Mam prośbę. Przeczytacie fragment opowiadania,...
K
Kurczepieczone200 pkt
861 wyświetleń
które aktualnie piszę i powiecie czy wam się podoba, jest wciągające, oraz czy kontynuować je dalej :P
Araf – Miejsce oczyszczenia duszy, przekaźnik dusz, mroczny most, środkowa przepaść, zbiornik oczyszczenia… Jest wiele nazw określających to miejsce, ale jednak Araf to nic innego jak CZYŚCIEC. Trafiają tutaj dusze osób, które za życia nie należały ani do świętoszków ani do diabełków. Niczym woda. Nie byli ani gorący ani zimni tylko letni. Trafiłem tutaj 4 lata temu. Nie są to ziemskie cztery lata tylko Araf’iańskie. Nie wiem czy czas leci, choć trochę podobnie do ziemskiego. Tu gdzie trafiłem po śmieci człowiek zaczyna wszystko od nowa. Niektóre dusze szybko trafiają do piekła lub nieba, inne trochę wolniej, ale jest też wiele takich jak ja, którzy chodzą po tym wyimaginowanym świecie od 4 lat, bo jest dla nich lepszym jutrem, czymś, czego nie mieli za życia… On… On jest ich życiem. W tym świecie nikt się nie starzeje, trafiłem tutaj jak miałem 17 lat i mój wygląd nic się nie zmienia. Włosy nie rosną, skóra się nie starzeje, a ton głosu się nie zmienia. Mięśnie też nie rosną. Tu w Araf liczy się siła duchowa.
Jest późny wieczór. Przechadzam się ulicami Higiji – Małej wioski. Podnoszę od czasu do czasu głowę w górę z nadzieją, że ujrzę tam rozsypane po niebie gwiazdy. Niestety jest tylko ciemnia, a drogę rozświetlają mi latarnie na uboczach piaszczystej drogi.
Słyszę tupanie. Ktoś porusza się w moją stronę. Aktualnie jest w odległości może 50 metrów ode mnie. Zaraz, zaraz! Kroki słychać coraz częściej. Ta osoba…
Wyciągam z szybkim ruchem miecz z pochwy przyczepionej do mojego skórzanego pasa i odwracam się na pięcie lewej nogi od razu wymierzając cios mieczem prosto w miecz napastnika. A więc jest szybki i nie przybiegł tu by ze mną rozmawiać – Myślę.
Postać w czarnym płaszczu i kapturem na głowie odskakuję za sprawą siły uderzenia mojego ostrza. Przyglądam się jej usiłując rozpoznać napastnika, ale czarny płaszcz i i kaptur na łbie pozwalający ujrzeć mi tylko szyderczy uśmiech na twarzy przeciwnika. Zaraz! Na jego prawej piersi jest białe koło a w środku czarny księżyc.
-Ale wpadłem –Szepczę cichutko pod nosem sam do siebie.
To osoba z klanu Czarnego Księżyca. Czarny Księżyc rządzi światem Araf, gdyż jest on najpotężniejszym klanem w naszym świecie.
-Rozumiem, że przyszedłeś mnie zabić panie nieznajomy? – Pytam. – Wiedz, że ostatni, który mnie zaatakował nie miał tyle szczęścia i pożegnał się ze swoją żałosną egzystencją.
-Zabić? Hahahahah! – Śmieje się szyderczo napastnik. Czyżby nie przybył tutaj by pozbawić mnie istnienia w Araf? Dlaczego się śmieje?
-Skoro nie przyszedłeś mnie zabić to, po co tu jesteś? - Postać przez chwilę spogląda w niebo i ciężko dycha nosem.
-Oj Simon… -Zna moje imię! – Jakby to powiedzieć… Mam ci do przekazania informację od Scuro…
-Od Scuro?! – Przerywam nieznajomemu.
-Mhm, dobrze słyszałeś.
-Gadaj! Jaką informację? Gadaj, ale już!
-Taką… - Nagle znika, a ja… Ja czuję jak przez środek klatki piersiowej przebija się coś ostrego. Zjeżdżam wzrokiem w dół i widzę miecz wychodzący z mojej klatki piersiowej, z której sączy się krew.
-A, więc przegrałem – Mówię, – Więc tak skończy się mój marny żywot.
Nie udało mi się… Wyciągam rękę przed siebie. Kaszlę, a z moich płuc wykrztuszam krew. Widzę jego obraz przed oczyma… Ja go widzę bardzo wyraźnie… Scuro, dlaczego nie udało mi się ciebie uratować? Dlaczego do cholery nie udało mi się ciebie uratować?
-Dlaczego Scuro… - Mówię resztkami sił, sam nie wiem czy do siebie czy do napastnika stojącego za mną i trzymająco mocno swój oręż.
-To by było na tyle Simon – Słyszę głos napastnika. Ból ustępuję. Spoglądam jeszcze raz na swoją klatkę piersiową, ale nie widzę już ostrza jego broni. Obraz przed oczyma rozmazuje mi się. Padam pierw na kolana a później następuje tylko ciemność i nic więcej…
Otwieram oczy i widzę biały sufit. Nie mija długa chwilą zanim uświadamiam sobie, że leże tak jak stworzył mnie Bóg pod grubą kołdrą na drewnianym skrzypiącym łóżku. Gdzie ja jestem? – Zastanawiam się pytając sam siebie w myślach.
-Wiem! Umarłem i jestem w niebie. HAHAHAH! Ale numer! – Nie powstrzymuję się od wypowiedzenia tego na głos.
-Taa, umarłeś? – Słyszę ponury, donośny, dziewczęcy głos. Spoglądam w prawo, lecz moją uwagę przykuwa tylko para wydobywająca się ze szklanki gorącego płynu, który stoi na stoliku zaraz obok łóżka. Patrzę, więc w lewo i widzę ją.
-Hmm, dawno się nie widzieliśmy Clair. – Mówię. Dziewczyna, którą poznałem rok temu, kiedy to uratowałem ją przed Neilem, napastnikiem z Czarnego Księżyca. – Rozumiem odwdzięczasz mi się ratując tym razem mnie?
-Nie – Odpowiada stanowczo bez chwili namysłu.
-A, więc coś do mnie czujesz! Ha! Trafiłem prawda? HAHAHA HA HA! - Śmieje się aż boli mnie rana po przebiciu mieczem, a po chwili czuję uderzenie pięścią w czubek mojej głowy.
-Powiedz coś jeszcze również głupiego, a dostaniesz jeszcze mocniej imbecylu! – Krzyczy stojąca nad łożem Clair z zagryzionymi zębami i złowieszczo przymrużonymi ślepiami przenikającymi mnie na wylot.
-Oj! Nie znasz się na żartach – Uśmiecham się lekko by złagodzić jej zszargane nerwy.
-Był u mnie w ubiegłym tygodniu Scuro i pytał u ciebie – Informuje mnie dziewczyna.
-Mhm, Scuro, a ten Scuro. Rozumiem. – Udaję niezainteresowanego tą wiadomością.
-Przestań zgrywać głupka, bo jeszcze raz dostaniesz!
-Co ci mam odpowiedzieć? To dobrze, że utrzymujecie kontakt.
-Oprócz tego, że cię szukał mówił coś jeszcze…
-Co takiego?
-A jednak cię to interesuję, co?
-Tak, ale tylko odrobinkę.
-Mówił, że zostaję podpisana koalicja między Czarnym Księżycem, a Blue Heart…
-Koalicja między Czarnym Księżycem, a Blue Heart?! – Przerywam jej i zrywam się z łóżka – Ty, ty żartujesz prawda?
-Ja tylko przekazuje ci, co powiedział mi Scuro – Odpowiada zmieszana Clair.
-Bez jaj! Przecież teraz rozpięta się w Araf prawdziwe piekło.
-Oj, od razu piekło. By trafić do piekła trzeba…
-Wiem, co trzeba! – Spoglądam prosto w jej oczy – Clair! To nie czas na żarty. Usiłuję wstać. Padam zaraz po przypominającym chód przejściu kilku metrów. Opieram się rękoma o parkiet.
-Szlak by to! – Krzyczę – Clair ile zajmie ci moje leczenie!?
-Czekaj muszę się zastanowić – Dziewczyna krzywi wargi i drapie się po nosie.
-Clair! – Krzyczę jeszcze głośniej.
-Jakiś tydzień – Oznajmia zmieszana.
-Zbyt długo, a niech to! – Uderzam pięścią w podłogę – Czy da się to jakoś przyspieszyć?
Araf – Miejsce oczyszczenia duszy, przekaźnik dusz, mroczny most, środkowa przepaść, zbiornik oczyszczenia… Jest wiele nazw określających to miejsce, ale jednak Araf to nic innego jak CZYŚCIEC. Trafiają tutaj dusze osób, które za życia nie należały ani do świętoszków ani do diabełków. Niczym woda. Nie byli ani gorący ani zimni tylko letni. Trafiłem tutaj 4 lata temu. Nie są to ziemskie cztery lata tylko Araf’iańskie. Nie wiem czy czas leci, choć trochę podobnie do ziemskiego. Tu gdzie trafiłem po śmieci człowiek zaczyna wszystko od nowa. Niektóre dusze szybko trafiają do piekła lub nieba, inne trochę wolniej, ale jest też wiele takich jak ja, którzy chodzą po tym wyimaginowanym świecie od 4 lat, bo jest dla nich lepszym jutrem, czymś, czego nie mieli za życia… On… On jest ich życiem. W tym świecie nikt się nie starzeje, trafiłem tutaj jak miałem 17 lat i mój wygląd nic się nie zmienia. Włosy nie rosną, skóra się nie starzeje, a ton głosu się nie zmienia. Mięśnie też nie rosną. Tu w Araf liczy się siła duchowa.
Jest późny wieczór. Przechadzam się ulicami Higiji – Małej wioski. Podnoszę od czasu do czasu głowę w górę z nadzieją, że ujrzę tam rozsypane po niebie gwiazdy. Niestety jest tylko ciemnia, a drogę rozświetlają mi latarnie na uboczach piaszczystej drogi.
Słyszę tupanie. Ktoś porusza się w moją stronę. Aktualnie jest w odległości może 50 metrów ode mnie. Zaraz, zaraz! Kroki słychać coraz częściej. Ta osoba…
Wyciągam z szybkim ruchem miecz z pochwy przyczepionej do mojego skórzanego pasa i odwracam się na pięcie lewej nogi od razu wymierzając cios mieczem prosto w miecz napastnika. A więc jest szybki i nie przybiegł tu by ze mną rozmawiać – Myślę.
Postać w czarnym płaszczu i kapturem na głowie odskakuję za sprawą siły uderzenia mojego ostrza. Przyglądam się jej usiłując rozpoznać napastnika, ale czarny płaszcz i i kaptur na łbie pozwalający ujrzeć mi tylko szyderczy uśmiech na twarzy przeciwnika. Zaraz! Na jego prawej piersi jest białe koło a w środku czarny księżyc.
-Ale wpadłem –Szepczę cichutko pod nosem sam do siebie.
To osoba z klanu Czarnego Księżyca. Czarny Księżyc rządzi światem Araf, gdyż jest on najpotężniejszym klanem w naszym świecie.
-Rozumiem, że przyszedłeś mnie zabić panie nieznajomy? – Pytam. – Wiedz, że ostatni, który mnie zaatakował nie miał tyle szczęścia i pożegnał się ze swoją żałosną egzystencją.
-Zabić? Hahahahah! – Śmieje się szyderczo napastnik. Czyżby nie przybył tutaj by pozbawić mnie istnienia w Araf? Dlaczego się śmieje?
-Skoro nie przyszedłeś mnie zabić to, po co tu jesteś? - Postać przez chwilę spogląda w niebo i ciężko dycha nosem.
-Oj Simon… -Zna moje imię! – Jakby to powiedzieć… Mam ci do przekazania informację od Scuro…
-Od Scuro?! – Przerywam nieznajomemu.
-Mhm, dobrze słyszałeś.
-Gadaj! Jaką informację? Gadaj, ale już!
-Taką… - Nagle znika, a ja… Ja czuję jak przez środek klatki piersiowej przebija się coś ostrego. Zjeżdżam wzrokiem w dół i widzę miecz wychodzący z mojej klatki piersiowej, z której sączy się krew.
-A, więc przegrałem – Mówię, – Więc tak skończy się mój marny żywot.
Nie udało mi się… Wyciągam rękę przed siebie. Kaszlę, a z moich płuc wykrztuszam krew. Widzę jego obraz przed oczyma… Ja go widzę bardzo wyraźnie… Scuro, dlaczego nie udało mi się ciebie uratować? Dlaczego do cholery nie udało mi się ciebie uratować?
-Dlaczego Scuro… - Mówię resztkami sił, sam nie wiem czy do siebie czy do napastnika stojącego za mną i trzymająco mocno swój oręż.
-To by było na tyle Simon – Słyszę głos napastnika. Ból ustępuję. Spoglądam jeszcze raz na swoją klatkę piersiową, ale nie widzę już ostrza jego broni. Obraz przed oczyma rozmazuje mi się. Padam pierw na kolana a później następuje tylko ciemność i nic więcej…
Otwieram oczy i widzę biały sufit. Nie mija długa chwilą zanim uświadamiam sobie, że leże tak jak stworzył mnie Bóg pod grubą kołdrą na drewnianym skrzypiącym łóżku. Gdzie ja jestem? – Zastanawiam się pytając sam siebie w myślach.
-Wiem! Umarłem i jestem w niebie. HAHAHAH! Ale numer! – Nie powstrzymuję się od wypowiedzenia tego na głos.
-Taa, umarłeś? – Słyszę ponury, donośny, dziewczęcy głos. Spoglądam w prawo, lecz moją uwagę przykuwa tylko para wydobywająca się ze szklanki gorącego płynu, który stoi na stoliku zaraz obok łóżka. Patrzę, więc w lewo i widzę ją.
-Hmm, dawno się nie widzieliśmy Clair. – Mówię. Dziewczyna, którą poznałem rok temu, kiedy to uratowałem ją przed Neilem, napastnikiem z Czarnego Księżyca. – Rozumiem odwdzięczasz mi się ratując tym razem mnie?
-Nie – Odpowiada stanowczo bez chwili namysłu.
-A, więc coś do mnie czujesz! Ha! Trafiłem prawda? HAHAHA HA HA! - Śmieje się aż boli mnie rana po przebiciu mieczem, a po chwili czuję uderzenie pięścią w czubek mojej głowy.
-Powiedz coś jeszcze również głupiego, a dostaniesz jeszcze mocniej imbecylu! – Krzyczy stojąca nad łożem Clair z zagryzionymi zębami i złowieszczo przymrużonymi ślepiami przenikającymi mnie na wylot.
-Oj! Nie znasz się na żartach – Uśmiecham się lekko by złagodzić jej zszargane nerwy.
-Był u mnie w ubiegłym tygodniu Scuro i pytał u ciebie – Informuje mnie dziewczyna.
-Mhm, Scuro, a ten Scuro. Rozumiem. – Udaję niezainteresowanego tą wiadomością.
-Przestań zgrywać głupka, bo jeszcze raz dostaniesz!
-Co ci mam odpowiedzieć? To dobrze, że utrzymujecie kontakt.
-Oprócz tego, że cię szukał mówił coś jeszcze…
-Co takiego?
-A jednak cię to interesuję, co?
-Tak, ale tylko odrobinkę.
-Mówił, że zostaję podpisana koalicja między Czarnym Księżycem, a Blue Heart…
-Koalicja między Czarnym Księżycem, a Blue Heart?! – Przerywam jej i zrywam się z łóżka – Ty, ty żartujesz prawda?
-Ja tylko przekazuje ci, co powiedział mi Scuro – Odpowiada zmieszana Clair.
-Bez jaj! Przecież teraz rozpięta się w Araf prawdziwe piekło.
-Oj, od razu piekło. By trafić do piekła trzeba…
-Wiem, co trzeba! – Spoglądam prosto w jej oczy – Clair! To nie czas na żarty. Usiłuję wstać. Padam zaraz po przypominającym chód przejściu kilku metrów. Opieram się rękoma o parkiet.
-Szlak by to! – Krzyczę – Clair ile zajmie ci moje leczenie!?
-Czekaj muszę się zastanowić – Dziewczyna krzywi wargi i drapie się po nosie.
-Clair! – Krzyczę jeszcze głośniej.
-Jakiś tydzień – Oznajmia zmieszana.
-Zbyt długo, a niech to! – Uderzam pięścią w podłogę – Czy da się to jakoś przyspieszyć?