„Lolita, światło mego życia, płomieniu mych lędźwi. Mój grzechu, moja duszo. Lo-li-ta: czubek języka schodzący w trzech stąpnięciach wzdłuż podniebienia, aby na trzy trącić o zęby. Lo. Li. Ta.
Była Lo, po prostu Lo, rankiem, gdy stała, metr i czterdzieści osiem wzrostu, cztery stopy dziesięć, w jednej skarpetce. W rybaczkach Lola. W szkole nazywała się Dolly. Na wykropkowanej linii do wypełnienia Dolores. A w moich ramionach zawsze Lolita.” str. 9.
„W wypełzłej szarości jej oczu za dziwacznymi okularami nieszczęsny romans nasz odbił się przez chwilę, został rozważony i odrzucony jak nieudana potańcówka, jak deszczowy piknik, na którym zjawili się tylko najgorsi nudziarze, jak obrzydłe zadanie domowe, jak kawałek suchego błota przylepiony do jej dzieciństwa.” 304.
TE DWA SZCZEGÓLNIE:
„Nie chciało mi się torturować mojej najmilszej. Gdzieś za szopą Billa radio po fajerancie rozśpiewało się o szaleństwie i losie, o miłości, a tutaj ona ze swoją przekwitłą urodą i dorosłymi żyłami jak postronki na wąskich dłoniach, z gęsią skórką na białych przedramionach, z uszami przypłaszczonymi jak u małpki, zarośnięta niechlujnie pod pachami, tutaj była ona (moja Lolita!) beznadziejnie sterana w wieku lat siedemnastu, z tym dzieciakiem, już śniącym w jej brzuchu o tym, jak zrobi karierę i przejdzie na emeryturę około 2020 roku- a ja wpatrywałem się w nią i wpatrywałem, wiedząc już z całkowitą pewnością, jak to, że umrę, iż kocham ją ponad wszystko, co widziałem lub wyobrażałem sobie na ziemi, albo czego spodziewałem się gdziekolwiek indziej. Pozostało z niej tylko wątłe fiołkowe tchnienie i martwe jak liść echo nimfetki, na którą niegdyś zwalałem się z takimi okrzykami; echo na krawędzi rdzawego wąwozu, gdzie daleki las pod białym niebem i brązowe liście zasypujące strumyk, i ostatni świerszcz w kruszących się chwastach... ale, dzięki Bogu, nie tylko to echo uwielbiałem. Hołubiony przeze mnie w splątanych pnączach mego serca grzech, mój wielki promienny grzech*, skurczył się do swej istoty: jałowego i samolubnego występku, a wszystko to wymazałem i przekląłem. Możecie szydzić ze mnie i grozić, że opróżnicie salę sądową, lecz ja, dopóki nie zakneblujecie mnie i na wpół nie zadławicie, będę wykrzykiwał tę moją biedną prawdę. Żądam, aby świat się dowiedział, jak bardzo kochałem moją Lolitę, właśnie tę Lolitę, spłowiałą i splugawioną, i ciężarną od cudzego płodu, ale ciągle z szarymi oczyma, ciągle z rzęsami jak sadza, ciągle rdzawą i migdałową, ciągle Carmencitę i ciągle moją;” 310.
„Wszystko to, co słyszałem, było melodyjnymi głosami bawiących się dzieci, niczym więcej, a powietrze było tak krystaliczne, że w tych oparach zmieszanych głosów, majestatycznych i drobniutkich, odległych i magicznie bliskich, nie kryjących się i wróżebnie zagadkowych, można było czasem usłyszeć jakby wyrywający się spośród nich na wolność, prawie że artykułowany wybuch przenikliwego śmiechu albo trzask uderzania kijkiem, albo turkot wózeczka, jednak wszystko to działo się naprawdę za daleko, aby oko mogło wypatrzyć jakikolwiek ruch na tej grawiurze cienkich uliczek. Stałem na moim wyniosłym zboczu przysłuchując się tej muzycznej wibracji, tym błyskom wyodrębniających się okrzyków na tle spokojnego pomruku i nagle uświadomiłem sobie dotkliwą beznadziejność nie na tym polegającą, że tu obok mnie brakuje Lolity, ale na tym, że jej głosu brakuje w dobiegającym chórze.” 345.
ORAZ OSTATNIE ZDANIE KSIĄŻKI: „I to jedyna nieśmiertelność, jaką możemy ze sobą podzielić, moja Lolito.” 346.
TYTUŁU ANI AUTORA CHYBA NIE MUSZE PISAĆ, BO TYTUŁ JEST W TEKŚCIE, A TAK ŚWIETNE DZIEŁO CHYBA KAŻDY ZNA, ZATEM WIECIE, KTO JEST AUTOREM. :P
Dodam tylko, że to w przekładzie Roberta Stillera, bo Michał Kłobukowski obszedł się z "Lolitą" jak barbarzyńca.:/