Moje wakacje były wyjątkowo zapełnione. Zaczęło się od Paryża w ten sam dzień kiedy wróciłam przyjechała rodzina. Potem dwa może trzy dni "odpoczynku" i kuzynka na prawie dwa tygodnie.
Następnie kolonia.W tym roku byłam na dwóch koloniach a przerwa między nimi trwała 5 dni. Przez ten czas była u mnie rodzina ze Śląska. Dzień przed powrotem z drugiej kolonii przyjechała ciocia i wczoraj pojechała. We wrześniu znów jadę do Paryża. Tak więc wakacje i nie tylko zapełnione.
Wspomnienie z Paryża :
Byliśmy w Disneylendzie. Czekałam z koleżanką w długiej kolejce na górniczą kolejkę górską. Rozmawiałyśmy po polsku. Przed nami stała dwójka dzieci (chłopiec i dziewczynka )wyglądały na 7-11 lat. Patrzały się na nas jak na jakieś ufoludy. W pewnym momencie chłopiec odwrócił się do dziewczynki i zaczęli nas obgadywać. Mówili po francusku. Ja wszystko rozumiałam bo pochodzę z Francji. Gadali i gadali. Zaczęło mnie to denerwować więc powiedziałam :
Je parle francaise. ( Mówię po francusku).
Mina dzieci bezcenna. Nie da się opisać tak zszokowanego i jakby przestraszonego wyrazu twarzy. Zapamiętam to chyba do końca życia bo naprawdę nie widziałam takiego zaskoczenia.
Wspomnienie z 1 kolonii:
Picie kisielków z przyjaciółką o 1 w nocy na balkonie, na który nie można było wychodzić.
Poznawanie ludzi przez balkon.
Był chrzest kolonijny i ja byłam zbójnikiem. Mam długie włosy, nawet bardzo. Dziewczyny wpadły na pomysł,że mi je natapirują dla lepszego zbójnickiego efektu...żeby lepiej się trzymały użyły lakieru 5 ( ten,który niby najmocniej trzyma). Dodatkowo miałam pomazaną twarz czarną farbą plakatową. Na chrzcie wszystko fajnie,świetnie. Tyle,że po chrzcie poszłam pod prysznic zmyć tapir...nie mogłam z tym nic zrobić. W końcu wyszłam i spojrzałam w lusterko. Mało nie padłam na zawał bo całkowicie zapomniałam o makijażu. Przestraszyłam się sama siebie i krzyknęłam z przerażenia. Dziewczyny się przestraszyły,że coś się stało. Próbowałam zmyć "piękny" makijaż,ale on nie zszedł do końca. Włosy musiałam rozczesywać i spóźniłam się przez to na kolację. Jeszcze przez kilka dni miałam lekko czarne policzki od farby...
Drugie wydarzenie,które utkwiło mi w pamięci to kiedy moja koleżanka młodsza o 4 lata chciała popełnić samobójstwo. Ania bo tak ma na imię, któregoś dnia na dyskotece powiedziała,że idzie się przejść po budynku...Kiedy wróciłam z koleżankami z "imprezy" Anka siedziała na łóżku i trzymała sok w ręce. Po chwili włożyła do buzi 7 Apapów i popiła tym sokiem. Zaczęła się trząść i gadać głupoty. Jedna z koleżanek pobiegła zaryczana po Panią Pielęgniarkę. Zadzwonili po pogotowie. Wszystkie się bałyśmy o Anię,ale ona wszystko zwymiotowała i jest ok. Nie wróciła już na kolonię chociaż bardzo chciała.
Kiedy wracaliśmy na końcu naszego przedziału jechali moi rodacy - Francuzi. Pogadałam sobie z nimi,ale niestety krótko bo musieli wysiadać.
Wspomnienie z 2 kolonii :
3 przeprowadzki w ciągu jednego tygodnia .
CUDOWNA,ŚWIETNA,WSPANIAŁA Pani Kierownik.
Najbardziej chyba pamiętam wejście na Śnieżkę. Kazałam siostrze wziąć kurtkę bo na górze jest zimniej niż na dole. Ona jej oczywiście nie wzięła. Cała grupa liczyła 40 osób. Były 4 opiekunki razem z Panią Kierownik. Najpierw szliśmy razem,ale potem część kolonii nie dawała rady i szli wolniej. Ja szłam na przodzie z siostrą, 2 kolegami i Panią Kierownik.
Po drodze rozmawialiśmy i się śmialiśmy. Kiedy dotarliśmy na Śnieżkę, chcieliśmy poczekać na resztę kolonii,ale najpierw poszłam z siostrą do toalety. Do czeskiej bo polska płatna a ja nie wzięłam kasy. Był taki smród,że myślałam,że zwymiotuję. Dlatego to też niestety pamiętam.
Kiedy wchodziliśmy na tą górę najpierw wszyscy krótki rękaw z wysokością rosła liczba ubrań na nas. Ja byłam tylko w bluzie po pożyczyłam siostrze moją kurtkę. Było mi bardzo zimno...Siostra ma 10 lat,więc wolałam ja marznąć niż ona.
Czekaliśmy i czekaliśmy na resztę kolonii. Doszli godzinę po nas.
Potem jak schodziliśmy, ta sama grupa na przodzie co wcześniej. Ja, siostra,Pani Kierownik i 2 chłopaków. Było świetnie! W takim towarzystwie prawie nie czuje się zmęczenia. Moje buty przefarbowały. Miałam nogi czarne przez kilka dni. A miałam skarpetki...które się już nie doprały.
Pamiętam też,że w naszym ośrodku była inna kolonia. Mieliśmy wspólną dyskotekę. Kuzynka z moją siostry chciały wyjść zmienić buty. Kierowniczka z innej koloni nie chciała ich wypuścić ( nikogo nie chciała puścić). Dziewczyny poszły do naszej Pani Kierownik,które na szczęście była na sali. Nasza Pani Kierownik kazała powiedzieć,że ona pozwala im wyjść. Tamta kierowniczka i tak ich nie wypuściła i kazała przyjść ze swoją Panią Kierownik. Po sprzeczce, tamta kierowniczka wypuściła dziewczyny z sali. Kuzyna i moja siostra wróciły w innych butach. Tańczyłyśmy,ale potem byłyśmy zmęczone i chciałyśmy iść do pokoju. Ja wyszłam pierwsza i tamta kierowniczka nic nie powiedziała. Kiedy dziewczyny chciały wyjść znów się czepiała,ale jak zobaczyła,że ja się odwróciłam w jej stronę to je wypuściła. Zapewne pomyliła mnie z naszą Panią Kierownik bo mamy podobne włosy.
Świetnie też było jak poszliśmy 8 osobową grupą na karaoke wieczorem. Ja,kuzynka,siostra,2 koleżanki i 2 kolegów, Pani Kierownik i jeszcze jedna Pani Opiekunka. Kiedy doszliśmy do miasta okazało się,że karaoke zamknięte. Dostaliśmy trochę czasu wolnego. Bo sklepy były jeszcze pootwierane. Jak wracaliśmy było już bardzo ciemno. Musieliśmy wracać przez las. Latarki miały opiekunki. Jak zwykle na początku szłam ja, moja siostra, Pani Kierownik i wyjątkowo moja kuzynka. Byliśmy sporo przed tamtą grupą i postanowiliśmy,że zgasimy latarkę i schowamy się za krzakami. Kiedy ta druga grupa szła wyskoczyliśmy a oni zaczęli się drzeć. Śmiesznie było. Potem szliśmy przez miasto i udawaliśmy różne "straszne" stworzenia. Zmienialiśmy głosy na takie niskie i "straszne". Pani Kierownik zaczęła machać latarką i "tańczyłyśmy",że niby dyskoteka. Naprawdę było świetnie !!!
Ah jeszcze nie zapomnę jak powiesiłam z koleżanką ręczniki na dworze. Zapomniałyśmy o nich...poszłyśmy do jednej z opiekunek czy możemy po nie iść bo nie mamy się w co wytrzeć. Pani poszła z nami bo żeby wyjść po 22 trzeba mieć klucz,który Ona miała. Ręczniki były na taki jakby podwórku ośrodka. "Podwórko" było ogrodzone a brama i furtka zamykana...Opiekunka nie miała klucza więc ja przechodziłam przez tą bramę. Była dość wysoka...Miałyśmy tylko jedną latarkę więc Pani mi poświeciła żeby łatwiej było mi wejść a potem ja im zabrałam tą latarkę żeby wiedzieć które ręczniki wziąć. Zanim wyszłam trochę postraszyłam Panią i koleżankę. A właścicielka ośrodka myślała,że złodzieje przyszli.
Jak była ciocia ze Świętokrzyskiego pojechaliśmy do kuzynki,która mieszka niedaleko mnie.
Kuzynka chciała nakarmić kota i puszkę z kocim jedzeniem położyła na stole. Po jakimś czasie ciocia przychodzi z kanapką i skarży się,że ten pasztet jakiś dziwny. Okazało się,że zrobiła sobie kromkę z kocim jedzeniem. Tutaj też istotna jest mina cioci,kiedy dowiedziała się,że to żaden pasztet.
Te wakacje były najwspanialsze ze wszystkich !!!