HEY, nie dawno pisałem na tym forum o pewnej...
W
wojtekt8pl2.1k pkt
583 wyświetlenia
dziewczynie która mi się podoba, nie podeszłem do niej, chociaż miałem tak wiele okazji, jest to tak naprawde pierwsza dziewczyna jaką w życiu spotkałem na której widok czułem się sparaliżowany oraz pierwsza ta któa tak bardzo mi się podoba.
Teraz w piątek zakończyła swoją przygodę ze szkołą, ale ja myśle o niej dalej nieustannie i nie wiem już co mam robić. Ja od jakichś dwuch miesięcy chcę tylko jednego - chcę ją poznać, to boli jak cholera gdy chcę coś zrobić, a nie mogę bo jestem jakimś cholernym tchurzem. Próbowałem pytać się znajomych o nią, nikt jej nie zna.
I tak ja żyłem sobie z wyżutami sumienia, zły tylko na siebie... Aż dziś rano idąc sobie spokojnie do szkoły zobaczyłem ją dosyć już daleko odemnie, oddalającą się musiałem się spieszyć żeby jej nie zgubić. Gdy zdyszany wszedłem (astma itp) na tę dziwną górkę po tym krzywym chodniku zobaczyłem, że ona wchodzi do piekarni powiedziałem sobie, że zaczekam trochę przed piekarnią gdy będzie wychodziła na spokojnie podejdę ogarnę się najpierw uspokoję oddech...
Minęło kilka (naście) minut ja dalej z oddali obserwuję piekarnię, ludzie wchodzą wychodzą, a jej nie ma, już chciałem tam wejść, ale spojrzałem na zegarek i dostałem obuchem w głowę, za 5 minut zaczynają się lekcje... eh ( nie po do szkoły szedłem skoro i tak dostałem jedynkę ponieważ byłem pytany za spóźnienie). Pędząc tak do szkoły wpadła mi do głowy taka myśl, że może ona tam pracuje (skoro już jest po szkole to mozliwe), ale nie wiem to jest chyba czysta abstrakcja.
Jest jeszcze jedno co się dziś co do niej wydarzyło, pomyślałem, że nie wszystko stracone i postanowiłem zagdać o nią kolegę którego parę razy widziałem jak siedział z nią i jej kolerzanką na ławce, pomyślałem on coś o niej musi wiedzieć.... Ale moje przeczucia okazały się nie słuszne ponieważ powiedział, że nic o nie nie wie (nie uważacie, że to jest dziwne? siedzieć z kimś kilka godzin i nie wiedzieć o nim nic poza tym jak się nazywa więc nie wiem jak to rozumować może celowo nie chce mi nic o niej mówić)...
Póki co nic nie wypala, wszytkie moje próby jej poznania kończą się klapą.
Jest jeszcze jedna jedyna opcja - mógłbym zagadać do jej siostry (jest w pierwszej klasie technikum w mojej szkole - mój rocznik - inny profil). Tylko czy to już nie będzie przegięcie? Mógłbym też pojechać na matury, jak będzie zdawać (tak mi radziła koleżanka, ale ja do jej rad podchodzę z dystansem).....
Ja chcę wykożystać wszystkie możliwe opcje (może to dziwnie zabrzmi, ale mi zależy na niej, na tym by ją poznać).
Proszę nie piszcie jestes idiotą itp... to dla mnie poważna sprawa.
Teraz w piątek zakończyła swoją przygodę ze szkołą, ale ja myśle o niej dalej nieustannie i nie wiem już co mam robić. Ja od jakichś dwuch miesięcy chcę tylko jednego - chcę ją poznać, to boli jak cholera gdy chcę coś zrobić, a nie mogę bo jestem jakimś cholernym tchurzem. Próbowałem pytać się znajomych o nią, nikt jej nie zna.
I tak ja żyłem sobie z wyżutami sumienia, zły tylko na siebie... Aż dziś rano idąc sobie spokojnie do szkoły zobaczyłem ją dosyć już daleko odemnie, oddalającą się musiałem się spieszyć żeby jej nie zgubić. Gdy zdyszany wszedłem (astma itp) na tę dziwną górkę po tym krzywym chodniku zobaczyłem, że ona wchodzi do piekarni powiedziałem sobie, że zaczekam trochę przed piekarnią gdy będzie wychodziła na spokojnie podejdę ogarnę się najpierw uspokoję oddech...
Minęło kilka (naście) minut ja dalej z oddali obserwuję piekarnię, ludzie wchodzą wychodzą, a jej nie ma, już chciałem tam wejść, ale spojrzałem na zegarek i dostałem obuchem w głowę, za 5 minut zaczynają się lekcje... eh ( nie po do szkoły szedłem skoro i tak dostałem jedynkę ponieważ byłem pytany za spóźnienie). Pędząc tak do szkoły wpadła mi do głowy taka myśl, że może ona tam pracuje (skoro już jest po szkole to mozliwe), ale nie wiem to jest chyba czysta abstrakcja.
Jest jeszcze jedno co się dziś co do niej wydarzyło, pomyślałem, że nie wszystko stracone i postanowiłem zagdać o nią kolegę którego parę razy widziałem jak siedział z nią i jej kolerzanką na ławce, pomyślałem on coś o niej musi wiedzieć.... Ale moje przeczucia okazały się nie słuszne ponieważ powiedział, że nic o nie nie wie (nie uważacie, że to jest dziwne? siedzieć z kimś kilka godzin i nie wiedzieć o nim nic poza tym jak się nazywa więc nie wiem jak to rozumować może celowo nie chce mi nic o niej mówić)...
Póki co nic nie wypala, wszytkie moje próby jej poznania kończą się klapą.
Jest jeszcze jedna jedyna opcja - mógłbym zagadać do jej siostry (jest w pierwszej klasie technikum w mojej szkole - mój rocznik - inny profil). Tylko czy to już nie będzie przegięcie? Mógłbym też pojechać na matury, jak będzie zdawać (tak mi radziła koleżanka, ale ja do jej rad podchodzę z dystansem).....
Ja chcę wykożystać wszystkie możliwe opcje (może to dziwnie zabrzmi, ale mi zależy na niej, na tym by ją poznać).
Proszę nie piszcie jestes idiotą itp... to dla mnie poważna sprawa.