Jeśli możecie, oceńcie moje opowiadanie. Marta leż...
O
Olkaa19936.5k pkt
1.5k wyświetlenia
ała w łóżku i cichutko popłakiwała. Wyglądało na to, że swoje 16 urodziny nie będą należały do najlepszych w jej życiu. Rozwód rodziców i alkoholizm ojca sprawiły, że zamknęła się w sobie i pokłóciła z najlepszą przyjaciółką. Sytuację komplikowała nieplanowana ciąża. W domu już i tak się nie przelewało, więc dziewczyna zastanawiała się, jak zapewni dziecku godne warunki do życia. Ojciec dziecka - gdyby nie wybrał samobójstwa - mógłby pomóc, teraz jednak nastolatka została zdana sama na siebie.
Po kilku godzinach leżenia i płakania Marta wstała z łóżka, założyła bieliznę i resztę ubrania, następnie wyszła na miasto. Omal nie potknęła się przy tym o stos pustych butelek przy drzwiach. Nowy kochanek matki jednak nie należał do ludzi ceniacych porządek.... Nie przerywając zmagania się z myślami Marta szła przez miasto, aż wreszcie przystanęła obok kościoła. Przemogła się i weszła na chwilę. Problemy z wiarą miała od dawna, przeszła już przez spotkania adwentystów, świadków Jehowy, swego czasu z ciekawości dała się uwikłać w satanizm. Teraz jednak weszła do przestronnego wnętrza świątyni. Paliły się świece, a ksiądz właśnie kończył odprawianie mszy. Uklęknęła w ławce. Gdy ksiądz Ryszard wyszedł z zakrystii, skierował się do nawy, gdzie w ławce ujrzał dziewczynę z zakłopotanym wyrazem twarzy.
- Co się stało moje dziecko, masz jakieś problemy?
- No w sumie tak.. proszę księdza''' ale to skomplikowane...
I Marta zaczęła opowiadać swoją historię. Ksiądz zadumał się, myślał przez chwilę i odrzekł... - wiesz co? Przyjdź wieczorem na stary cmentarz. Myślę że tam znajdziemy rozwiązanie.
Nastolatka włócząc się po mieście przeczekała do wieczora, po czym skierowała się w stronę cmentarza. Stare, żeliwne wrota potępieńczo skrzypiały na wietrze, wokół latały nietoperze, a na niebie rozpętała się burza. Przy bramie siedziało dwóch chłopaków w dresach JP, ale nie zaczepiali Marty, ponieważ zajęci byli grą w szachy. Wobec tego dziewczyna weszła na teren cmentarza, gdzie czekał już ks. Ryszard.
- jesteś Marto...
- Niom - powiedziała dziewczyna
- Bo widzisz, chyba znalazłem źródło Twych kłopotów
- Ksiądz robi sobie ze mnie przysłowiowe jaja?
- Ależ nie. Przewertowałem księgi parafialne i okazuje się, że moje podejrzenia się sprawdziły. Tam gdzie jest teraz Twój dom, niegdyś znajdowała się rzeźnia miejska. Tam obdarto kiedyś ze skóry ostatnią w naszym mieście czarownicę. Od tej pory miejsce to jest przeklęte.
- O LoL xD - Odparła rezolutnie dziewczyna.
- Uczynimy więc wszystko, by przywrócić spokój tamtej nieszczęsnej duszy.
Nie zwlekając ksiądz ubrał komżę i stułę i pobiegł biegiem na ulicę Suczą, gdzie znajdował się dom Marty. kiedy tylko pokropił go wodą święconą, budynek zatrząsł sie w posadach, runął, a na jego miejscu wytrysnęło krystaliczne źródło. Wśród gruzów coś błysnęło.
Przemoczona Marta z księdzem Ryszardem przekroczyli rzeczkę, która sie utworzyła i odgrzebali błyszczące znalezisko. Okazało się, że była to skrzynia ze skarbem. Po otwarciu wieka ksiądz i dziewczyna zauważyli wielka ilość złotych monet z siedemnastego wieku oraz wołową skórę, na której napisano krwią: "Klątwa moja zdjęta, a biedna czarownica uratowana. Zaznajcie wszelkich bogactw o szczęśliwcy"!
- Wielce to chwalebne i zacne, dokonaliśmy szlachetnego uczynku panno Marto. A skarb ten pozwoli Ci wieść życie godziwe i dostatnie. - rzekł ksiądz.
- Marta nie powiedziała nic, ale ujęła rękę kapłana, popatrzyła mu w oczy i razem odeszli w stronę zachodzącego słońca...
Po kilku godzinach leżenia i płakania Marta wstała z łóżka, założyła bieliznę i resztę ubrania, następnie wyszła na miasto. Omal nie potknęła się przy tym o stos pustych butelek przy drzwiach. Nowy kochanek matki jednak nie należał do ludzi ceniacych porządek.... Nie przerywając zmagania się z myślami Marta szła przez miasto, aż wreszcie przystanęła obok kościoła. Przemogła się i weszła na chwilę. Problemy z wiarą miała od dawna, przeszła już przez spotkania adwentystów, świadków Jehowy, swego czasu z ciekawości dała się uwikłać w satanizm. Teraz jednak weszła do przestronnego wnętrza świątyni. Paliły się świece, a ksiądz właśnie kończył odprawianie mszy. Uklęknęła w ławce. Gdy ksiądz Ryszard wyszedł z zakrystii, skierował się do nawy, gdzie w ławce ujrzał dziewczynę z zakłopotanym wyrazem twarzy.
- Co się stało moje dziecko, masz jakieś problemy?
- No w sumie tak.. proszę księdza''' ale to skomplikowane...
I Marta zaczęła opowiadać swoją historię. Ksiądz zadumał się, myślał przez chwilę i odrzekł... - wiesz co? Przyjdź wieczorem na stary cmentarz. Myślę że tam znajdziemy rozwiązanie.
Nastolatka włócząc się po mieście przeczekała do wieczora, po czym skierowała się w stronę cmentarza. Stare, żeliwne wrota potępieńczo skrzypiały na wietrze, wokół latały nietoperze, a na niebie rozpętała się burza. Przy bramie siedziało dwóch chłopaków w dresach JP, ale nie zaczepiali Marty, ponieważ zajęci byli grą w szachy. Wobec tego dziewczyna weszła na teren cmentarza, gdzie czekał już ks. Ryszard.
- jesteś Marto...
- Niom - powiedziała dziewczyna
- Bo widzisz, chyba znalazłem źródło Twych kłopotów
- Ksiądz robi sobie ze mnie przysłowiowe jaja?
- Ależ nie. Przewertowałem księgi parafialne i okazuje się, że moje podejrzenia się sprawdziły. Tam gdzie jest teraz Twój dom, niegdyś znajdowała się rzeźnia miejska. Tam obdarto kiedyś ze skóry ostatnią w naszym mieście czarownicę. Od tej pory miejsce to jest przeklęte.
- O LoL xD - Odparła rezolutnie dziewczyna.
- Uczynimy więc wszystko, by przywrócić spokój tamtej nieszczęsnej duszy.
Nie zwlekając ksiądz ubrał komżę i stułę i pobiegł biegiem na ulicę Suczą, gdzie znajdował się dom Marty. kiedy tylko pokropił go wodą święconą, budynek zatrząsł sie w posadach, runął, a na jego miejscu wytrysnęło krystaliczne źródło. Wśród gruzów coś błysnęło.
Przemoczona Marta z księdzem Ryszardem przekroczyli rzeczkę, która sie utworzyła i odgrzebali błyszczące znalezisko. Okazało się, że była to skrzynia ze skarbem. Po otwarciu wieka ksiądz i dziewczyna zauważyli wielka ilość złotych monet z siedemnastego wieku oraz wołową skórę, na której napisano krwią: "Klątwa moja zdjęta, a biedna czarownica uratowana. Zaznajcie wszelkich bogactw o szczęśliwcy"!
- Wielce to chwalebne i zacne, dokonaliśmy szlachetnego uczynku panno Marto. A skarb ten pozwoli Ci wieść życie godziwe i dostatnie. - rzekł ksiądz.
- Marta nie powiedziała nic, ale ujęła rękę kapłana, popatrzyła mu w oczy i razem odeszli w stronę zachodzącego słońca...