Jestem teraz w pierwszej klasie technikum i w...
M
Mariś23 pkt
566 wyświetleń
listopadzie skończę 16 lat. Mój problem opiszę na końcu tuż po sytuacji bo chyba tak będzie się łatwiej połapać bo wszystko ogólnie jest dość skomplikowane a na pewno z mojego i mojej przyjaciółki punktu widzenia. Na początku jeszcze powiem, że miałam chłopaka. W nowej klasie mam 24 chlopakow i 8 dziewczyn. W połowie września zaczęłam rozmawiać głównie z 5 chłopakami jeśli nie byłam w grupce dziewczyn. Hubert ogólnie w poniedziałki siedzi przede mną i moją nową koleżanką na matematyce. Kiedyś na tej lekcji rysowalysmy sobie po rekach różne "tatuaże" origami ala (głównie ja rysowalam). Potem jakoś tak wyszło że jemu miałam narysować taką waszke origami na lekcji nie zdążyłam więc potem na przerwach jeszcze rysowalam. Na jednej przyszedl drugi kolega coś mówił a potem do mnie że jestem tanią tatuazystka a ja że za darmo to robię a ten kolega że z miłości wtedy odezwał się Hubert że nie z miłości bo mu już kosza dałam (sama nwm kiedy chyba że chodziło o to że mu powiedziałam że mam chłopaka) potem zaczeli gadać o frendzone. Ogólnie waszke potem jeszcze kilka dni rysowalam i jakoś nie mogłam dokończyć i Hubert zaczął mówić że się nie może myć przeze mnie (oczywiscie na zarty) więc po kilku dniach napisalam do niego na messengerze że może się wreszcie umyć i zmyć tą waszke bo mnie nie będzie w szkole (czy coś w tym stylu). No i zaczęliśmy tak pisać na facebooku (a ja w ostatnim wtedy tygodniu nie mogłam dogadac się z chłopakiem). Potem w tym samym tygodniu w sobotę przyjechał mój chłopak na dwa dni (bo mieszka na wsi ok 50km od mojego miasta więc się widzieliśmy raz na tydzień/dwa) i najnormalniej w swiecie jak przyjechal o 13 mial mnie cały dzień gdzieś ładniej mówiąc i cały czas siedział w telefonie z kimś pisząc. Próbowałam z nim kilka razy porozmawiać ale tylko za jednym razem uzyskałam odpowiedź "ok" bylam zła i "poskarzylam" się na niego Hubertowi. Dopiero coś koło godziny 19 prawie 20 podszedł do mnie i przeprosił że zachowywał się jak dup.ek. Niby wszystko było okey potem ale na nastepny dzień po tym jak wyjechał urządził mi wielką scene zazdrości o Huberta i tu już nie będę się rozpisywać bo wyszło na to że przez jego zazdrość (nie tylko o Huberta) i inne irytujace rzeczy z nim zerwalam po tygodniu (a to był dość długi związek bo trwał rok i 3 miesiące i go nie żałuję bo go bardzo kochałam) ale dzień przed zerwaniem wyszłam z Hubertem (już wiedziałam że się mu podobam bo dość dużo pisaliśmy) i było bardzo fajnie dużo rozmawialiśmy trochę się droczylismy i w sumie jak go odprowadzalam na pociąg (też jest ze wsi) to na pozegnanie dałam mu buziaka (ogolnie dzien przed tym naszym wyjsciem podobno z pięści uderzył w sciane przez tą całą sytuacje z moim chlopakiem) , po kilku dniach po moim zerwaniu z chłopakiem przyjechał do mnie poznał mojego tate i znowu było fajnie a nawet się pocalowalismy. Przez kilka dni chodzilam cala w skowronkach (nie oznacza to że zaczęliśmy ze sobą chodzić). Ale oczywiście coś musiało się zepsuć i mój juz wtedy były chlopak znowu chciał się spotkać. Na spotkaniu nie wiem czy umyślnie czy też nie poszedł na moje poczucie winy, powiedział że mnie kocha i że chciał byśmy znowu byli razem. Przez to że jestem bardzo smutna jak ktoś przeze mnie jest smutny powiedzialam mu że NARAZIE z nim nie chce być pomimo że wiedziałam że nie ma dla nas szans i że nwm czy coś do niego czuję jak mnie o to zapytał. Przez to że czułam się źle przez to że przeze mnie cierpiał napisałam Hubertowi jaka to ja jestem zła że krzywdze swojego byłego i czy on (w sensie Hubert) coś do mnie czuje na pewno, czy poczuł coś wtedy podczas naszego pocałunku i różne inne. Nie odpisał mi na to więc po 30 min napisałam dobranoc i jak mi na to pożegnanie odpisał poszłam spać. Na jutrzejszy dzień było PGA po którym moja przyjaciółka (nie chodzi z nami do klasy), Hubert, kolega z klasy i ja mieliśmy się spotkać na bilarda ale Hubart nas wystawił (kolega miał przyjść troszkę później więc bylam tylko ja i przyjaciolka) napisalam do niego (jakoś 15 min po tym o której mial być) czy przyjedzie i o ktorej i wtedy dopiero mi napisał że nie przyjedzie bylam zła i zaczęłam wymyślać różne historie które moja przyjaciółka nazwala niedorzecznymi bo przecież człowiek tak szybko nie zmienia zdania. Jedną z tych historii było to że po tym jak mu dzien wczesniej powypisywalam z poczuciem winy o tym że chłopakowi serce zlamalam że okropna jestem i czy mu sie na pewno podobam itd pomyślał że niszczy mój związek z chłopakiem i sam chciał rozwiązać ten problem przez zniechęcenie mnie do siebie, bo jak mnie nie lepiej wkurwczyć jak nie przez wystawienie. No wiec chodzilam kilka dni zła a potem w końcu po lekcjach na dworcu (zazwyczaj grupka idziemy bo kilka osób dojezdza a ja idę ich odprowadzic dla towarzystwa bo mieszkam jakieś 5 min od dworca) wreszcie się odwarzylam i powiedzialam mu że musimy pogadać bo oczywiście chciałam wiedzieć dlaczego mnie wystawił on powiedział ze mnie nie wystawił że źle się czuł itd poczułam wtedy ulge że to nic z tego co wymyśliłam że nie chciałam nawet pomyśleć że to mogła by być nie prawda potem znowu z nim pisałam ale troche inaczej się pisało nie wysłał żadnej emotikonki buziaczka ani serduszka i ogólnie niby pisał tak samo a jednak inaczej po pewnym czasie (2 dniach) zapytałam się go tak niby na żarty niby na serio "oj chyba się przestałam Hubercikowi podobać" i na nieszczęście po jeszcze kilku wymienionych wiadomosciach odpowiedział na ta wiadomość "nie wiem" później po dłuższej w sumie nic nie dającej rozmowie ta historia którą wymyśliłam została chyba z tego co zrozumiałam przez niego potwierdzona, byłam smutna z powodu że nie wiem co on do mnie czuje (prawdopodobnie nic) a ja do niego jednak coś czuję ale starałam się pisać normalnie. W nocy tej samej doby zaczelismy znowu pisać jak przedtem i jeszcze trochę zboczenie(nie jak tylko przyjaciele), na nastepny dzień znowu i na kolejny znowu trochę a fakt że jeszcze w szkole w klasie się widujemy to starałam się zachowywać w stosunku do niego w szkole tak jak przed tym jego wystawieniem mnie. Dzisiaj znowu się spotkałam z byłym chłopakiem i powiedzialam mu że juz nie bedziemy razem (aby się nie rozplakac z powodu ze go to zaboli przygotowywałam sie do tego psychicznie od tygodnia) zapytalam się także Huberta na messengerze czy przyjedzie jutro do mnie najpierw napisał że zobaczymy na co mu powiedzialamaby mi tylko do końca dnia powiedzial czy przyjedzie i jak się go jakiś czas temu zapytałam czy w końcu jutro przyjedzie odpisał ze niestety nie. Opisalam to najdokladniej jak tylko mogę bo już sama nie wiem co mam o tym myśleć :/ nie chciała bym aby się okazało że już mu się nie podobam. Naprawdę chciała bym aby coś z tego było i chciała bym aby ktoś mi doradził jak go znowu do siebie przekonać. Proszę tylko nie radzcie mi że muszę z nim o tym porozmawiać bo to sama wiem i zamierzalam to zrobic jak byli bysmy sami (bez kolegów i kolezanek z klasy do okola) u mnie jutro ale że skoro nie wyjdzie to będę musiała poczekać do momentu aż znowu będę mogła go gdzieś po lekcjach wyciągnąć czy cośa z tym przez najbliższy tydzien bedzie trudno bo od srody do piatku konczymy przez w-f'y inaczej, a przecież poniedzialek i wtorek wolne. Nie chciała bym być też za bardzo nachalna z tym spotkaniem aby go nie wystraszyc a już mi się wydaje że trochę za bardzo nachalna dzisiaj bylam z tym jutrzejszym dniem. Proszę o pomoc bo sama sobie chyba z tym nie dam rady a przyjaciółka też nie wie za bardzo co mi doradzić :/