Hmm może nie do końca odpowiem Ci na to pytanie, ale mogę powiedzieć jak to było ze mna.
Ja mam 19 lat i na myśl o tym, że mógłbym mieć dziewczynę kiedykolwiek wybuchałem śmiechem z samego siebie. Uważałem, że dziewczyny to "zło" tego świata i że nie warto się wiązać z kimś i tak dalej, takie pierdzielenie. Przez ładnych kilka lat tak żyłem i popadałem w coraz negatywniejsze odczucia co do dziewczyn, ale w głębi serca, które bolało, chciałem znaleźć tę jedną, tę, w której się zakocham. Skutków zero... No i z takiego śmiechu zrobiły się dziwne stany depresyjne i myśli samobójcze, raz nawet doszło do nieudanej (na szczęście) próby, z której to przyjaciel mnie wyratował. No więc, dalej popadałem w jeszcze głupszy stan znienawidzenia siebie i tak dalej. Potem poznałem swoją przyszłą dziewczynę (kurcze, do tej pory nie mogę ogarnąć, dziwnie to brzmi, jak na mnie) i jak na razie jesteśmy na początku związku, ale jestem szczęśliwy. Kocham ją i będe, a ona mnie. Do czego zmierzam ? Ano... do tego, że jakby ten chłopak nie myślał o dziewczynach, to i tak prędzej, czy później znajdzie tę, w której po prostu się zakocha. Ja nawet nie myślałem, że kiedykolwiek będe z jakąkolwiek dziewczyną, a tu prosze... To wszystko wychodzi przypadkowo, na siłę nie da się nic zrobić, bo tylko pokrzywi sobie psychikę. Tutaj pojawia się moja puenta. Otóż, na każdego przychodzi kiedyś czas, nawet, jeśli on "nie chce" to i tak, siłą rzeczy się zakocha, bo to będzie silniejsze od jakichkolwiek jego upodobań. Kto wie, może już nie długo ? :) Peace !