Jesteśmy ze sobą 3 lata,całe liceum. Chłopak mnie obwinia o to, że snuliśmy plany na przyszłość, że będziemy wspólnie mieszkać i on się cieszył, że będzie mnie miał przy sobie, ogłądaliśmy kilka mieszkań i wtedy pojawiła się informacja że biorą mnie do Warszawy. Powiedziałam mu, że bym chciała iść na rok tam, że damy radę na odległość, że nie bede na żadne imprezy chodzić, żeby nie był zazdrosny, że chodzi mi tylko o te studia i że jak minie rok będziemy juz mieszkac na stałe razem. Poprostu też chce mieć dobrą prace jak on,nie być później na jego utrzymaniu a uważam że rok, jeśli ludzie chcą byc naprawde ze soba nie ma znaczenia. Tylko zastanawiam się, czy on tak naprawde chce być ze mna skoro on od razu ze mna zrywa gdy powiedzialam mu o tym ze chce isc na rok do Warszawy, obwinia mnie, że go oszukałam, że jestem fałszywa. Kocham go, nawet miałam myśli, żeby zostać w Krakowie dla niego bo naprawde jest dla mnie ważny, ale po tym jak sie zachowal mam mieszane uczucia. Nie wiem czy wspolne mieszkanie ma sens, skoro wątpie w jego milosc do mnie. Moim zdaniem, jesli by mnie kochal to po uslyszeniu ode mnie tego, że chce iść na rok do Warszawy powinien ze mną porozmawiać, powiedzieć mi o swoich obawach, a co najważniejsze powinien chociaż sprobować na odleglosc. Ja uwazam, że skoro ludzie sie kochaja to odleglosc (rok) nie ma znaczenia,tylko poprostu trzeba chcieć. Zastanawiam się, co by było potem,gdyby byly dzieci i praca ktora wymaga wyjazdu na rok, tak czysto teoretycznie, odszedl by ode mnie, zaszantażował? skoro on od razu mowi teraz ze z nami koniec,tak łatwo mu to przychodzi. życie pisze różnie scenariusze, a ja nie mowie ze bede studiowac 5 lat, chce tylko rok.