Kiedy człowiek nie widzi żadnego sensu w swojej egzystencji nazywany jest nihilistą. Osobiście często mam wrażenie, że wszystko co robię (nauka, praca), wszystkie czynności życiowe (odżywianie, wydalanie) i wszystkie wykonywane czynności (sprzątanie, gotowanie) są bezsensu. Niestety nadal nie mogę obalić tego twierdzenia. Jednak w chwilach gdy się zastanawiam nad egzystencją dążę do tego, aby jak najszybciej przestać o tym rozmyślać, przecież wystarczy przeżyć te 60 lat (w najgorszym wypadku jakieś 120) i mieć spokój.
Jedną z rzeczy dzięki, której być może uniknęłam zrobienia sobie krzywdy i pozbawienia się życia (mam czasami takie myśli) jest świadomość, że jednak żyję. Czy tego chcę czy nie to jestem.
Było wiele wojen, bitew, zabójstw. Pomyśl, że każdą z osób poległych w czasie wojny mógł być Twój dziadek, że każdą dziewczynką skatowaną na śmierć mogła być twoja babcia. A jednak nie byli to twoi przodkowie, dzięki czemu teraz istniejesz.
Z pewnością sensem życia jest przedłużenie istnienia gatunku, tylko po co ?
Tak naprawdę to nie wiem, przypuszczam że wszechświat jako taki, jego byt nie ma sensu. I teraz mogłoby Cię nie być, przecież byś nic nie czuł, byś nie istniał zwyczajnie.
Jednakowoż skoro już jesteś i żyjesz możesz zapoczątkować dalsze życie, co być może pomoże w zrozumieniu sensu istnienia. Nie teraz, nie jutro, ale za jakieś 20 tys. lat ? To jest możliwe, a póki nie będzie odpowiedzi na owe pytanie należy przeżyć swój czas, cieszyć się nim i dać możliwość przyszłości, dalszego życia.
Sens życia w dużym pojęciu nie istnieje, ale są malutkie "przyjemności", które dają radość. Wg. mnie te przyjemności najbardziej przeżywa się i zauważa w okresie dojrzewania. Wtedy to korzysta się z życia. Bo kto dostając 5 ze sprawdzianu, albo śmiejąc się z dowcipu kolegi zastanawia się nad sensem bycia ? Raczej nie jest to możliwe. Bo w takich chwilach skupiamy się na tych cząstkowych przyjemnościach i w nich widzimy jakiś sens życia.