To zależy od wieku obu partnerów. Ma koleżankę (piętnaście lat), która jest w związku z dwudziestopięcioletnim facetem i uważam, że to gruuuba przesada, niemniej, gdyby miała lat dwadzieścia, nie widziałabym w tym niczego złego czy szokującego. Weźmy to pod uwagę, że ona jest wciąż bachorem w porównaniu do niego - nie dopiero kończy gimnazjum, brak jej doświadczenia życiowego, nie zarabia na siebie, jest nieletnia, nie może za siebie decydować.
Poza tym on (pomijając cechy iście zwyrodniałego charakteru) nią manipuluje, gdyż ta jest zapatrzona w delikwenta jak w obrazek - przecież jest starszy, mądrzejszy, wie lepiej. To zły związek, dziewczyna jest kontrolowana i pod jego kierownictwem i aprobatą systematycznie wszystkich od siebie odtrąca. Dlaczego? Bo wszyscy się na nim poznali i otwarcie mówią, że niszczy jej życie, więc trzeba się ich pozbyć. Niestety byłam jedną z jej przyjaciółek i wciąż ciężko mi patrzeć na jej powolny upadek.
Zatem te dziesięć lat to zbyt duża różnica, ale gdyby zaczekali te pięć lat (znów pomijając paskudny charakter) nie rzucałabym się tak bardzo i odradzała.
Natomiast gdybym to ja miała się wiązać z chłopakiem (również mam piętnaście lat), wybrałabym kogoś w moim wieku lub rok starszego, ale dwa lata - już nie bardzo. Nawet zawyżając mój wiek rocznikowo, źle bym się czuła, chodząc z kimś, kto pisał lub w najbliższym czasie napisze maturę i rozpocznie studia.
Uważam zatem, że najlepiej odpuścić sobie starszych (lub młodszych) i szukać drugiej połówki wśród rówieśników - taki sam sposób myślenia, ten sam poziom życiowego doświadczenia, jesteście na równi.