Więc zaczełam się starać o niego, prosić by dał nam jeszcze szansę, że to przez to że mieszkaliśmy z moimi rodzicami się kłóciliśmy itp. A on powiedział, że nie, że on wie że nawet gdyby dał nam szansę i było by tak jak kiedyś to nic by to nie zmieniło, bo on nie chce ze mną być. Gdy się wyprowadził, to jeszcze przez 5 dni się starałam z nim rozmawiać itp, ale w końcu zrezygnowałam, i przestałam pisać, odzywać się. Minęło dwa dni, i przyjechał, z pytaniem czy moja propozycja jest dalej aktualna, bo przez te kłótnie wydawało mu się tylko ze mu nie zależy, ale jednak zależy i chcę spróbować. Po dłuższej rozmowie powiedziałam że dobrze dajmy sobie tą szansę, prosząc go o to by, nie było tak że jak się raz pokłócimy to znowu będzie ta sama gadka i zerwanie, i że jak wyjedzie za granicę to również by nie było tak, że wróci i powie że jednak to nie ma sensu, powiedział że tak nie będzie. No i przez kolejne 8 dni było fajnie, starałam się, ale miałam wrażenie że tylko ja się staram, aż w końcu się pokłóciliśmy i on znowu, że mu zależy ale on nie może ze mną być, bo to jednak nie jest to, i że przez pierwszą dziewczynę z którą był, już mu tak pozostało, że mnie przeprasza, że mógł nie przyjeżdżać i nie pytać czy damy sobie szansę, bo tylko wprowadził nie potrzebne zamieszanie (może i to był tylko impuls, bo zaczął tęsknić, i doszedł do wniosku że to pochopna decyzja była z jego strony) itp. Poczułam się oszukana, bo po co przyjechał po 3 tygodniach jak nie byliśmy razem. Wtedy nie mógł tego stwierdzić nie będąc ze mną, że to nie jest to?, przecież już wtedy mówił, że wie czego chcę i że jego uczucie wygasło. W ogóle wydaję mi się, że on sam nie wie czego chcę, ale mi się tak tylko wydaję.. Co o tym sądzicie? mi ogólnie na nim zależy, wiem że to ja bardziej doprowadziłam do rozpadu związku, bo on się starał gdy mieszkaliśmy razem, to ja miałam ciągłe pretensje do niego.. Myślicie, że już nie wróci? Czy znowu podjął pochopnie decyzję przez to że się pokłóciliśmy?.. chociaż teraz powiedział, że to nie chodzi o tą kłótnię, ale wtedy gdy zerwał mówiąc że uczucie wygasło, też mówił że to nie chodzi o kłótnie.. więc? nie potrafię go zrozumieć.. ;(