O co mu tak naprawdę chodzi?
A
Arya4.4k pkt
586 wyświetleń
We wrześniu poznałam pewnego chłopaka. Świetnie się dogadywaliśmy. Zakochałam się. W grudniu mieliśmy wyjść razem do kina, jednak ciągle przekładał spotkania. Kombinował również z przeniesieniem się do innej szkoły. Coraz bardziej traciłam z nim kontakt, a gdy się przeniósł, straciliśmy całkowicie.
Do wakacji zdążyłam zapomnieć, odkochać się. Kilka razy pisał do mnie, lecz były to krótkie rozmowy.
Na początku wakacji przyjaciółka zdradziła mu moją tajemnicę. Napisał do mnie zaraz po tym i pisał tak, jak dawniej. Codziennie/co dwa dni otrzymywałam od niego wiadomości... Choć wyraźnie flirtowaliśmy, czułam, że go wykorzystuję, ranię, bo nic nie czuję. Jednak na nowo zaczynał mi się podobać. Raz miałam wrażenie, że się zakochałam, innym razem, że nic do niego nie czuję.
Pod koniec wakacji spotkaliśmy się dwa razy. Za pierwszym razem poszliśmy do kina. Rozmowa nie kleiła się, jak kiedyś, jednak nie było źle. Na koniec spotkania przytulił mnie dłużej i dał buziaka w policzek. Na drugim spotkaniu postawił bardziej na rozmowę... Udaliśmy się pochodzić po mieście, ot tak, a następnie do małego parku przed wałami. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż dotarliśmy do tematu "o nas". Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy... Tą całą utratę kontaktu i w ogóle... Wyznałam mu, że tak naprawdę nie wiem, co do niego czuję, że gubię się w uczuciach, ale że postaram się dać mu szansę. Mimo, że pewnie nie była to odpowiedź na jaką czekał, uśmiechał się... Widziałam w oczach jego radość, że jednak ma szansę u mnie, jak się postara...
Potem wybraliśmy się na spacer, pod warunkiem, że będziemy się trzymać za ręce. To był jego pomysł. Zgodziłam się.
Po ostatnim spotkaniu odzywał się kilkakrotnie, jednak nawet nie starał się podtrzymać rozmowy. Na początku jeszcze pisał esemesy, ale teraz nic. Żadnej wiadomości. Piszemy tylko wtedy, gdy ja napiszę. Chciałam do niego jechać, ale mam bardzo ograniczony dojazd do niego. Rodzice wracają późno, a samej nie pozwalają mi dojeżdżać. Woleliby, by on przyjeżdżał do mnie. Pisałam mu o tym, lecz nie podjął żadnych starań, by się ze mną spotkać.. Jak coś mu wypada, mógłby napisać, mógłby się pofatygować, a jak na razie to tylko ja wspominam o tym byśmy się spotkali. Był niedawno w moim mieście i zaproponowałam byśmy się przy okazji spotkali... Kombinował, że fona nie bierze i nie wie, kiedy skończy papierkowe rzeczy załatwiać.
Okej. Rozumiem. Zraniłam go, ale powiedziałam, że mogę dać mu szansę, tak? Nawet przyjaciel napisał mi, że typek byłby skończonym dupkiem, gdyby nie skorzystał z okazji i nie starał się mnie do siebie przekonać...
O co mu tak naprawdę chodzi? Dlaczego tak lekceważąco to traktuje? Raz mu zależy, raz olewa. Dlaczego?
Do wakacji zdążyłam zapomnieć, odkochać się. Kilka razy pisał do mnie, lecz były to krótkie rozmowy.
Na początku wakacji przyjaciółka zdradziła mu moją tajemnicę. Napisał do mnie zaraz po tym i pisał tak, jak dawniej. Codziennie/co dwa dni otrzymywałam od niego wiadomości... Choć wyraźnie flirtowaliśmy, czułam, że go wykorzystuję, ranię, bo nic nie czuję. Jednak na nowo zaczynał mi się podobać. Raz miałam wrażenie, że się zakochałam, innym razem, że nic do niego nie czuję.
Pod koniec wakacji spotkaliśmy się dwa razy. Za pierwszym razem poszliśmy do kina. Rozmowa nie kleiła się, jak kiedyś, jednak nie było źle. Na koniec spotkania przytulił mnie dłużej i dał buziaka w policzek. Na drugim spotkaniu postawił bardziej na rozmowę... Udaliśmy się pochodzić po mieście, ot tak, a następnie do małego parku przed wałami. Rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym, aż dotarliśmy do tematu "o nas". Myślałam, że wszystko sobie wyjaśniliśmy... Tą całą utratę kontaktu i w ogóle... Wyznałam mu, że tak naprawdę nie wiem, co do niego czuję, że gubię się w uczuciach, ale że postaram się dać mu szansę. Mimo, że pewnie nie była to odpowiedź na jaką czekał, uśmiechał się... Widziałam w oczach jego radość, że jednak ma szansę u mnie, jak się postara...
Potem wybraliśmy się na spacer, pod warunkiem, że będziemy się trzymać za ręce. To był jego pomysł. Zgodziłam się.
Po ostatnim spotkaniu odzywał się kilkakrotnie, jednak nawet nie starał się podtrzymać rozmowy. Na początku jeszcze pisał esemesy, ale teraz nic. Żadnej wiadomości. Piszemy tylko wtedy, gdy ja napiszę. Chciałam do niego jechać, ale mam bardzo ograniczony dojazd do niego. Rodzice wracają późno, a samej nie pozwalają mi dojeżdżać. Woleliby, by on przyjeżdżał do mnie. Pisałam mu o tym, lecz nie podjął żadnych starań, by się ze mną spotkać.. Jak coś mu wypada, mógłby napisać, mógłby się pofatygować, a jak na razie to tylko ja wspominam o tym byśmy się spotkali. Był niedawno w moim mieście i zaproponowałam byśmy się przy okazji spotkali... Kombinował, że fona nie bierze i nie wie, kiedy skończy papierkowe rzeczy załatwiać.
Okej. Rozumiem. Zraniłam go, ale powiedziałam, że mogę dać mu szansę, tak? Nawet przyjaciel napisał mi, że typek byłby skończonym dupkiem, gdyby nie skorzystał z okazji i nie starał się mnie do siebie przekonać...
O co mu tak naprawdę chodzi? Dlaczego tak lekceważąco to traktuje? Raz mu zależy, raz olewa. Dlaczego?