{+} Hej, to właśnie jest pierwsza część...
N
nelly473 pkt
791 wyświetleń
mojego opowiadania. :) Tak mnie jakoś natchnęło i naskrobałam wczoraj wieczorkiem. Historia będzie oparta w większości na faktach. Póki co nie mam tytułu, więc liczę na wasze propozycje, może któryś akurat będzie pasował.
- Co Ty tu robisz?! – gwałtownie rozbudzona usiadłam na łóżku.
Moja twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od ust jakiegoś chłopaka. Tym chłopakiem okazał się… Konrad. Wstrzymałam oddech, a on uśmiechnął się do mnie szelmowsko. Spojrzałam ukradkiem na zegarek. Co on robi w moim pokoju o czwartej nad ranem? Jeśli dziewczyny się obudzą, albo co gorsza opiekunowie obozu (mający pokój tuż naprzeciwko mojego i moich przyjaciółek)… Zerknęłam nerwowo na drzwi.
– Słuchaj, to chyba nie jest odpowiednia pora na odwiedziny… Jeśli ktokolwiek zobaczy, że jesteś o tej porze poza pokojem, w dodatku u dziewczyn, to masz przechlapane! – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Nikt nas nie przyłapie, jeśli tylko będziemy cicho. Ubierz się szybko. – spojrzał z kpiną na moją przykrótką koszulę nocną i nagle poczułam się zażenowana. Jak ta sytuacja musi wyglądać z boku…?!
Ale nic nie odpowiedziałam tylko wyjęłam z walizki moje ulubione ciemne rurki i ciepły sweter. Mimo tego, że to obóz letni - noce były nieprzyzwoicie chłodne. Weszłam do naszej ciasnej łazienki i szybko się przebrałam myśląc jednocześnie co Konrad może robić w moim pokoju o tej porze? I gdzie my w ogóle idziemy? Na kilka chwil znów sparaliżował mnie strach na myśl o tym, co z nami zrobią, gdy nas złapią. Ale postanawiam zaryzykować. W końcu czego się nie robi dla chłopaka, w którym się podkochuje od paru miesięcy? Uśmiecham się w duchu i po omacku szukam mojej gumy miętowej, która kilka chwil przedtem mi wypadła. „Cokolwiek on planuje, muszę być przygotowana na opcję marzeń!” – śmieje się sama z siebie. Z zamyślenia wyrywa mnie donośny szept Konrada. Przyglądam się w lustrze po raz ostatni, biorę głęboki wdech i wychodzę. Ku mojemu zdziwieniu Konrad idzie w stronę parapetu. Patrzę na niego zdzwiona, ale w końcu przychodzi mi na myśl, że przecież nie możemy sobie tak po prostu razem wyjść na korytarz i tamtędy przejść, bo trenerzy mają pokój vis a vis. Z westchnieniem zmieniam kierunek i wychodzimy razem przez okno. Uśmiecha się do mnie i łapie moją rękę. Nogi mi drżą, a serce bije tak mocno, że jestem pewna, że słychać je kilka kilometrów dalej, ale posłusznie biegnę dalej. Po minucie zbieram się na odwagę i pytam gdzie biegniemy.
- Nad jezioro. – odpowiada krótko Konrad i kwituje moją zaskoczoną minę śmiechem. Szybko się otrząsam, żeby nie odczytał na mojej twarzy żadnych więcej emocji. Obiecuję też sobie, że teraz będę się pilnowała dokładnie.
Po kilku minutach docieramy nad jezioro. Co prawda jest ono jakieś pół kilometra od naszego ośrodka, ale nie biegliśmy po prostej, ale okrężną drogą – w razie gdyby trenerowi zachciało się o czwartej nad ranem przejść na spacer. Albo pojeździć na rowerze. Kto wie, co mu przyjdzie do głowy… Ale, ale. Co mnie obchodzi trener i jego aktualne zajęcie? Jest czwarta nad ranem, niedługo będzie wschód słońca, a ja siedzę na molo nad jeziorem razem z chłopakiem moich marzeń. Co może być lepszego? Spojrzałam na niego dokładnie. Ah, Konrad jest taki słodki! Jest nieco niższy ode mnie (właściwie trochę duże nieco, bo prawie dziesięć centymetrów!), ma czarne włosy do brody i duże, brązowe oczy. Ale i tak najbardziej podobają mi się usta – mają tak idealny kształt i barwę, że aż kusi aby je pocałować. Jesteśmy w tym samym wieku, jest tylko kilka miesięcy różnicy między nami. Chodziliśmy razem do podstawówki, ale po wakacjach już gimnazjum… Nie wiem, jak ja to przeżyję, on się dostał do Plastyka! Tak bardzo chciałabym dalej z nim utrzymywać kontakt… Przez te rozmyślania czuję się jakaś taka zamroczona. Zaraz, zaraz, on do mnie mówi, muszę się skupić! Słyszę tylko końcówkę zdania „…mi się”. Co on powiedział?! Nie mam czasu aby o to spytać. Czuję, jak odgarnia mi włosy, delikatnie obejmuje twarz i zbliża swoją twarz do mojej. Po chwili czuję smak jego ust. Czy to naprawdę możliwe?! Całujemy się, moje marzenie zaczyna się spełniać. Nie mogę myśleć, ratunku! Ah, muszę się wziąć w garść, co on sobie o mnie pomyśli? Kładę mu ręce na ramiona i zaczynam łapać jego tempo. Po chwili jesteśmy jednym. Doskonale się odnajduje w jego wargach i zaczynam współgrać z jego. Wysuwam lekko język, spotyka się po środku z językiem Konrada. Ich koniuszki delikatnie się popychają… Delikatnie odsuwa moją twarz i szepcze mi do ucha: „Kocham Cię…”. Czuję się jak bym była w siódmym niebie, chcę aby to trwało wiecznie…
Nagle słyszę mocne szarpnięcie za włosy i jakiś dziewczęcy głos krzyczący moje imię.
- GABRYŚKA! Gabi, wstawaj, zaraz śniadanie… - ktoś krzyczy zdecydowanie za blisko mojego ucha. W końcu otwieram oczy i zaczynam jęczeć. Dlaczego ten sen nie mógł trwać dłużej? A najlepiej całą wieczność? Wstaję i zaczynam się ubierać. Jeszcze przed śniadaniem postanawiam opowiedzieć moim przyjaciółkom z pokoju swój sen. Dziewczyny zamierają na kilka chwil, a potem słyszę cichy chichot Agaty:
- O kurde, nie wiedziałam, że z Ciebie taka nieuleczalna romantyczka! – Olga i Julka jej wtórują.
Zaczynam żałować, że nie da się kogoś zabić spojrzeniem, naprawdę! Wychodzę z pokoju. Z ponurą miną i postanowieniem nieopowiadania niczego więcej moim przyjaciółkom, wybieram się na śniadanie.
Heh, i jak? :(
Może byc? ^^
- Co Ty tu robisz?! – gwałtownie rozbudzona usiadłam na łóżku.
Moja twarz znalazła się zaledwie kilka centymetrów od ust jakiegoś chłopaka. Tym chłopakiem okazał się… Konrad. Wstrzymałam oddech, a on uśmiechnął się do mnie szelmowsko. Spojrzałam ukradkiem na zegarek. Co on robi w moim pokoju o czwartej nad ranem? Jeśli dziewczyny się obudzą, albo co gorsza opiekunowie obozu (mający pokój tuż naprzeciwko mojego i moich przyjaciółek)… Zerknęłam nerwowo na drzwi.
– Słuchaj, to chyba nie jest odpowiednia pora na odwiedziny… Jeśli ktokolwiek zobaczy, że jesteś o tej porze poza pokojem, w dodatku u dziewczyn, to masz przechlapane! – uśmiechnął się jeszcze szerzej.
– Nikt nas nie przyłapie, jeśli tylko będziemy cicho. Ubierz się szybko. – spojrzał z kpiną na moją przykrótką koszulę nocną i nagle poczułam się zażenowana. Jak ta sytuacja musi wyglądać z boku…?!
Ale nic nie odpowiedziałam tylko wyjęłam z walizki moje ulubione ciemne rurki i ciepły sweter. Mimo tego, że to obóz letni - noce były nieprzyzwoicie chłodne. Weszłam do naszej ciasnej łazienki i szybko się przebrałam myśląc jednocześnie co Konrad może robić w moim pokoju o tej porze? I gdzie my w ogóle idziemy? Na kilka chwil znów sparaliżował mnie strach na myśl o tym, co z nami zrobią, gdy nas złapią. Ale postanawiam zaryzykować. W końcu czego się nie robi dla chłopaka, w którym się podkochuje od paru miesięcy? Uśmiecham się w duchu i po omacku szukam mojej gumy miętowej, która kilka chwil przedtem mi wypadła. „Cokolwiek on planuje, muszę być przygotowana na opcję marzeń!” – śmieje się sama z siebie. Z zamyślenia wyrywa mnie donośny szept Konrada. Przyglądam się w lustrze po raz ostatni, biorę głęboki wdech i wychodzę. Ku mojemu zdziwieniu Konrad idzie w stronę parapetu. Patrzę na niego zdzwiona, ale w końcu przychodzi mi na myśl, że przecież nie możemy sobie tak po prostu razem wyjść na korytarz i tamtędy przejść, bo trenerzy mają pokój vis a vis. Z westchnieniem zmieniam kierunek i wychodzimy razem przez okno. Uśmiecha się do mnie i łapie moją rękę. Nogi mi drżą, a serce bije tak mocno, że jestem pewna, że słychać je kilka kilometrów dalej, ale posłusznie biegnę dalej. Po minucie zbieram się na odwagę i pytam gdzie biegniemy.
- Nad jezioro. – odpowiada krótko Konrad i kwituje moją zaskoczoną minę śmiechem. Szybko się otrząsam, żeby nie odczytał na mojej twarzy żadnych więcej emocji. Obiecuję też sobie, że teraz będę się pilnowała dokładnie.
Po kilku minutach docieramy nad jezioro. Co prawda jest ono jakieś pół kilometra od naszego ośrodka, ale nie biegliśmy po prostej, ale okrężną drogą – w razie gdyby trenerowi zachciało się o czwartej nad ranem przejść na spacer. Albo pojeździć na rowerze. Kto wie, co mu przyjdzie do głowy… Ale, ale. Co mnie obchodzi trener i jego aktualne zajęcie? Jest czwarta nad ranem, niedługo będzie wschód słońca, a ja siedzę na molo nad jeziorem razem z chłopakiem moich marzeń. Co może być lepszego? Spojrzałam na niego dokładnie. Ah, Konrad jest taki słodki! Jest nieco niższy ode mnie (właściwie trochę duże nieco, bo prawie dziesięć centymetrów!), ma czarne włosy do brody i duże, brązowe oczy. Ale i tak najbardziej podobają mi się usta – mają tak idealny kształt i barwę, że aż kusi aby je pocałować. Jesteśmy w tym samym wieku, jest tylko kilka miesięcy różnicy między nami. Chodziliśmy razem do podstawówki, ale po wakacjach już gimnazjum… Nie wiem, jak ja to przeżyję, on się dostał do Plastyka! Tak bardzo chciałabym dalej z nim utrzymywać kontakt… Przez te rozmyślania czuję się jakaś taka zamroczona. Zaraz, zaraz, on do mnie mówi, muszę się skupić! Słyszę tylko końcówkę zdania „…mi się”. Co on powiedział?! Nie mam czasu aby o to spytać. Czuję, jak odgarnia mi włosy, delikatnie obejmuje twarz i zbliża swoją twarz do mojej. Po chwili czuję smak jego ust. Czy to naprawdę możliwe?! Całujemy się, moje marzenie zaczyna się spełniać. Nie mogę myśleć, ratunku! Ah, muszę się wziąć w garść, co on sobie o mnie pomyśli? Kładę mu ręce na ramiona i zaczynam łapać jego tempo. Po chwili jesteśmy jednym. Doskonale się odnajduje w jego wargach i zaczynam współgrać z jego. Wysuwam lekko język, spotyka się po środku z językiem Konrada. Ich koniuszki delikatnie się popychają… Delikatnie odsuwa moją twarz i szepcze mi do ucha: „Kocham Cię…”. Czuję się jak bym była w siódmym niebie, chcę aby to trwało wiecznie…
Nagle słyszę mocne szarpnięcie za włosy i jakiś dziewczęcy głos krzyczący moje imię.
- GABRYŚKA! Gabi, wstawaj, zaraz śniadanie… - ktoś krzyczy zdecydowanie za blisko mojego ucha. W końcu otwieram oczy i zaczynam jęczeć. Dlaczego ten sen nie mógł trwać dłużej? A najlepiej całą wieczność? Wstaję i zaczynam się ubierać. Jeszcze przed śniadaniem postanawiam opowiedzieć moim przyjaciółkom z pokoju swój sen. Dziewczyny zamierają na kilka chwil, a potem słyszę cichy chichot Agaty:
- O kurde, nie wiedziałam, że z Ciebie taka nieuleczalna romantyczka! – Olga i Julka jej wtórują.
Zaczynam żałować, że nie da się kogoś zabić spojrzeniem, naprawdę! Wychodzę z pokoju. Z ponurą miną i postanowieniem nieopowiadania niczego więcej moim przyjaciółkom, wybieram się na śniadanie.
Heh, i jak? :(
Może byc? ^^