hmm.. nie wiem od czego zacząć.. mam problem i...
A
all4u318 pkt
779 wyświetleń
nie wiem jak sobie z nim poradzić.. chodzi o to, że nie mogę zapomnieć o chłopaku, który odegrał bardzo ważną rolę w moim życiu..
To było 2 lata temu.. poznałam go na kolonii.. od razu mówię, że uważam, że w tym wieku nie można się zakochać, dla mnie miłość zaczyna się wtedy, kiedy ludzie wiedzą, że chcą spędzić ze sobą całe życie... w tym wieku można się tylko zauroczyć...
No więc ja bardzo bardzo mocno się zauroczyłam..
2 dni temu coś mnie naszło, oglądałam zdjęcia z kolonii... na każdym, na którym byłam z nim (nie pozowaliśmy do zdjęć, wychowawcy robili, kiedy chcieli, nawet jak spaliśmy;p) byłam taka szczęśliwa, uśmiechnięta...
nienawidziliśmy się na początku... był dla mnie irytujący... ale potem to się zaczęło zmieniać.. świetnie się przy nim czułam, byłabym po prostu sobą..
pochodził z innego miasta, to było normalne, że się więcej nie zobaczymy, a jednak po kolonii nasz związek istniał...
potem zaczęło się coś psuć, zaczął pokazywać swoje najgorsze cechy, był tak zazdrosny, że nie mogłam się od niego opędzić, wydzwaniał do mnie w nocy, w dzień, pytał się gdzie jestem i co robię... mam dużo przyjaciół chłopaków, on o tym wiedział, ale to tylko przyjaciele, już nie mogłam wytrzymać.. pisał z moją siostrą, która też była na kolonii, wypytywał się o mnie, ona mu pisała, że to nienormalne, żeby pisał z nią o naszych sprawach..
po kilku miesiącach, mimo wielu niepewności zerwałam z nim..
napisałam sobie na kartce wady i zalety tego związku i wyszło że wad jest dużo dużo więcej...
zadzwoniłam do niego, zerwałam z nim, spaliłam tę kartkę i ja uważałam to za koniec.... ale on nie... non stop do mnie wydzwaniał, mówił, że codziennie będzie mi wysyłał kwiaty, żebym tylko od niego nie odchodziła..
minęły 2 lata.. do tej pory nie mogłam o nim myśleć, mdliło mnie jak moja siostra o nim wspominała, nie mogłam tego słuchać...
od tej pory nie miałam chłopaka, tak naprawdę dopiero teraz ochłonęłam.. i naszły mnie wątpliwości... zależalo mu na mnie cholernie, wszyscy mówili, że jesteśmy dla siebie stworzeni, bo nam na sobie bardzo zależy..
Chcę tylko wiedzieć, czy dobrze zrobiłam, i tak tego nie naprawię, ale po prostu chcę wiedzieć...
To było 2 lata temu.. poznałam go na kolonii.. od razu mówię, że uważam, że w tym wieku nie można się zakochać, dla mnie miłość zaczyna się wtedy, kiedy ludzie wiedzą, że chcą spędzić ze sobą całe życie... w tym wieku można się tylko zauroczyć...
No więc ja bardzo bardzo mocno się zauroczyłam..
2 dni temu coś mnie naszło, oglądałam zdjęcia z kolonii... na każdym, na którym byłam z nim (nie pozowaliśmy do zdjęć, wychowawcy robili, kiedy chcieli, nawet jak spaliśmy;p) byłam taka szczęśliwa, uśmiechnięta...
nienawidziliśmy się na początku... był dla mnie irytujący... ale potem to się zaczęło zmieniać.. świetnie się przy nim czułam, byłabym po prostu sobą..
pochodził z innego miasta, to było normalne, że się więcej nie zobaczymy, a jednak po kolonii nasz związek istniał...
potem zaczęło się coś psuć, zaczął pokazywać swoje najgorsze cechy, był tak zazdrosny, że nie mogłam się od niego opędzić, wydzwaniał do mnie w nocy, w dzień, pytał się gdzie jestem i co robię... mam dużo przyjaciół chłopaków, on o tym wiedział, ale to tylko przyjaciele, już nie mogłam wytrzymać.. pisał z moją siostrą, która też była na kolonii, wypytywał się o mnie, ona mu pisała, że to nienormalne, żeby pisał z nią o naszych sprawach..
po kilku miesiącach, mimo wielu niepewności zerwałam z nim..
napisałam sobie na kartce wady i zalety tego związku i wyszło że wad jest dużo dużo więcej...
zadzwoniłam do niego, zerwałam z nim, spaliłam tę kartkę i ja uważałam to za koniec.... ale on nie... non stop do mnie wydzwaniał, mówił, że codziennie będzie mi wysyłał kwiaty, żebym tylko od niego nie odchodziła..
minęły 2 lata.. do tej pory nie mogłam o nim myśleć, mdliło mnie jak moja siostra o nim wspominała, nie mogłam tego słuchać...
od tej pory nie miałam chłopaka, tak naprawdę dopiero teraz ochłonęłam.. i naszły mnie wątpliwości... zależalo mu na mnie cholernie, wszyscy mówili, że jesteśmy dla siebie stworzeni, bo nam na sobie bardzo zależy..
Chcę tylko wiedzieć, czy dobrze zrobiłam, i tak tego nie naprawię, ale po prostu chcę wiedzieć...