Właśnie. Ile osób na świecie, tyle punktów widzenia, niektóre są ze sobą zbieżne. Czasami są one konieczne. Co nie zmienia faktu, że są obraźliwe.
Nie każdy, tylko prawdziwy ; ) To na czym na prawdę polegała ta religia i to, na czym polega teraz, bardzo od siebie odbiega. Dziękuję, za to że się czepiłeś. Ludzie nie lubią, gdy ktoś się nich czepia, to nie jest przyjemne, większość nie potrafi podejść do tego z dystansem i wyciągnąć wnioski. Nie mówię, że ja umiem. Hipokryzja to coś, czym się brzydzę, nie chcę zaprzeczać sama sobie, jeśli czujesz się urażony, lub ktokolwiek inny, kto czyta moje słowa, przepraszam z głębi serca.
Jeśli Ci się chce, to możesz spróbować ich "zrównać z ziemią", bo mnie to odrobinę zainteresowało, na czym by to polegało.
Mimo to, że na stwierdzeniach poprzestają, są częścią społeczeństwa i trzeba ich szanować ; )
"W pewnym sensie daje to ateistom pewną swobodę ruchu."
W jakim sensie? To, że ktoś nie wierzy w personifikację wyższej siły, nie oznacza, że zaraz zaprzestanie postępowania z zasadami moralności. To nie idzie w parze. Tak jak nie każdy katolik jest idącą za tłumem owcą pozbawioną własnego zdania, nietolerującą inności, fałszywy, "święty" bo pomimo tego, że nie pomaga biednym, to chodzi do kościoła i się za nich modli.
Właśnie, że nie. Zwykle, choć nie ogarniają tego w całości, to przynajmniej na tyle, aby móc ułożyć to jakoś w swoim umyśle, rozwiać choćby w małym stopniu wątpliwości, albo je utwierdzić.
Uogólniasz... Może, gdy ktoś będzie pisał uogólniając, nie będziemy tego postrzegać jako obraźliwe uogólnienie, tylko zdanie tej osoby na dany temat.
Na pewno zdarzają się i tacy. Wg mnie, jednak skoro już odwracają się od boga, to starają się ułożyć powstały poprzez porzucenie przyjętych wcześniej zasad i postrzeganie świata chaos.
To, czy ktoś wierzy, czy też nie wierzy, nie decyduje o jego moralności.
Ateista nie po to odwraca się od przyjętych przez ogół społeczeństwa norm, aby stworzyć w swoim życiu chaos i za każdym razem w tej samej sytuacji reagować inaczej. To właśnie chrześcijanie najczęściej wkładają maski, ze zgorszeniem marszczą nos na myśl o tym, że ktoś jest fałszywy, uśmiechając się do tej osoby, obgadują ją za plecami.
Ironię poznaję po tonie głosu, ewentualnie po tym, że daną osobę "znam" i np. wiem, że nie lubi sałaty i powie "kocham sałatę" tonem normalnym, to zrozumiem, że to była ironia.
Katolicy wyjątkami nie są ; ) Z tym, że kryją to za nasadą "miłosierdzia". Nie zawsze w cudzysłowie. Sam napisałeś, że każdy. W depresji człowiek również pragnie, aby było mu lepiej, ale do tego nie dąży, uznaje, że to dla niego nieosiągalne. Ateiści mogą mieć wiele empatii w sobie, tak jak chrześcijanin może być zapatrzony w siebie.
A nie myślisz, że to nie dla tego, aby uczcić narodziny Jezusa, tylko dlatego, aby spędzić czas z rodziną? Rodziną, która w przeciwieństwie do niego, może być wierząca, może jej zależeć, aby krewny, pomimo odmiennej wiary, czy nie wiary, spędził z nimi czas? Osobom wierzącym zdarza się zapominać prawdziwy cel tych świąt i nastawiają się na komercję. Część ateistów może obchodzić z tej przyczyny, a część z miłości do rodziny, albo jeszcze i dlatego, że wszyscy obchodzą, a im byłoby smutno siedzieć samym, skoro mogliby spędzić czas przyjemniej? Istnieje też opcja, której nie wykluczam, że po prostu zaprzeczają sami sobie, ale to już ich sprawa.
"Pisząc to uśmiecham się - mamy dużo argumentów które przemawiają za naszymi racjami i możemy się nimi obrzucać cały czas. Powód - inny punkt widzenia problemu."
Przeczytawszy to uśmiechnęłam się, a nawet zaśmiałam, ponieważ mnie samej zdarza się uśmiechać. Lubię wymiany zdań, gdy ktoś ma poglądy całkowicie odmienne od moich i ich broni w nieco bardziej racjonalny sposób, aniżeli biorąc za siłę swoich racji uniesiony głos, a za argumenty przekleństwa i wyzwiska. Poszukując kontrargumentów, zamyślam się i zagłębiam w siebie, w celu odnalezienia odpowiedzi, dzięki czemu poznaję, co myślę na dany temat, bo zdarza się, że wcześniej się nie zastanawiałam nad daną sprawą.
Gdy zakończyłam czytać tę przypowieść, zaskoczył mnie podpis. Twoje podsumowanie nie ima się do tekstu. Nie ma tu nic o rozwoju duchowym i emocjonalnym, albo jest tak szczelnie ukryte w przenośniach, że nie byłam w stanie go dostrzec. Być może to jest jakąś oczywistością, a ja tego nie zauważyłam ze względu na otępienie wywołane sennością powstałą na wskutek niewyspania. Jak Ty rozumiesz tę przypowieść?