Nie sądziłem, że kiedykolwiek napiszę o tym...
H
HoodedGuy200220 pkt
603 wyświetlenia
wszystkim na jakimś forum, czy czymś w tym rodzaju, ale ja już nie mam siły. Nie daje rady sam.
Prawdopodobnie bardzo się tutaj rozpiszę, ale jak nie tutaj to gdzie ?
Nie mam łatwego życia. I nie chodzi tutaj o jakąś patolę w rodzinie czy coś. Wręcz przeciwnie rodzice pomagają mi na każdym kroku jak tylko mogą, ale akurat o tym wszystkim nie chce im mówić. Otóż mówiąc wprost jestem kujonem. Może nie takim rasowym co tylko szkoła, szkoła, szkoła, ale uczę się dosyć dużo. Co już samo w sobie jest powodem do ubliżania. Kompletna ze mnie noga we wszelkich sportach drużynowych, a żeby tego było mało mam trądzik i to taki mocny. No i w tym wszystkim jest dziewczyna, w której się kocham od pierwszej klasy szkoły podstawowej (aktualnie jestem w II gim). Etap podstawówki i w sumie pierwsza klasa gimnazjum to w sumie nie działo się nic szczególnego uwagi. Wiadomo robiłem co mogłem żeby się jej przypodobać. Ale od początku drugiej klasy gimnazjum coś we mnie pękło. Zacząłęm coraz więcej z nią rozmawiać, godzinami pisaliśmy ze sobą. Jej przyjaciółki jak się okazało dobrze wiedziały o tym że się w niej kocham, mimo że nikomu o tym nie mówiłem. No i pewnego dnia graliśmy w zadawanie pytań. No i tego dnia jej o tym oficjalnie powiedziałem. Potem przez kilka dni ona się do mnie wgl nie odzywała, ale z czasem przeszło. Ona zaczęła drąży temat później to ja jej napisałem wyznanie miłosne na jakieś 2k słów. Ale cała moja głupota polegała na tym, że ja jej nie powiedziałem tego w oczy. Tylko wysłałem na fejsie. Potem stopniowo zaczęło sie dowiadywać coraz więcej osób, w tym nasza wychowawczynie (ale ona się za bardzo nie wtrąca). Przez następnych kilka dni znowu mnie unikała. Ja nie ukrywam popadłem w mocna deprechę. Nie jadłem, nie spałem, czułem że nie mam po co żyć. Jakoś stopniowo do niej zagadywałem, ale bałem się tego jak nie wiem co. To były całe operacje, że ja się chowałem w szatni a jej przyjaciółki ją tam wprowadzały i zaraz uciekały, barykadowały drzwi a ja wtedy się pojawiałem. Ale jakoś udało mi się z tego wybrnąć i jakby friendzone.
Dodam że każdy kto tylko o tym wiedział mówił jej, że byłoby jej ze mną dobrze.
Ale ostatnio znowu coś się zaczyna zmieniać. Zauważyłem, że na lekcji coraz częściej na mnie patrzy, sama do mnie zagaduje. I jak to sama powiedziała "uwielbia mnie wnerwiać".
Niestety ja znowu zaczynam pękać bo nwm na czym stoję. A dochodzą jeszcze lekcje wdż, gdzie nauczycielka wmawia nam że nikt z nas jeszcze nie poznał nikogo kto by mu się na prawdę podobał. Lektura w której historia miłosna, oczywiście ma szczęśliwe zakończenie. To mnie wszystko dobija. Bo wiem, że w moim przypadku są marne szanse na happy ending. Mam wrażenie, że depresja zaczyna powracać. Jej najlepsza przyjaciółka powiedziała mi keidyś, że ona się boi. Boi tego, że ja bym się załamał, gdyby coś nam nie wyszło :/
Może mam dopiero 15 lat, gówno znam się na życiu, ale ja ją kocham. Nwm czy to słowa rzucane na wiatr, czy to zwykłe młodzieńcze zauroczenie. Nawet jeśli to chcę by ono trwało wiecznie. Teraz ona jest na szkolnej dyskotece. Mnie tam nie ma z jednego prostego powodu. Wiem, że były by komentarze, żebym z nią tańczył. A ja po pierwsze kompletnie nie umiem tego robić, a po drugie nwm czy ja bym umiał to zrobić. Ja ją chcę chronić przed tymi docinkami, bo jak wspominałem wcześniej kujon nie ma lekko.
Niby mówi że ma to gdzieś, ale ja dobrze widzę, że tak nie jest.
W sumie to chyba wszystko co chciałem napisać. Tak wiem wyszło okropnie dużo. Ale mam wsparcie tylko kilku osób, reszta mi mówi żebym o niej zapomniał, ale ja nie umiem. Najzwyczajniej nie umiem.
Nie proszę tu o poradnik w punktach tego co mam zrobić. Tylko o jakiekolwiek rady związane z moją niezbyt ciekawą sytuacją. A może ktoś miał tak jak ja i jest się w stanie wypowiedzieć coś więcej ?
Prawdopodobnie bardzo się tutaj rozpiszę, ale jak nie tutaj to gdzie ?
Nie mam łatwego życia. I nie chodzi tutaj o jakąś patolę w rodzinie czy coś. Wręcz przeciwnie rodzice pomagają mi na każdym kroku jak tylko mogą, ale akurat o tym wszystkim nie chce im mówić. Otóż mówiąc wprost jestem kujonem. Może nie takim rasowym co tylko szkoła, szkoła, szkoła, ale uczę się dosyć dużo. Co już samo w sobie jest powodem do ubliżania. Kompletna ze mnie noga we wszelkich sportach drużynowych, a żeby tego było mało mam trądzik i to taki mocny. No i w tym wszystkim jest dziewczyna, w której się kocham od pierwszej klasy szkoły podstawowej (aktualnie jestem w II gim). Etap podstawówki i w sumie pierwsza klasa gimnazjum to w sumie nie działo się nic szczególnego uwagi. Wiadomo robiłem co mogłem żeby się jej przypodobać. Ale od początku drugiej klasy gimnazjum coś we mnie pękło. Zacząłęm coraz więcej z nią rozmawiać, godzinami pisaliśmy ze sobą. Jej przyjaciółki jak się okazało dobrze wiedziały o tym że się w niej kocham, mimo że nikomu o tym nie mówiłem. No i pewnego dnia graliśmy w zadawanie pytań. No i tego dnia jej o tym oficjalnie powiedziałem. Potem przez kilka dni ona się do mnie wgl nie odzywała, ale z czasem przeszło. Ona zaczęła drąży temat później to ja jej napisałem wyznanie miłosne na jakieś 2k słów. Ale cała moja głupota polegała na tym, że ja jej nie powiedziałem tego w oczy. Tylko wysłałem na fejsie. Potem stopniowo zaczęło sie dowiadywać coraz więcej osób, w tym nasza wychowawczynie (ale ona się za bardzo nie wtrąca). Przez następnych kilka dni znowu mnie unikała. Ja nie ukrywam popadłem w mocna deprechę. Nie jadłem, nie spałem, czułem że nie mam po co żyć. Jakoś stopniowo do niej zagadywałem, ale bałem się tego jak nie wiem co. To były całe operacje, że ja się chowałem w szatni a jej przyjaciółki ją tam wprowadzały i zaraz uciekały, barykadowały drzwi a ja wtedy się pojawiałem. Ale jakoś udało mi się z tego wybrnąć i jakby friendzone.
Dodam że każdy kto tylko o tym wiedział mówił jej, że byłoby jej ze mną dobrze.
Ale ostatnio znowu coś się zaczyna zmieniać. Zauważyłem, że na lekcji coraz częściej na mnie patrzy, sama do mnie zagaduje. I jak to sama powiedziała "uwielbia mnie wnerwiać".
Niestety ja znowu zaczynam pękać bo nwm na czym stoję. A dochodzą jeszcze lekcje wdż, gdzie nauczycielka wmawia nam że nikt z nas jeszcze nie poznał nikogo kto by mu się na prawdę podobał. Lektura w której historia miłosna, oczywiście ma szczęśliwe zakończenie. To mnie wszystko dobija. Bo wiem, że w moim przypadku są marne szanse na happy ending. Mam wrażenie, że depresja zaczyna powracać. Jej najlepsza przyjaciółka powiedziała mi keidyś, że ona się boi. Boi tego, że ja bym się załamał, gdyby coś nam nie wyszło :/
Może mam dopiero 15 lat, gówno znam się na życiu, ale ja ją kocham. Nwm czy to słowa rzucane na wiatr, czy to zwykłe młodzieńcze zauroczenie. Nawet jeśli to chcę by ono trwało wiecznie. Teraz ona jest na szkolnej dyskotece. Mnie tam nie ma z jednego prostego powodu. Wiem, że były by komentarze, żebym z nią tańczył. A ja po pierwsze kompletnie nie umiem tego robić, a po drugie nwm czy ja bym umiał to zrobić. Ja ją chcę chronić przed tymi docinkami, bo jak wspominałem wcześniej kujon nie ma lekko.
Niby mówi że ma to gdzieś, ale ja dobrze widzę, że tak nie jest.
W sumie to chyba wszystko co chciałem napisać. Tak wiem wyszło okropnie dużo. Ale mam wsparcie tylko kilku osób, reszta mi mówi żebym o niej zapomniał, ale ja nie umiem. Najzwyczajniej nie umiem.
Nie proszę tu o poradnik w punktach tego co mam zrobić. Tylko o jakiekolwiek rady związane z moją niezbyt ciekawą sytuacją. A może ktoś miał tak jak ja i jest się w stanie wypowiedzieć coś więcej ?