Może znacie jakiś lek na szaleńczą tęsknotę?
B
blackforeststories11.4k pkt
891 wyświetleń
No nie jestem w stanie nic zrobić. Boję się, że popadnę w alkoholizm, a ja przecież nigdy dużo nie piłam. Ogólnie to chodzi o to, że kocham swoją polonistkę, która jest naprawdę niezwykłym aniołem. Trwa to już koło dwóch lat. Straciłam już serce, a nie chcę stracić rozumu. Nie lubię paranoi... Tak, blablabla, to chore, i nikt już nie chce tego słuchać, nawet moi psychoterapeuci. A to taka piękna historia. Chyba w sumie potrzebuję pomocy, ale już nie wiem gdzie jej szukać. Nie mam gdzie... Tak to zawsze spowiadałam się swojej historyczce, która również jest piękna i bardzo kochana. Moja rodzina to niezłe świry, wolę gadać ze swoim odbiciem. :< Niech te wakacje się skończą, bo zwariuję. Zapewne nikt nie ma dla mnie żadnej rady, bo milion razy słuchałam tego, że jestem idiotką lub wariatką i mam urojenia. Wiecie, ja z chęcią bym wyjechała z tej Warszawy, ale po pierwsze - nie będę mogła obserwować mojej Pysi, która mieszka dwie ulice dalej, a po drugie z kim ja mam gdziekolwiek pojechać, skoro moim znajomym szkoda nawet tysiaka wydać gdziekolwiek albo wolą to wywalić na jakieś narkotyki. Nie chcę nachodzić moich psychoterapeutów. Pewnie powyłączali telefony ze strachem, że będę od nich coś chciała. Mam nadzieję, że nie dostali długiego urlopu, bo co ja mam robić aż miesiąc bez mojej terapii? Pojechałabym do rodziny, ale z powodu ojca i matki jest wieczna wojna, która niby mnie nie dotyczy, ale oni w sumie są tacy jak moi rodzice. Może znacie kogoś, kto by mi pomógł? Nie mogę się nawet skupić na mojej marnej twórczości... A niech to wszystko szlag. Nienawidzę tego słońca, odbiera mi życie i moją energię, za każdym razem, gdy próbuję rano wstać. Lato to taka ohyda pora roku. Moje piękne płaszcza kurzą się w szafie, tak jak i koszule, marynarki, rękawiczki, szale i kapelusze... Ten widok też mnie boli. Tak, dobrze, skończę, bo piszę jak w pamiętniku. Macie dla mnie jakieś rady? :< Nie mam ochoty rozmawiać z moimi przyjaciółmi. Oni też nie mają się najlepiej, a przecież marihuana nie leczy wszystkich problemów. Ja w każdym bądź razie w moc zielonego bóstwa nie wierzę, tak jak w katolickiego boga, gdzieś na chmurce, czy gadający makaron spaghetti. Urojone światy tych wszystkich głupców pokrywają się na siebie, wprowadzając niezły zamęt...