Dzień przed 1. urodzinami mojego syna, odeszła moja suka, przez 17 lat mieszkała ze mną, spała w łóżku moich rodziców i moim, choć tylko podczas burzy. Do ostatnich chwil swojego życia , nie dała po sobie poznać, że jest chora i odchodzi choć miała raka wątroby, który rozwijał się przez długi czas.
Kiedy mój syn spał na dworze, leżała obok wózka, a kiedy sie budził, przychodziła "powiedzieć", że wstał;)
Nie zaprzeczę, że nie raz i nie dwa byłam na nią wściekła, kiedy gryzła moje rzeczy, sikała po kątach czy wskakiwała na stół i zwiewała z kawałem mięcha na obiad....
była niezłym detektywem, kiedy mój ojciec przychodził po piwie do domu, do końca dnia nie podeszła do niego....
a kiedy chorowała, godzinami siedziałam przy niej, mówiłam do niej, opowiadałam jej o wszystkim....
jestem jedynaczką.. mój pies nauczył mnie odpowiedzialności, miłości...i choć to tylko zwierzę, oddałabym wiele, żeby moje dziecko miało takiego dobrego przyjaciela jak ja.
każde stworzenie, czy to kot,pies czy człowiek kiedyś odchodzi,a ból po stracie jest podobny.... kiedy bierze się pod opiekę psa to tak jakby adoptowało sie dziecko, czy zawierało zw. małżeński... na dobre i zle, w zdrowiu czy chorobie.. pies zawsze będzie kochał swojego pana, nawet kiedy będzie go katował..... jednak byle jak najmniej takich katujący a najwięcej kochających.
czasem zaglądam na to puste miejsce, które Sara zajmowała, ale już coraz rzadziej.. a minęło pół roku. Jednak myślę o niej, była członkiem rodziny, najlepszm przyjacielem. Ból po stacie przemija, powoli, stopniowo, ale trzeba pogodzić się z tm, że każdy odchodzi.
Nie myśl o tym co będzie kiedy psiak odejdzie.. ciesz się faktem, że go masz (mieć) ;)
Pozdrawiam