Hej, ostatnio w moim związku zaczęło się...
X
xfgbzv106 pkt
980 wyświetleń
robić....niezbyt fajnie. Myślę, że tak to mogę określić. Rozmowy zaczynam zawsze ja, gdybym nie napisała-w ogóle byśmy pewnie nie gadali. Zrobiłam już tak 2 razy, że się po prostu nie odzywałam i tak jak myślałam, mój chłopak się nie odzywał. Ale oczywiście znalazł na to wytłumaczenie.
Dziś rano już nie wytrzymałam z tego całego stresu i spytałam go czemu się do mnie nie odzywa i czemu to w 99% przypadków to ja muszę go ciągnąć za język, tylko żeby z nim porozmawiać. Nawet o pierdołach. Stwierdził, że potrzebował ostatnio (2-3tyg) czasu na swoje sprawy i rozmyślenia. W sumie mnie to trochę wkurzyło, bo codziennie gdzieś łaził z kolegami, albo na jakies 18stki i raczej nie był skory, żeby sobie "rozmyślać" (dodam ze to związek na odległosc 180km). Dyskusja doszła do tego, że on sie boi ze mnie w przyszłości zrani. Spytałam czy może rozwinąć- powiedział, że chodzi o to, że gdyby jego 3 przyjaciele (w tym jedna przyjaciółka z tego co wiem, ale tomało znaczące) potrzebowali czegoś (od niego, pomocy itd) to w pierwszej kolejności pomógłby im, w sensie ze zwiazek by sie wtedy dla niego nie liczyl. To zrozumialam,w sumie normalne. Spytalam po tym, co by zrobił gdyby potrzeby moje i jego przyjaciol byly na "tym samym poziomie" (podobny priorytet, powaga sprawy), odpowiedzial ze wlasnie tego sie boi, bo nie wiedzialby co zrobic ale w ostatecznosci najpierw pomoglby przyjaciolom. (na koniec rozmowy wyszedl taki wniosek, ze zwiazek jest na nizszym poziomie priorytetowości niż przyjaciele). I tu moje pytanie: czy to normalne? Czuję sie tym strasznie przytłoczona, bo to tak jakbym nie mogła na niego liczyć. Proszę pomóżcie.
Dziś rano już nie wytrzymałam z tego całego stresu i spytałam go czemu się do mnie nie odzywa i czemu to w 99% przypadków to ja muszę go ciągnąć za język, tylko żeby z nim porozmawiać. Nawet o pierdołach. Stwierdził, że potrzebował ostatnio (2-3tyg) czasu na swoje sprawy i rozmyślenia. W sumie mnie to trochę wkurzyło, bo codziennie gdzieś łaził z kolegami, albo na jakies 18stki i raczej nie był skory, żeby sobie "rozmyślać" (dodam ze to związek na odległosc 180km). Dyskusja doszła do tego, że on sie boi ze mnie w przyszłości zrani. Spytałam czy może rozwinąć- powiedział, że chodzi o to, że gdyby jego 3 przyjaciele (w tym jedna przyjaciółka z tego co wiem, ale tomało znaczące) potrzebowali czegoś (od niego, pomocy itd) to w pierwszej kolejności pomógłby im, w sensie ze zwiazek by sie wtedy dla niego nie liczyl. To zrozumialam,w sumie normalne. Spytalam po tym, co by zrobił gdyby potrzeby moje i jego przyjaciol byly na "tym samym poziomie" (podobny priorytet, powaga sprawy), odpowiedzial ze wlasnie tego sie boi, bo nie wiedzialby co zrobic ale w ostatecznosci najpierw pomoglby przyjaciolom. (na koniec rozmowy wyszedl taki wniosek, ze zwiazek jest na nizszym poziomie priorytetowości niż przyjaciele). I tu moje pytanie: czy to normalne? Czuję sie tym strasznie przytłoczona, bo to tak jakbym nie mogła na niego liczyć. Proszę pomóżcie.