Nie wiem, czy ja jestem nienormalna?
J
JaTaPrawdziwa2924 pkt
989 wyświetleń
Wreszcie mam chłopaka, chodzę na randki... Wreszcie jest tak, jak przez wiele czasu marzyłam i chciałam żeby było. Myślałam, że do szczęścia potrzebny jest mi właśnie chłopak, żeby się przytulić, pogadać...
A jednak wciąż jest mi źle!
Doszłam do wniosku, że chyba po prostu lubię cierpieć. I nie potrafię przyjąć do wiadomości, że już wszystko okay, że jest jak chciałam i niczym nie trzeba się już przejmować. A ja wciąż wynajduję nowe problemy, a czasem wydaje się, że biorę je z kosmosu.
Co się ze mną dzieje? Mimo tego, żę spełniło się jedno z moich większych marzeń (żeby mieć chłopaka, chodzić z nim na randki itd) wciąż nie czuję się szczęśliwa i wciąż myślę, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na bycie jego dziewczyną.
Właściwie, chodzi o to, że boję się go stracić. Boję się, że on się tylko mną bawi, że tak naprawdę wcale mnie nie chce... Nie wiem, skąd mi się to wzięło.
Jako dziewczyna jestem też bardzo zazdrosna i nachalna, przyznam bez bicia, ale to tylko dlatego, że tak bardzo się boję.
Fajnie nam się gada, a najlepiej, jak jesteśmy sami. Jednak, gdy spytałam podczas spaceru (po szkole) czy spotkamy się w piątek wieczorem, powiedział że raczej nie bo jedzie na wakacje ale że jak wróci, (3 tygodnie) to przyjdzie po mnie.
To nie jest tak, że tylko z tym mam problem, wydaje mi się, że zaczynam mieć problemy sama ze sobą. Pomożecie mi?
A jednak wciąż jest mi źle!
Doszłam do wniosku, że chyba po prostu lubię cierpieć. I nie potrafię przyjąć do wiadomości, że już wszystko okay, że jest jak chciałam i niczym nie trzeba się już przejmować. A ja wciąż wynajduję nowe problemy, a czasem wydaje się, że biorę je z kosmosu.
Co się ze mną dzieje? Mimo tego, żę spełniło się jedno z moich większych marzeń (żeby mieć chłopaka, chodzić z nim na randki itd) wciąż nie czuję się szczęśliwa i wciąż myślę, czy dobrze zrobiłam zgadzając się na bycie jego dziewczyną.
Właściwie, chodzi o to, że boję się go stracić. Boję się, że on się tylko mną bawi, że tak naprawdę wcale mnie nie chce... Nie wiem, skąd mi się to wzięło.
Jako dziewczyna jestem też bardzo zazdrosna i nachalna, przyznam bez bicia, ale to tylko dlatego, że tak bardzo się boję.
Fajnie nam się gada, a najlepiej, jak jesteśmy sami. Jednak, gdy spytałam podczas spaceru (po szkole) czy spotkamy się w piątek wieczorem, powiedział że raczej nie bo jedzie na wakacje ale że jak wróci, (3 tygodnie) to przyjdzie po mnie.
To nie jest tak, że tylko z tym mam problem, wydaje mi się, że zaczynam mieć problemy sama ze sobą. Pomożecie mi?