Hej. To będzie dość długie ale bardzo bym...
U
USia89342 pkt
560 wyświetleń
chciała żeby któs inny z innej perspektywy powiedział mi jak wygląda ta moja sytuacja. No to tak ogólnie jestem z moim chłopakiem od 1,5 roku poznaliśmy się przez internet, po 3 mieściącach pisania spotykaliśmy się pierwszy raz (ja mieszkam za granicą, a on pracował, dlatego tyle czasu upłynęło). Spotkaliśmy się w Polsce, nie wspominamy w sumie tego spotkania zbyt dobrze była krępująca atmosfera, on jest mega nieśmiały, mało mówi ogólnie ja musiałam go "ciągnąć za język" on się non stop czerwienił do tego ja pierwsza go załapałam za rękę bo widać było że on chciał, ale się kręopował. Mimo to spotkaliśmy się na dniach znowu i było już ok dałam mu na koniec nawet buzi w usta. Potem już długo się nie spotykaliśmy nie było jak ja wróciłam za granicę do domu a on znowu pracował podróżując po Europie był kierowcą. Gdzieś w lipcu się spotkaliśmy jeszcze on do mnie przyjechał i potem w sierpniu na wakacje znowu pojechałam do Polski i się z nim widywałam parę razy było miło ogólnie. Pod koniec października on postanowił że chce być blisko mnie i wypowadził się za granicę 200 km ode mnie. Przyjeżdżał do mnie pociągiem i moi rodzice go poznali szczerze mówiąc nie byli nim zachwyceni jest on z biednej rodziny mi to oczywiście nie przeszkadzało nigdy. W lutym tego roku mój chłopak za pomocą mojej mamy dostał pracę 15 km ode mnie i tak widujemy się prawie codziennie. Wszystko może wydawać się całkiem spoko. Jak wspomniałam wcześniej mój chłopak jest z biednej rodziny i nie było w jego domu za dużo miłości. Jego mama go biła, zostawiła go i jego rodzeństo gdy byli nastolatkami ojciec alkoholik ogólnie masakra. To odbiło się na moim chłopaku tym że jest on o mnie mega zazdrosny a jednocześnie jest on też czasem tak dziecinny że mnie to rozwala już. On lubi oglądać zabawki w sklepie jakieś pistolety i inne masakra ma 22 lata. Potrafi obrazić się na mnie bo nie odpisałam od razu tylko po 3 minutach, potrafi się w sumie obrazić nawet za to że ja pojechałam gdzieś i nie mam tam zasięgu jakby to była moja wina. W sumie jak gdzieś jadę bez niego muszę muszę po prostu z nim całym czas być w kontakcie bo strzeli Focha powie mi że się dla mnie nie liczy, nie on już nie będzie przeszkadzał, że nie jest dla mnie najważniejszy. Masakra jakaś strasznie mnie to dobija nie mam przez niego już nawet ochoty gdzie kolwiek jechać, a za to jak jadę z nim gdzieś to marudzi. Potrafi być zazdrosny o wszystko i o każdego. Nie chce nawet z nim mówić o kolegach bo od razy by się zaczęło "mmm ciekawe kto to, przyjaźnicie się bardzo widzę....". Nie jest on też taki żeby się dla mnie postarał coś zrobić np zabrać mnie gdzieś czy coś. Z jednej strony bardzo go kocham i bardzo się z nim związałam przez ten czas, ale z drugiej on mnie tak strasznie dobija swoim zachowaniem one jest już męczące, może coś mi poradzicie co zrobić żeby on trochę wydoroślał, czasem mam nawet wrażenie że on nie jest całkiem dojrzały na związek. Wybaczcie, że to takie długie ale musiałam się wygadać.