Jestem w związku z rozsądku D. zerwał ze mną...
K
karenina1113.8k pkt
708 wyświetleń
dla swojej korepetytorki przez co zapałałam do niego czystą nienawiścią. Trochę przez to, by pochwalić się przed nim, że z łatwością znalazłam kogoś innego, ale przede wszystkim dla pocieszenia, zaczęłam szukać sobie kogoś, kto mógłby zająć mój czas w wakacje. Nie szukałam związku ani seksu. Raczej tylko adoratora. No i nawinął się jeden taki.
Już na początku uprzedziłam, że jestem świeżo po rozstaniu i nie chcę się z nikim wiązać. Niby to zaakceptował, ale i tak się zaangażował. Po dwóch miesiącach spotykania się, zaczęłam sama myśleć o tym, czy nie zacząć go traktować w innych kategoriach. Wyszedł mi na przeciw proponując oficjalny związek. Zgodziłam się, chociaż właściwie nie byłam pewna. I tak w sumie już od dawna zachowywaliśmy się jak para. Bardzo go lubię. On jest prawdziwym księciem z bajki, nie licząc paskudnego wyglądu, i zależy mu na mnie jak nikomu nigdy nie zależało. Ale czuję, ze idę w złym kierunku, że robię mu niepotrzebnie nadzieję. Nie czuję się zobowiązana do wierności. Nie wiem czy mam prawo dalej się z nim spotykać, a w międzyczasie dojrzewać do tego związku albo szukać sobie jednocześnie kogoś odpowiedniejszego. Wstydzę się go, gdy razem idziemy na mieście, bo strasznie się ubiera i ma figurę anorektyka, jednak ma świetny charakter.
Jeśli chodzi o wygląd, to póki jest w 100% nagi, jest ok. Ubrania tak na nim nie wiszą, ma wyraźnie zaznaczone mięśnie, ale czar pryska, gdy ubiera te wieśniackie i wiszące na nim ciuchy. Zmienić to, jak się ubiera nie będzie łatwe. :/
Jest cudowny z charakteru i boję się, ze lepszej partii nigdy nie spotkam. Nie wiem czy tkwić w tym dalej, czy zakończyć to i szukać kogoś innego. Mama poradziła, bym na razie nie podejmowała pochopnych decyzji. A Wy co mi poradzicie? :(
Już na początku uprzedziłam, że jestem świeżo po rozstaniu i nie chcę się z nikim wiązać. Niby to zaakceptował, ale i tak się zaangażował. Po dwóch miesiącach spotykania się, zaczęłam sama myśleć o tym, czy nie zacząć go traktować w innych kategoriach. Wyszedł mi na przeciw proponując oficjalny związek. Zgodziłam się, chociaż właściwie nie byłam pewna. I tak w sumie już od dawna zachowywaliśmy się jak para. Bardzo go lubię. On jest prawdziwym księciem z bajki, nie licząc paskudnego wyglądu, i zależy mu na mnie jak nikomu nigdy nie zależało. Ale czuję, ze idę w złym kierunku, że robię mu niepotrzebnie nadzieję. Nie czuję się zobowiązana do wierności. Nie wiem czy mam prawo dalej się z nim spotykać, a w międzyczasie dojrzewać do tego związku albo szukać sobie jednocześnie kogoś odpowiedniejszego. Wstydzę się go, gdy razem idziemy na mieście, bo strasznie się ubiera i ma figurę anorektyka, jednak ma świetny charakter.
Jeśli chodzi o wygląd, to póki jest w 100% nagi, jest ok. Ubrania tak na nim nie wiszą, ma wyraźnie zaznaczone mięśnie, ale czar pryska, gdy ubiera te wieśniackie i wiszące na nim ciuchy. Zmienić to, jak się ubiera nie będzie łatwe. :/
Jest cudowny z charakteru i boję się, ze lepszej partii nigdy nie spotkam. Nie wiem czy tkwić w tym dalej, czy zakończyć to i szukać kogoś innego. Mama poradziła, bym na razie nie podejmowała pochopnych decyzji. A Wy co mi poradzicie? :(