Długo by opisywać. Najogólniej z wyglądu:
długie, najlepiej jasne (nie koniecznie) włosy, lekki zarost i jasne oczy. Trochę to trudno opisać, ale najlepiej typ jednocześnie zadbany i zaniedbany. Znaczy się taki nie zapuszczony, niemyty od tygodni i z brudnymi włosami, ale taki jakby wrócił z tygodniowej czy dwutygodniowej wycieczki w teren. Trochę jak Aragorn w "Dwóch Wieżach". Ubrany najlepiej na czarno (nie wiem, ten kolor jest dla mnie cholernie seksowny), luźno, nieco metalowo (ale nie w pojmowaniu dzisiejszych gimnazjalistów), ewentualnie innokolorowe akcenty. Dobrze zbudowany, męski w moim, archaicznym, tego słowa pojmowaniu. Żadnych kolczyków, porządne tatuaże mile widziane.
Charakter... Oczywiście inteligentny. Na pewno nie może być "ciepłą kluchą" - musi umieć walczyć (muszę czuć się z nim bezpiecznie o drugiej w nocy), mieć swoje zdanie, umieć go bronić i być silny psychicznie. Potrafiący dostosować zachowanie do sytuacji (a to nie taka częsta cecha). Nigdy żadnego palenia i ćpania, ograniczony alkohol. Do tego konieczne są jakieś zainteresowania - nie musi być ich dużo, trzy, cztery wystarczą (chociaż im więcej tym lepiej), ale takie poważne, żeby było o czym z nim pogadać, a nie na zasadzie "tak, nie, na pewno masz rację, nie wiem, nie pytaj". No i najlepiej żeby słuchał tej muzyki co ja. Nie imprezowicz, pod żadnym pozorem, i bez przesady z towarzyskością, chcę mieć możliwość częstego spędzania czasu we dwójkę. Musi kochać naturę i zwierzęta równie mocno jak ja, bo inaczej nie mamy o czym rozmawiać.
I najważniejsze: "żeby rozumiał tak jak ja ten głupi dwór rozdanych ról".